Blokada kopiowania!

czwartek, 5 marca 2015

~5 Dancing Stars

Za jakie grzechy Carlos mnie tu zaciągnął?
Siedziałem na kanapie w czyimś domu. Nie miałem pojęcia u kogo była organizowana ta domówka, ale jako, że Carlos nie chciał iść sam, przyszedł ze mną. Nie wiem co mu po moim towarzystwie, skoro spędza czas z kimś innym. Szczerze, byłem na niego wkurzony, ale próbowałem to ukryć. Nawet udawałem, że świetnie się bawię, lecz to jedno z najtrudniejszych zadań, z jakimi przyszło mi się zmierzyć. Wszyscy wokoło byli już nieźle wstawieni, kiedy ja zadeklarowałem się, że odwiozę przyjaciela do domu zaraz po imprezie.
W salonie panował zaduch, a w powietrzu unosił się nieprzyjemny zapach wódki. Poza odpychaniem od siebie pijanych ludzi, nie miałem nic do roboty. Muzyka grała, ale kompletnie nikt nie tańczył. Zapewne gdybym wyłączył odtwarzacz, nikt by się nawet nie zorientował.
Z jednej strony, ta sytuacja była całkiem śmieszna. Mogłem się ponabijać z tego, co wygadywali imprezowicze albo z tego, jak się wywracali. Jedna dziewczyna, idąc przed siebie, bez żadnego konkretnego powodu, zachwiała się i przewróciła, upadając na plecy. Przez chwilę leżała na wznak, a oczy miała zamknięte. Wyglądała zupełnie jakby zasnęła, co wywołało u mnie napad śmiechu. Natomiast jeszcze dziwniejsze było to, że po kilku minutach wstała i poszła dalej, jak gdyby nigdy nic.
W pewnym momencie, usłyszałem krzyk Carlosa, a zaraz po tym, przebiegł przez pokój w samych bokserkach. Bez wahania popędziłem za nim, zatrzymując dopiero przy drzwiach frontowych. Na jego twarzy widniał szeroki uśmiech, przez co wcale nie wyglądał na zmartwionego brakiem ciuchów.
– Koleś, gdzie twoje ubrania? – zapytałem, przytrzymując go za ramiona, żeby mi nie zwiał.
– Wymieniłem się – odpowiedział, z trudem powstrzymując śmiech.
Wtedy, zobaczyłem jego powiększone źrenice i nie musiałem pytać o nic więcej. Natychmiast miałem ochotę stąd wyjść i odwieźć go do domu. Niestety, on wcale nie zamierzał wracać, co było wręcz oczywiste.
Nagle, poczułem chłodny powiew wiatru. Spojrzałem na drzwi, które właśnie się otworzyły, a próg przekraczały dwie dziewczyny. Na widok jednej z nich, moje policzki momentalnie pokryły się szkarłatem. Gdy nasze spojrzenia się spotkały, uśmiechnęła się lekko, jak miała w zwyczaju robić.
– Cześć, Kendall – przywitała mnie.
– Hej, Emily. – Udało mi się odpowiedzieć bez zająknięcia się!
Blondynka popatrzyła na półnagiego Carlosa, a potem posłała mi pytające spojrzenie, na które za nic w świecie nie chciałem odpowiadać. Było mi wstyd za kolegę, przez co jeszcze bardziej chciałem go walnąć w twarz.
Emily, wraz z koleżanką, wyminęły nas i poszły do salonu. Gdy tylko zniknęły mi z pola widzenia, popatrzyłem na Carlosa spod byka. Ten, w odpowiedzi tylko wyszczerzył zęby, po czym wyrwał się z mojego uścisku i wbiegł po schodach na piętro. Nawet nie próbowałem go gonić, bo moja podświadomość kazała mi robić coś zupełnie innego. Nogi same zaprowadziły mnie po śladach dziewczyny.
Kiedy ją widziałem, nagle cały świat stawał w miejscu. Nic się dla mnie nie liczyło, tylko ona. Od dwóch lat jestem w niej zakochany na zabój, a jedyne co mi się udało osiągnąć to wspólne siedzenie na lekcji francuskiego. Gdy chorowałem, była na tyle miła, żeby wysyłać mi na pocztę mailową kserówki swojego zeszytu. Poza tym, między nami nie było nic więcej.
Wszedłem do pokoju i pierwsze co zobaczyłem to Emily, tańcząca na środku dywanu. Próbowała zaciągnąć też swoją przyjaciółkę, ale ta uparcie protestowała. Moje usta automatycznie wykrzywiły się w uśmiechu.
Dobra, Kendall, masz tylko jedną szansę.
Moja podświadomość miała rację. Nie śmiałem się jej sprzeciwić. Wziąłem głęboki wdech, po czym podbiegłem do dziewczyny i złapałem ją za ręce. Wybuchła śmiechem, gdy zacząłem nią okręcać.
– Nie wiedziałam, że lubisz tańczyć! – próbowała przekrzyczeć muzykę.
Wcale nie lubiłem, ale nie musiała o tym wiedzieć. Dla niej mógłbym polubić nawet pływanie artystyczne, żeby tylko się uśmiechnęła.
Nasz zwariowany taniec trwał dobre kilka minut, aż w końcu dostałem zadyszki. Widząc, że Emily wciąż nie miała dość, nie chciałem przestawać. Niestety, moja kondycja nie była zadowalająca.
– Stop - powiedziała nagle. – Nie przemęczaj się.
Świetnie, wyszedłem na lenia.
Rzecz jasna, nie uniknąłem zawstydzenia.
– Chcesz się przejść? – zaproponowałem, udając, że wszystko grało; świeże powietrze pomogłoby wyrównać mój oddech.
– Jasne – odparła bez zastanowienia, łapiąc mnie pod łokieć. – Plaża?
Ochoczo pokiwałem głową, przystając na jej pomysł.
Wyszliśmy z domu zaraz po tym, gdy upewniliśmy się, że koleżanka Emily ma towarzystwo. Carlosa nie musiałem sprawdzać – na pewno świetnie się bawił... beze mnie. Na szczęście, nie miałem czasu na narzekanie, szczególnie kiedy była przy mnie taka wspaniała dziewczyna.
Od wybrzeża dzieliło nas zaledwie dwieście metrów, które pokonaliśmy nadzwyczaj szybko. Emily najwyraźniej bardzo lubiła spędzać czas wolny w tym miejscu, gdyż bez wahania pobiegła w stronę wody, zdejmując buty przed wskoczeniem do niej.
Zaczęła po prostu skakać, ochlapując sobie przy tym spodnie. Podwinęła ich nogawki, co nie dało zbyt wiele, bo wciąż była mokra. Po chwili, nagle stanęła, a ręce jej opadły. Zupełnie niespodziewanie, cała energia, którą była wypełniona, uleciała w jednej, krótkiej chwili. Nie miałem pojęcia co mogło być powodem tego smutku, więc podszedłem do niej.
– Co się stało? – zapytałem.
– Woda jest zimna.
– Więc dlaczego wciąż w niej stoisz? – Zachichotałem. – No, dalej, wyłaź.
W odpowiedzi, pokręciła głową, na co posłałem jej pytające spojrzenie.
– Jeśli teraz wyjdę na piasek, cała się ubrudzę i nie będę mogła założyć butów.
Wydęła wargi; wyglądała jakby była zawiedziona swoim zachowaniem. Wlepiła wzrok w swoje stopy, przy czym westchnęła ciężko. Niesamowite, że w tej samej minucie z wulkanu energii, zamieniła się w niewinną, małą dziewczynkę.
Podszedłem jeszcze bliżej, wyciągając ręce w jej stronę. Złapała mnie za barki, a zaraz po tym już trzymałem ją w ramionach, unosząc nad ziemią. Tym razem, to ja zacząłem się kręcić.
– Co ty robisz? – Śmiała się tak samo jak wcześniej.
– Będziemy się kręcić, dopóki nie wyschną ci stopy.
Sam także zacząłem się śmiać. W mojej głowie, to zdanie brzmiało o wiele lepiej. Na dodatek, po kilku obrotach, zaczęło mi się kręcić w głowie, ale nie przestawałem.
– Kendall, nie musisz, na prawdę. Dam radę.
Mówiła tak tylko dlatego, żebym znowu się nie przemęczał, a przecież nie byłem aż taki słaby, za jakiego mnie uważała. Obracałem się, mimo jej włosów, wpadających mi do ust. Nie zważałem także na zawroty głowy, ani na moje nogi, odmawiające posłuszeństwa. W końcu, zacząłem się chwiać, co było nieuniknione, choć bardzo się starałem utrzymać równowagę. Niestety, nieszczęśliwie upadłem, przygniatając Emily swoim ciałem.
– Mam nadzieję, że masz już suche nogi – powiedziałem, pochylając się nad nią.
– Tak, ale za to mam piasek we włosach – po tych słowach wybuchła śmiechem.
Wiedziałem, że powinienem podnieść się z ziemi, a potem pomóc wstać Emily, ale za nic w świecie nie chciałem tego robić. Miałem ochotę jeszcze bardziej przybliżyć się do jej twarzy. Śmiała się, nie zważając na to, jak blisko siebie byliśmy.
To moja jedyna szansa, żeby ją pocałować.
Jeden pocałunek mógłby zmienić wszystko. Dowiedziałbym się czy mam u niej jakiekolwiek szanse. Gdyby mnie odepchnęła, nie miałbym żalu. Chciałem po prostu wiedzieć czy mam na co liczyć.
Kiedy przestała chichotać, odchyliła głowę do tyłu, kierując wzrok ponad moje ramię. Zdałem sobie sprawę, że zbyt długo tkwiłem w jednej pozycji, więc czym prędzej usiadłem.
– Zobacz na gwiazdy – odezwała się, celując palcem w niebo.
Przez chwilę patrzyłem na nią, bo przecież to ona była gwiazdą, ale zaraz później spojrzałem ku górze. Niebo było nadzwyczaj gwieździste, jak nigdy wcześniej.
Gdy tak patrzyłem na białe punkciki, poczułem coś na swojej dłoni. Byłem pewien, że to robak i natychmiast chciałem go strącić, lecz po zerknięciu w dół, wcale nie dostrzegłem owada. To dłoń Emily spoczywała na mojej, a zrozumiałem to dopiero po jakimś czasie. Moje ciało przeszły niekontrolowane dreszcze.
– Kendall?
– Tak?
– Zimno mi.
Bez zastanowienia, chciałem wstać i wracać na imprezę, żeby zapewnić dziewczynie trochę ciepła. Próbowałem wstać, ale w ostatniej chwili, Emily chwyciła mnie za nadgarstek i pociągnęła ku ziemi. Ciężko usiadłem na piasku, omal nie upadając na twarz.
– Nie chcę iść – dodała.
Zanim zdążyłem cokolwiek odpowiedzieć, objęła mnie w pasie, a policzek przycisnęła do mojego serca. Otoczyłem ją ramionami, po czym zdałem sobie sprawę, że musi słyszeć przyspieszone kołatanie w mojej klatce piersiowej. Momentalnie się zawstydziłem, próbując jakoś uspokoić emocje, lecz było to zdecydowanie za trudne jak na moje nerwy.
Moment. Ona właśnie się do mnie przytuliła.
Ona objęła mnie.
Delikatnie odsunąłem ją od siebie, żeby móc spojrzeć na jej twarz. Popatrzyła na mnie i uśmiechnęła się lekko. Byłem pewien, że w jej oczach tańczyły iskierki. A może były to po prostu tańczące gwiazdy?
Za każdym razem gdy mrugała, długie rzęsy opadały na jej rumiane policzki, wciąż rozgrzane od wygłupów. Nawet po zgubieniu jednej rzęsy, całokształt wciąż wyglądał idealnie. Jednak ten jeden mały, czarny włosek postanowił opuścić swoją właścicielkę. Niemądra rzęsa, chciałbym być na jej miejscu. Strzepnąłem ją z policzka, żeby nie zaburzała cudownego obrazu, który miałem przyjemność podziwiać.
– Dlaczego tak na mnie patrzysz? – zapytała.
– Ty też na mnie patrzysz.
Moja odpowiedź najwyraźniej ją zawstydziła, gdyż spuściła wzrok, a jej twarz lekko się zaczerwieniła.
Z każdą sekundą wyglądała coraz piękniej, a co za tym szło – coraz bardziej chciałem ją pocałować. Te brzoskwiniowe usta były moim marzeniem od tak dawna, a teraz miałem je tak blisko siebie i siedziałem w bezruchu jak ostatni idiota.
– Po prostu to zrób... – wyszeptała, nie podnosząc wzroku.
Zrobiłem to o co prosiła, lecz z największą delikatnością. Nie chciałem, aby się zraziła. Właśnie dlatego, ująłem jej twarz w dłonie, powoli przesuwając kciukiem po jej dolnej wardze. Lekko rozchyliła usta, co spowodowało, że moje serce przyspieszyło jeszcze bardziej. Zamknęła oczy, ale po jej oddechu, wiedziałem, że wcale nie była spokojna. Prawą dłoń zsunąłem po jej smukłej szyi. Gdy mój palec wskazujący spotkał się w obojczykiem, Emily złapała mnie za nadgarstek, krępując ruch ręki.
Poczułem, że lekko drżała, co wywołało uśmiech na mojej twarzy. Bardzo długo czekałem na ten moment, ale nie wiedzieć czemu, chciałem go celebrować jak najdłużej. W końcu, po dokładnym zbadaniu każdego centymetra kwadratowego jej twarzy, nachyliłem się. Wciąż miała rozchylone usta, a oczy zamknięte.
W tym momencie była moja. Tylko moja.
Po kilku sekundach, nareszcie złączyłem nasze usta w, tak długo oczekiwanym, pocałunku. Chciałem, żeby ten moment trwał wiecznie, dlatego postanowiłem, że od tej pory, będę ją całował za każdym razem, kiedy będę miał ku temu okazję. I rzecz jasna, każdy kolejny pocałunek będę traktował jakby był najważniejszy w moim życiu.

~Misio Schmidt



środa, 4 marca 2015

~4 Afire Love

- Witam wszystkich Nowojorczyków w tą piękną niedzielną noc. Jest godzina pierwsza w nocy, ulice pełne przejeżdżających​ taksówek, wszędzie słychać dźwięki klaksonów i piski opon. Wieżowce wznoszą się dumnie, oświetlając nam drogę i nadając temu miastu niepowtarzalny klimat. Ludzie pospiesznie kroczą w wyznaczonym sobie kierunku, nie zwracając na siebie uwagi, jak gdyby byli tutaj sami, pozostawieni w tej przeogromnej machinie. Ha, tłok o pierwszej w nocy? Witamy w Nowym Jorku - mój ulubiony program radiowy.... Co za żenada! - Zachęcam do wysłuchania niezwykle pięknych historii ludzi, którzy zaznali smaku prawdziwej i czasami brutalnej miłości. Mówi do was Marc Grimshaw i życzę miłej nocy - pieprz się, Marc. Godzina pierwsza w nocy, zero ochoty do spania i przy okazji do życia. Siedziałam na marmurowym parapecie, opierając się o fragment ściany i wpatrywałam się w przepiękny pejzaż, który tworzyły nowojorskie wieżowce. W moim pokoju nie świeciła się żadna lampa, ale światło dobiegające z zewnątrz odrobinę go rozjaśniało. Miałam na sobie czarne koronkowe majtki i koszulkę mojego przyjaciela z logo zespołu Metallica, kruczoczarne włosy opadały kaskadą na ramiona, a grzywka zasłaniała mi jedno oko, więc co pięć sekund musiałam ją poprawiać, co w efekcie jeszcze bardziej mnie rozwścieczało. Nie byłam w najlepszym humorze, więc nawet błahy szczegół potrafił wyprowadzić mnie ze świętej równowagi i doprowadzić do stanu, w którym nie umiałam opanować szargających mną nerwów. Miłość to gówno, nigdy się w to nie pakujcie.
- Właśnie połączyliśmy się z Talindą z Manhattanu, która zdecydowała się opowiedzieć nam swoją miłosną historię. Oddaję jej głos - spadłam na dno, włączając ten pieprzony program, ale o pierwszej w nocy nie było w radiu niczego normalnego. Hiszpańskie przyśpiewki, podróbki Skrillexa i muzyka klasyczna. Dobranoc.
- Zaczęło się całkiem niewinnie. Byliśmy dobrymi przyjaciółmi, znaliśmy się od dziecka. Od tamtej pory spędzaliśmy ze sobą każdą sekundę, nie wybiegając myślami w przyszłość. Żadne z nas nie zastanawiało się nad tym, czy ta relacja może przerodzić się w coś poważniejszego - nie wierzę, nie, nie, nie. Talinda, czy Ty aby na pewno nie czytasz mi w myślach? - Niestety, z czasem ja zaczęłam czuć do niego coś więcej, nie panowałam nad tym. Nie chciałam mu powiedzieć, że jestem w nim po uszy zakochana, bo bałam się, że on nie zareaguje na to w pozytywny sposób i skończy tę znajomość, a to byłby cios poniżej pasa - cholera jasna. Wiecie, co? Nie wiedziałam, że jestem Talindą z Manhattanu. A mówiąc całkiem poważnie, to ta kobieta opowiadała również moją historię. Do dziś pamiętam moment, w którym uświadomiłam sobie, że nie widzę świata poza Kendallem. Najpiękniejszy i zarazem najbardziej raniący mnie moment w moim życiu. - No więc, tłumiłam te uczucia w sobie przez jakieś trzy lata, aż w końcu doszło między nami do prawdziwego zbliżenia. Do dziś nie wiem, czy on poczuł to samo, czy może dostrzegł to, że nie jest mi obojętny i ten fakt wykorzystał? Albo chciał się zabawić... Nie mam pojęcia, ale robiliśmy to często. Regularnie przez około dwa lata. Bez żadnych pytań, zbędnych roztrząsań, po prostu uprawialiśmy ze sobą seks. Nagle przestał się do mnie odzywać. Bóg mi świadkiem, że nie zrobiłam nic złego. Któregoś dnia, po kolejnym seksie z rzędu, obudziłam się sama, bez niego. I do dziś nie mam z nim kontaktu - no to mnie teraz Talinda załatwiła! W zeszłą sobotę, dokładnie o godzinie dziewiątej trzydzieści rano, podniosłam się z łóżka, na którym nie było już mojego przyjaciela. Nie było jego ciuchów, zero śladu po nim, totalne nic. Od tamtego czasu nie zamieniłam z nim ani słowa. Nie odbierał moich telefonów, nie odpisywał na wiadomości, no jakby go wywiało! A ja siedziałam w domu i wyłam w poduszkę. Było się, do jasnej cholery, w nim zakochiwać? Ale wiecie, co? Pomimo tego, że rani mnie to cholernie i nie potrafiłam sobie z tym poradzić, to były najcudowniejsze lata mojego życia. To najwspanialszy chłopak, jakiego miałam okazję poznać i nawet, gdyby już nigdy się do mnie nie odezwał, zawsze będę miała go w sercu. To trochę toksyczne, wiem, ale cholernie prawdziwe.

~*~

Pieprz się, Talindo z Manhattanu. Dacie wiarę? Kobieta właśnie streściła w radiu solidną połowę mojego życia. Połowę mojego pieprzonego i zakłamanego życia. Ja również zostawiłem ją samą, ale naprawdę myślałem, że będzie jej wtedy lepiej, że w końcu nie będzie przeze mnie wykorzystywana, będzie mogła nareszcie zakochać się w kimś na poważnie i zazna prawdziwego szczęścia, którego ja nie potrafiłem jej dać. Żałuję, naprawdę żałuję. Jadąc pieprzoną taksówką, która miała mnie zawieźć na East Village, doszedłem do wniosku, że dałem plamę i to po całości. Z pewnością zabrzmi to cholernie egoistycznie, ale mogłem chociaż spróbować, mogłem wyznać jej całą prawdę, przecież nie miałem nic do stracenia, kochałem ją do pieprzonego szaleństwa. Co mnie przed tym powstrzymało? Strach przed odrzuceniem.
- Jak ma na imię? - gruby taksówkarz z ciemnym wąsem wyrwał mnie z moich rozmaitych przemyśleń. To było niegrzeczne, drogi panie.
- Kto? - szczerze powiedziawszy, byłem odrobinę zdezorientowany, wyrwany z ciągu myśli i kompletnie nie miałem pojęcia, o czym ten człowiek do mnie mówił. Nie nadawałem się do poważnych rozmów o pierwszej w nocy, kiedy marzyłem tylko o tym, aby wreszcie móc położyć się we własnym łóżku.
- Ta, o której myślisz - zmarszczyłem brwi i zacząłem przyglądać się profilowi twarzy pana taksówkarza. Zagiął mnie totalnie. Czytał w myślach, czy coś w tym stylu?
- Skąd pan wie, że o kimś myślę? - brawo, Schmidt! "Genialne" pytanie, ale naprawdę nie miałem pojęcia, jak mogłem na to zareagować. Cała ta sytuacja była cholernie dziwna, ale starałem się nad nią szczególnie nie rozmyślać.
- Chłopcze, gdybyś od trzydziestu lat przewoził tą taksówką tylu ludzi, ilu zamieszkuje Nowy Jork, również umiałbyś rozpoznać po człowieku, kiedy jest szczęśliwy, a kiedy coś go gnębi - spojrzał w lusterko z lekkim uśmiechem, który ledwo dostrzegłem przez klejące się do snu oczy. - A więc, jak ma na imię?
- Mary Jane - nie, żeby na sam dźwięk tego imienia robiło mi się cholernie gorąco.
- Rzadko spotykane. Jest równie wyjątkowa jak jej imię? - nawet pan sobie nie wyobraża, jak bardzo jest wyjątkowa.
- Tak, zdecydowanie, ale to już przeszłość. Gdyby przyznawali nagrody w kategorii frajer roku, zdecydowanie byłbym na podium, zostawiając konkurentów daleko w tyle - usłyszałem cichy śmiech taksówkarza, który trochę mnie zirytował. Nie było mi wtedy do śmiechu. - Prawdopodobnie nie mogę już nic dla niej zrobić.
- Mylisz się, chłopcze. Jest coś, co możesz zrobić - spojrzałem na niego z ukosa, cały czas zaskoczony rozwojem sytuacji. - Po prostu napraw to, co spieprzyłeś.

~*~

- Masz czas? - nie chciałam płakać. Naprawdę nie chciałam, ale gdy zobaczyłam go w progu moich drzwi, po prostu nie mogłam się opanować. Łzy momentalnie napłynęły mi do oczu, lecz stwierdziłam, że nie mogę wyjść przed nim na totalną kretynkę i ostatkiem sił zatamowałam potok słonej cieczy.
- Oczywiście, że tak - gestem dłoni zaprosiłam chłopaka do środka, przy czym w duchu powtarzałam sobie, że nie pozwolę, aby do czegokolwiek między nami doszło. Niepotrzebne mi kolejne bolesne rany na mojej psychice. Oszczędź mi tego, mój Kendallu. Spuściłam wzrok, uniemożliwiając sobie dobry widok na piękną twarz przyjaciela, który w tamtym momencie nonszalancko oparł się łokciami o komodę, stojącą w przedpokoju.
- Mogłabyś na mnie spojrzeć? Nie zabiorę ci dużo czasu, możesz być o to spokojna - zawsze to powtarzasz. Zaczynam wierzyć, że to twoja standardowa gadka w momencie, kiedy bardzo potrzebujesz seksu. Dupek. Spojrzałam na niego, mając nadzieję, że w moich oczach nie było widać ani grama żalu oraz żadnej z wielu pretensji, które siedziały we wnętrzu mojej osoby. - Przepraszam, dobrze? Nie powinienem cię wtedy zostawiać, ale uwierz mi, nie potrafiłem inaczej tego rozegrać - jasne, bajeruj mnie dalej. W tej dziedzinie akurat spisujesz się wyśmienicie.
- Nie potrafiłeś? Jeśli chciałeś powiedzieć mi, że nasza przyjaźń chyli się ku upadkowi, trzeba było zrobić to prosto w oczy, a nie uciekać jak skończony dupek - głos łamał mi się coraz bardziej z każdym wypowiedzianym przeze mnie słowem. Nie było to łatwe, ale nie mogłam dłużej skrywać tego w sobie. Dość tego.
- Może faktycznie jestem kompletnym tchórzem, ale bałem się wyznać ci całą prawdę - no tak, lepiej robić kogoś w konia i uciekać od konsekwencji. Odwróciłam wzrok, wlepiając go w przeróżne szczegóły, celowo omijając jego twarz. Ranił mnie, znowu to robił.
- Byłoby mi łatwiej pogodzić się z faktem, że nie będzie cię już w moim życiu, gdybyś mi o tym szczerze powiedział tamtego wieczoru. A ty co? Wolałeś mnie przelecieć, a później zostawić samą na pastwę losu, nie dając żadnego znaku życia - czy ja zawsze muszę być taką cholerną kluchą? W tamtym momencie totalnie przestałam panować nad swoimi łzami, które zaczęły ściekać strumieniami po moich policzkach. Przymknęłam powieki, desperacko próbując uspokoić swoje nerwy, ale nadaremno.
- A czy byłoby ci łatwiej pogodzić się z faktem, że jestem w tobie beznadziejnie zakochany i nawet nie potrafię ci o tym powiedzieć, bo boję się każdej formy pieprzonego odrzucenia? - słucham? O czym on mówi, do cholery? - Może, gdybym był chociaż w jakimś małym procencie pewny, że ty możesz czuć to samo do mnie, załatwiłbym tę sprawę o wiele wcześniej, ale żaden twój gest na to nie wskazywał - uniosłam swoje załzawione oczy prosto na jego twarz, czując się cholernie skonsternowana. Jakby jego słowa były tylko fikcją, rodzącą się w mojej głowie.
- Najwidoczniej jestem naprawdę dobrą aktorką - Kendall spojrzał na mnie, marszcząc brwi, co miało chyba ukazywać jego ogromne zdziwienie, przynajmniej ja ten gest tak odczytałam. Wiedziałam, że jest tak samo zaskoczony, jak ja, więc aby udowodnić mu, że mówię kompletną prawdę, bezceremonialnie podeszłam do niego, po czym oplotłam swoje dłonie wokół jego pasa i przylgnęłam do jego rozgrzanego ciała. Nawet nie wyobrażasz sobie, Schmidt, jak bardzo mi tego brakowało. Na moją twarz wkradł się mały uśmiech, kiedy poczułam, jak jego męskie dłonie opiekuńczo przesuwają się po moich kruchych plecach, a usta składają krótki pocałunek na czubku mej głowy.
- Wiesz co? - chłopak o blond włosach wyszeptał mi do ucha, a ja momentalnie uniosłam głowę, aby móc swobodnie na niego spojrzeć. Nie, żebym była od niego o głowę niższa… - Od dzisiaj będziemy poruszać się po Nowym Jorku tylko taksówkami - słysząc te słowa, z moich ust automatycznie wydobył się cichy śmiech.
- O czym ty mówisz?
- Nieważne. Po prostu cieszę się, że zdołałem naprawić to, co spieprzyłem.

~Misio Schmidt


wtorek, 3 marca 2015

~3

Siedząc naprzeciw niego w zamkniętym pomieszczeniu czuła się jak ptak w klatce. Była pod ciągłym ostrzałem jego spojrzenia. Te zielonawe tęczówki mąciły w jej głowie i zagłębiały się w każdy najmniejszy zakamarek jej duszy. Miała wrażenie, że te oczy potrafią odczytać każde najgłębiej skrywane przez nią uczucia, pragnienia i myśli. Przy nim czuła się bezbronna. Jej cała pewność siebie została za drzwiami, a jej miejsce zajął lęk. Bała się tego co do niego czuła, a jednocześnie to uczucie wypalało dziurę w jej sercu. Ta sytuacja była dla niej udręką. Pragnęła całować jego usta i każdego dnia czuć jego dłoń w swojej. Chciała wtulać twarz w jego ramię i wdychać jego cudowny zapach. Chciała być z nim już zawsze. To było takie oczywiste i proste. Kochała go.
- Lilly? Wszystko w porządku? – zapytał spokojnym głosem chłopak
Czy było w porządku? Kiedy byłam przy nim to zdecydowanie wszystko było dobrze… Jakby wszystkie elementy układanki wskakiwały na właściwe miejsce, ale przecież mu tego nie powiem. Nie teraz i nie tutaj.
- Tak, Kendall wszystko jest dobrze... Tylko właściwie nie mam pojęcia co chciał osiągnąć Logan zamykając nas razem w jednym pomieszczeniu – mruknęłam zrezygnowanym głosem patrząc na niego ukradkiem.
- Pewnie myślał, że nie zniesiemy sytuacji i rzucimy się na siebie po pięciu sekundach - oznajmił z łobuzerskim uśmiechem, puszczając do mnie oko.
Mój stłumiony chichot przerodził się w histeryczny śmiech. Jak miałam skomentować coś czego pragnęłam całym sercem? Czy to w ogóle było możliwe? By uniknąć jego ciekawskiego spojrzenia, podeszłam do okna. Łatwiej było zachować dystans stając odwrócona do niego plecami. Nie widział wtedy moich zaróżowionych policzków, które za każdym razem wpędzały mnie w zakłopotanie. Wzięłam głęboki oddech by uspokoić emocje, które kotłowały się gdzieś w środku mego serca. Przebywanie z nim sam na sam nie było dla mnie łatwe. Było istną torturą. Po kilku minutach, a może godzinach poczułam, że stoi za mną. Moje serce zamarło. Wyczułam jak jego palce delikatnie dotykają mojej dłoni, a ciepły oddech oplata moją szyję. Cała krew w moim ciele zawrzała. Sprawnym ruchem odwrócił mnie w swoją stronę. Staliśmy teraz naprzeciwko siebie, a mi brakowało odwagi by spojrzeć w jego oczy. Przyciągnął mnie do siebie i zmusił bym na niego spojrzała.
- Oboje dobrze wiemy dlaczego tu jesteśmy. Logan chciał byśmy wszystko sobie wyjaśnili. Uważał, że zamknięcie nas w ciasnym pomieszczeniu może przynieść rezultaty. Chyba miał rację, bo wariuję kiedy jesteś tak blisko. – wymruczał, pocierając swoim nosem o mój.
Moje ciało zadrżało na te słowa, a twarz oblała się krwistym rumieńcem. Omamił mnie jednym prostym zdaniem.
- Nie mogę trzeźwo myśleć kiedy jesteś obok. To pomieszczenie to najlepsza i najgorsza rzecz jaka mnie spotkała. Jak mogę Cię nie dotknąć kiedy jesteś na wyciagnięcie ręki? To jest niewykonalne. Pragnę Cię całym sercem. Rzuciłaś na mnie swój czar, a ja nie mogę się mu dłużej opierać. Po prostu nie potrafię. – wypowiedział te słowa powoli i ostrożnie, ale włożył w nie wiele uczucia.
Niespodziewanie złożył niewinny pocałunek na moich ustach. Jednak to był dopiero początek. Nagle przyciągnął mnie do siebie i zaczął całować tak jakby nic innego się nie liczyło… Jakby od tego zależało jego całe życie. To właśnie na to czekałam cały ten czas i nie zawiodłam się.

~Misio Schmidt



© Kordelia| WioskaSzablonów | X | X | X |.