Blokada kopiowania!

środa, 12 sierpnia 2015

~35 Two Weeks

Imagin dedykowany dla - Monika Mam nadzieję, że się podoba ;3

*


- I jak ci się podobał film? - Dustin szturchną mnie w ramie, szeroko przy tym się uśmiechając. Zaśmiałam się lekko z jego zachowania i schowałam telefon do tylniej kieszeni dżinsów.
- Był świetny wiesz? Nie ma to jak oglądać bajkę, Belt! - spojrzałam wymownie na chłopaka za co dostałam w ramie - Ej, a to za co? - zaczęłam udawać grymas na twarzy co spotkało się z jego dość niekryjącym prychnięciem.
- Och błagam cię Niki, nie udawaj - pokiwałam z politowaniem głową i ucichłam, wsłuchując się w szczegóły wspaniałej randki Dustina z Jess. Usłyszałam głośny pisk opon i zobaczyłam samochód pędzący po chodniku wprost na naszą dwójkę.
Przerażona zamknęłam oczy i mocno obiełam się ramionami czekając na nadchodzącą fale bólu. Ale... nie poczułam nic prócz tego iż nie dotykałam już ziemi. Wciąż z zamkniętymi oczami tkwiłam w tej pozycji co byłam, unoszonej przez coś lub kogoś. Odetchnęłam zimnym powietrzem powodującym ciarki na moim całym ciele, zacisnęłam mocniej powieki czując jak coś zaciskuje się bardziej wokół mnie dostarczając tym samym choć odrobinę więcej ciepła. Nie wiedząc kiedy odpłynęłam w krainie Morfeusza.


*


Obudziłam się leżąc na miękkim łóżku otulona wielkim, puchatym kocem. Natychmiast usiadłam rozglądając się po pomieszczeniu. Jak mi się bynajmniej wydawało jeszcze nigdy tu nie byłam. Z lekkim ociąganiem postawiłam swoje stopy na zimnej posadce tuż obok swoich butów, które już po chwili znalazły się na odpowiednim miejscu. Cichutko westchnęłam i na palcach wyszłam z pokoju, rozglądając się po krótkim korytarzu prowadzącym do za pewnie innych pomieszczeń tego mieszkania jak i do otwartego salonu znajdującego się przede mną. Powoli zaczęłam stawiać kroki w kierunku dobiegających mnie głosów lecz po usłyszeniu swojego imienia zatrzymałam się natychmiast spoglądając z szeroko otwartymi oczami w tamto miejsce.
- Dustin! Nie możesz jej tego powiedzieć! Rozumiesz mnie?! Nie wolno ci!
- Mam to gdzieś! Wolno mi czy nie! To przez nich jestem teraz taki! A nie mam zamiaru dalej okłamywać Nicol! To moja siostra! Jedyna osoba jaka mi została!
- Czy ty się słyszysz? Możesz przez to zginąć ona z resztą też!
Wzięłam głęboki wdech i jak najciszej tyko potrafiłam zaczęłam iść w ich kierunku. Nie zwracając najmniejszej uwagi na słowa wypowiadane z ich ust, stanęłam w progu drzwi lekko spuszczając głowę.
- Dustin. Zabierz mnie do domu - lekko podniosłam swój wzrok napotykając na swojej drodze przeszywające mnie na wylot zielone tęczówki blondyna.
- Przykro mi... ale nie mogę tego zrobić - zszokowana spojrzałam w jego kierunku marszcząc przy tym brwi.
- C..co? - pokiwałam głowa odganiając natarczywe myśli i spuściłam ponownie wzrok na swoje ręce - Dlaczego? - cichutko wyszeptałam co jednak obaj chłopcy usłyszeli.
- Bo tu jesteś bezpieczna. Ja mam parę spraw do załatwienia, a Kendall się tobą zajmie. Koniec kropka. - zamknęłam oczy słysząc władczy ton swojego brata i jedyna na co mnie w tym momencie było stać, to odwrócenie się i po prostu wrócenie do dawnego miejsca.
Był zupełnie jak matka. Nigdy nie znosił sprzeciwu nawet najmniejszego tylko że on nie potrafił by się kogoś wyprzeć jak zrobiła to ona. Gdy miałam 15 lat, po prostu oznajmiła nam że nie potrafi już dłużej żyć z nami i odchodzi... zostawiając nas samych. Wtedy Dustin miał 17 lat i zaopiekował się mną jak i sobą jak tylko umiał... dał i wszystko, nawet więcej niż chciałam. Wiedziałam, że było mu ciężko zwłaszcza że ojciec wcale się nami nie interesował, wychodził rano wracał w nocy i tyle go widziano. Lekko się uśmiechnęłam siadając na miękkim materacu, a wspomnienia z wczorajszej nocy zaczęły mnie nachodzić. Kino...gadka... w końcu samochód i sen. Przestraszona podskoczyłam na łóżku i upadając na materac i koc ześlizgnęłam się z niego upadając z hukiem na ziemie. Jęknęłam z bólu i położyłam się na panelach zakrywając dłońmi twarz.
- Ej stało ci się coś? - usłyszałam głos nade mną i rozsunęłam palce patrząc przez nie wielką szparkę na chłopaka z blond włosami. Pokiwałam głową na tak, a chłopak tuż po chwili podniósł mnie za jednym zamachem sadzając na bardzo wygodnym łóżku.
- Dziękuje - mruknęłam ciche podziękowania i upadłam plecami na pościel.


- Spoko. Jestem Kendall Schmidt. - zielonooki upadł tuż obok mnie przyglądając się uważnie mojej twarzy na, której po chwili zagościł soczysty rumieniec. Usłyszałam jego cichy śmiech przez co moje policzki nabrały jeszcze bardziej czerwonego koloru jeśli to w ogóle możliwe.
- A ja Nicole, Kendallu Schmidt - wystawiłam mu język za co od razu pożałowałam. Kendall rzucił się na mnie przyciskając do materaca i mocno łaskocząc. Zaczęłam zwijać się ze śmiechu, rękami próbując go odepchnąć od siebie choć na trochę.
- Odszczekaj to młoda - usłyszałam wesoły głos chłopaka i pokiwałam głową poddając się.
- Przepraszam – spojrzałam w jego oczy i uśmiechnęłam się szeroko spoglądając po chwili w sufit gdzie utkwiłam swój wzrok, a mój uśmiech zaczął powoli przygasać. Po dobrych 15 minutach w końcu spojrzałam na jego twarz, która także mi się przyglądała.
- Kendall? Mogę cię o coś zapytać? - blondyn pokiwał niepewnie głową dając mi tym samym znak żebym kontynuowała - Co się dokładnie wczoraj wydarzyło? - chłopak westchnął i wstał przechodząc się po pokoju.
- Wiedziałem, że w końcu o to zapytasz, a Dustin kazał powiedzieć ci cała prawdę więc? Co chcesz wiedzieć? - usiadłam na łóżku starannie zastanawiając się nad doborem pytania i w końcu wpadłam na jedną rzecz, która od dłuższego czasu nie dawała mi spokoju.
- Dlaczego żyje? Pamiętam samochód i… nie wiem jak to nazwać.. - blondyn przerwał mi stając przede mną
- Chciałaś powiedzieć „unoszenie się”? – pokiwałam niepewnie głową i uważnie przyjrzałam się jego twarzy z której niewiele dało się wyczytać. – Nicole. Jest dużo rzeczy o których nie wiesz a ja jestem tu po to abyś dowiedziała się całej prawdy. - zamrugałam kilkakrotnie myśląc dlaczego to Dustin nie może mi tego powiedzieć? Dlatego się go o to zapytałam.
- I od tego wszystko się zaczyna. Niki, Dustin musiał zająć się twoim ojcem, niestety ale wpakował się on w wielkie bagno za które wy opowiadacie. Wczorajszy niedoszły wypadek nie był przypadkiem. Ktoś chce się was pozbyć, a twój brat poszedł dowiedzieć się kto. – zamilkłam i spuściłam głowę zamykając oczy.



*


Minęły długie dwa tygodnie lecz żadnych wieści od Dustina. Dzięki Schmidtowi dowiedziałam się kilku istotnych kwestii: Po pierwsze - mój ojciec był zadłużony u jakiś facetów, a co znaczy był? Nie żyje. Człowiek się po prostu powiesił. Po drugie - Dustin o tym wszystkim wiedział i starał się mnie chronić. I po trzecie chyba najważniejsze - Kendall nie jest człowiekiem. Jest istotą nadprzyrodzoną. Ostatnia informacja mocno na mnie wpłynęła ale powoli zaczęłam się z tym oswajać.
- Niki! - usłyszałam głośny krzyk z kuchni i szybko pobiegłam w jej stronę o mało co nie zabijając się o kanapę w salonie
- Jakieś wieści od Dustina? - zapytałam z nadzieją i podeszłam do tyłem odwróconego do mnie chłopaka. Ten powoli się odwracając spojrzał na mnie z powagą i podał mi pognieciony skrawek papieru, który niepewnie chwyciłam w ręce. Powoli zaczęłam czytać druk napisany na kartce, a łzy mimowolnie zaczęły spływać z moich oczu. Poczułam jak nogi się pode mną uginają, a ja sama gdyby nie silne ramie Kendalla leżałabym na płytkach. Mocno wtuliłam się w chłopaka mocząc jego koszulkę słonymi łzami.
- Cii, wszystko będzie dobrze - uspakajający głos dotarł do moich uszu uświadamiając mi istotny fakt: Jego już nie ma… Już nic nie będzie takie jak kiedyś… Zostałam s-a-m-a. Nagle zalała mnie cała fala wspomnień powodując większy szloch. Coraz to nowe łzy wydostawały się z pod zamkniętych powiek, płynąc przez policzki i wsiąkając w białą koszulkę.
Po dobrej godzinie siedzenia w ramionach Kendalla i wypłakując się z większości płynów swojego organizmu zaczęłam się uspakajać. Urywane oddechy wydostawały się z moich ust powoli doprowadzając moje ciało do kompletnej normalności.
- K..Ke..Kendall o..on n..nie ż..żyje - ciężko wysapałam chowając twarz w zagłębieniu jego szyi.
- Niki nie mamy zbyt dużo czasu, oni cię znajdą - poważny głos blondyna wypełnił pomieszczenie przerywając niezręczną ciszę.
- Nie obchodzi mnie już to - wychrypiałam powoli wstając - Kendall, nie mam już nikogo, nikogo oprócz ciebie - pociągnęłam chłopaka za sobą wychodząc z budynku i idąc w dobrze znanym mi kierunku.
To tam spędzałam większość moich dni, czekając na jakąkolwiek wiadomość. Ale teraz jest inaczej, teraz przyszłam tu bo wiedziałam, że to i tak już koniec. Definitywny koniec wszystkiego. Tak czy inaczej umrę tylko dlaczego mam przy tym jeszcze bardziej cierpieć?
- Nikole? Co ty chcesz zrobić? - przestraszony chłopak stanął jak wryty w ziemie spoglądając przed siebie i zauważając wysoką skałę.
- Nie pamiętasz tego co było napisane? Powiedzieli, że będę cierpieć tak samo jak Dustin! Że mnie znajdą i zabiją! A ja nie chcę już cierpieć! Za dużo tego! Więc masz wybór, ja nie. Robisz to ze mną czy nie? - zaczęłam powoli cofać się do tyłu stając tuż na krawędzi.
- Nie pozwolę na to byś zrobiła to… bynajmniej nie sama - usłyszałam cichy szept zielonookiego i uśmiechnęłam się do niego i wyciągnęłam rękę za którą chwycił i pociągną mnie za sobą do góry. Unosił się w powietrzu bez żadnej pomocy. Po prostu jakby stał w powietrzu.
-Chyba się zakochałem - Schmidt spojrzał na moje usta po chwili się w nie wpijając.
- Ja też coś do ciebie poczułam - wyszeptałam mu do ucha przerywając pocałunek - Puść - szepnęłam i pocałowałam go mocno obejmując go dwoma rękami.
Nagle jakby czas stanął, a my lecący w dół po raz ostatni smakowaliśmy człowieczeństwa.
____
Mam informację z którą muszę was zapoznać.

1. Z racji tego, że pod ostatnim imaginem zostałam potraktowana przez niektórych z was jak śmieć (wiedzcie, że ja też mam uczucia, nie jestem robotem) nie przyjmuje już żadnych zamówień a tym bardziej zamówień - bromance (osoby hejtujące chyba nie wiedzą na czym polegają zamówienia a tym bardziej imaginy bromance, no ale...)




To raczej wszystko, mam nadzieję, że przeczytacie tą informacje. Do następnego ;3


10SENSOWNYCHKOMENTARZY=NOWY IMAGIN!




poniedziałek, 10 sierpnia 2015

~34 List W Butelce

Imagin dedykowany dla - Natalia Mam nadzieję, że się podoba ;)

~*~


Dni, kiedy gorącym promieniom słońca towarzyszy chłodny wiaterek, są cudowne. Siedzisz na werandzie, z miseczką lodów truskawkowych lub sokiem pomarańczowym i patrzysz na otaczający cię krajobraz. Może jest to zielony ogród, pełen kwiatów i krzewów, a może plaża z morzem, a weranda jest elementem domku letniskowego.
A może w ogóle nie ma werandy. Może jest balkon z balustradą, o który się opierasz, wdychając świeże powietrze i rozkoszując się promieniami słońca na twarzy i ramionach.
W każdym razie, był to właśnie taki dzień. Słońce grzało niemiłosiernie, lecz wiatr robił swoje. Siedziałam na ręczniku, a w dłoniach przesypywałam piasek. Fale były łagodne. Patrzyłam na resztę mojego młodszego rodzeństwa. Mała złotowłosa Kayla, chlapała wodą na wszystkie strony. Chris i Paula, grali dmuchaną piłką w imitację siatkówki, a Olivia budowała zamki z piasku. Właśnie zabierała się za siódmą z kolei budowlę. Patrzyłam na to z uśmiechem.
Upewniwszy się, że wszystko jest w porządku, położyłam się na ręczniku i zamknęłam oczy. Uwielbiałam ten czas, gdy mogłam siedzieć w naszym małym domku, wśród tych kochanych maluchów. Ich śmiechy rozbrzmiewały dookoła, a ja leżałam całkowicie rozluźniona, nie bojąc się o nich ani przez chwilę. Jak na swój wiek, każde z nich było dość dojrzałe, aby nie zrobić niczego głupiego.
Gorące promienie słońca lizało moją twarz. Zwykle szybko się opalałam, więc i teraz byłam pewna, że długo na słońcu leżeć nie będę musiała.
W pewnym momencie, ktoś zasłonił mi słońce, rzucając na mnie cień. Otworzyłam jego oko i zobaczyłam pochylającego się nade mną Chrisa. W jego oczach błyszczały iskierki podniecenia.
- Co się stało, kochanie? – Spytałam, osłaniając oczy dłonią.
- Zobacz, co znalazła Kayla. – Podał mi przedmiot, który do tej pory trzymał w dłoniach.
- Butelka? – Zdziwiłam się, ale wzięłam przedmiot do ręki. I właśnie wtedy, promienie słońca padły na coś, co znajdowało się w środku. List? Przyjrzałam się przedmiotowi i… Śmiało mogłam stwierdzić, że tak, to był list!
- Co to, co to, co to? – Paula podbiegła do nas w podskokach. – Powiesz mi, co to jest?
- List w butelce – szepnęłam, a ona jak zaczarowana, usiadła obok mnie, na ręczniku. Chwilę później, cała czwórka mojego rodzeństwa, siedziała na około mnie i z przejęciem wpatrywała się w moją tajemniczą minę.
Powiedzieć, że sama nie byłam zaintrygowana i zaciekawiona, było by niedociągnięciem roku. Butelka była szklana, koloru zielonego. Natrudziłam się, żeby wyjąć korek z szyjki, ale po kilku minutach mi się to udało. Pozostawał dalej problem z wyjęciem kartki papieru ze środka.
Wstrząsnęłam szklanym naczyniem, przechylając go do dołu, ale kartka nie chciała wypaść. Przesunęła się jednak nieznacznie. Powtórzyłam tę czynność tyle razy, że dzieciaki powoli robiły się znudzone. Teraz jednak była w stanie włożyć do środka szyjki palec wskazujący i delikatnie wyciągnęłam papier.
- Gotowi, aby odkryć tajemnicę?- Spytałam, sama nie wiem czy siebie, czy dzieci.
- A ty wiesz, co to jest? – Olivka przytuliła się do mojego lewego ramienia, lustrując mnie ogromnymi, migdałowymi oczyma.
- Nie wiem. Więc jak, przekonamy się? – Czekałam, aż każde z nich kiwnie twierdząco główką i rozłożyłam kartkę, która była poczwórnie złożona. – Uwaga, czytam…


Dear Someone,

Nie wiem, czy to czytasz, czy nie. Sam nie wiem, po co to piszę. Chyba muszę się komuś wygadać, zanim to zrobię. Moje życie nie jest tak kolorowe, jak chciałbym, aby było. Nie jest nawet szare. Jest po prostu czarne.
Pewnie nigdy się nie dowiem, czy ktokolwiek znalazł ten list. Może butelka rozbije się po tym, jak zrzucę ją z mostu. A może czas sprawi, że atrament wyblaknie i nikt nie będzie w stanie tego odczytać? Być może ślad po mnie zaginie i nikt nie będzie wiedział, że istniał ktoś taki jak ja? A może przeczyta to piękna rudowłosa kobieta, spędzająca samotnie wieczór na plaży, za… powiedzmy 30 lat?
Nie wiem. W zasadzie jest mi to obojętne.
Nazywam się Kendall Schmidt, a dziś jest 14 lipca 2012 roku. Mieszkam w Los Angeles. Piszę to, jakbyś znalazł lub znalazła ten list gdzieś we Francji, Anglii, czy może nawet w Reykjaviku, chociażby w 2222 roku. No dobra, może nieco przesadzam z tą liczbą, ale chyba bardzo lubię dwójki. Chyba… Sam już nie wiem, co lubię, a co nie.
Jestem zupełnie rozbity, jak… Nawet nie wiem, do czego to porównać. To uczucie jest okropne. Naprawdę. Uwierz mi, Ktosiu, który to czytasz lub nie, nie ma gorszego uczucia, niż takie rozbicie. Masz wrażenie, że jesteś, ale cię nie ma. Że wiesz, ale nie wiesz. Żyjesz, ale nie żyjesz. Masz nadzieję, ale jej nie masz.
Poznałem kogoś. Nie, nie kobietę. Poznałem kogoś, kogo znałem już wcześniej. Od zupełnie innej strony. Wiesz… miałem zespół. Albo nawet dalej mam, bo sam w końcu nie wiem, czy powinienem to zrobić, czy nie. Być może, po wyrzuceniu tej butelki gdzieś do wody, rozmyślę się lub coś zwyczajnie mi przeszkodzi. Albo co najgorsze – przeżyję. Tego bym nie zniósł, chyba bardziej niż mojego marnego, dotychczasowego życia.
Nie jestem w stanie wypowiedzieć tego słowa na ssss… Jest zbyt przerażające. Jest zbyt wielkie i otyłe, aby przejść przez moje gardło. Jest zbyt… zbyt… popularne ostatnimi czasy. Zastanawiałem się, czy nie sięgnąć po żyletkę, nóż, czy chociażby cyrkiel, ale… Nie jestem na tyle silny, aby pociąć sam siebie. Wbrew pozorom, do tego potrzeba odwagi, a nie bezsilności.
Opowiem ci moją historię. Historię o Kendallu Schmidtcie, gitarzyście i wokaliście zespołu Heffron Drive. Historię o nieodwzajemnionej miłości. Pełnej obrzydzenia, pogardy… Po prostu moją historię.
Nathan Sykes był (albo i nadal jest) niskim brunetem. Jego włosy opadały mu na czoło. Gdy się śmiał, robiły mu się urocze dołeczki w policzkach – coś, co chyba najbardziej w nim kochałem. I minęło naprawdę sporo czasu, gdy się zorientowałem, że ja wcale nie kocham go jak najlepszego przyjaciela, jak brata… Ja kochałem go bardziej.
Dla mnie to także było szokiem. Nawet nie wyobrażasz sobie, jak wielkim. Ominę ci szczegółów, jak się o tym dowiedziałem. To, jak o tym dowiedział się Nathan, jest wstydliwe, a za razem obrzydliwe. Ale może powinienem o tym powiedzieć? Jeśli nie chcesz tego czytać, po prostu omiń następny akapit, bo chyba jednak to powiem.
Wszedł do mojego pokoju, gdy myślałem, że jestem sam w pustym domu (okazało się, że nie zamknąłem drzwi frontowych, ale to nie jest aż tak istotne). Siedziałem wtedy na łóżku, z lewą ręką włożoną w bokserki, a w prawej ściskałem jego zdjęcie, z któregoś z naszych ulicznych występów.
Więc skoro już wiesz (lub nie, jeśli ominąłeś ten fragment), jak to się zaczęło, opowiem teraz, co było dalej.
Następnego dnia mieliśmy próbę. U Dustina w domu. Zwykle grywaliśmy u niego, w końcu przenieść gitarę nie było przeszkodą, ale perkusję już tak. Nathana jeszcze nie było. Austin jak zwykle, nad wyraz szczęśliwy, skakał po dywanie, udając, że jest na arenie O2 w Londynie i gra koncert na wyimaginowanej gitarze. John podśpiewywał pod nosem i machał w powietrzu pałeczkami od perkusji.
Nathan się spóźniał, a gdy przyszedł, obrzucił mnie tak pełnym pogardy spojrzeniem, że momentalnie się skuliłem, co nie uszło uwadze reszty. Do końca próby, która z mojego powodu trwała 3 razy krócej niż zawsze, myliłem słowa piosenek i przekręcałem nuty, irytując wszystkich. Docinkom Nathana nie było końca, lecz najwyraźniej niczego nie wyjawił reszcie naszego zespołu. Z jednej strony mnie to cieszyło, ale z drugiej przerażało. Przecież mógł czekać z powiedzeniem tego na odpowiedni moment, aby pogrążyć mnie jeszcze bardziej, prawda?
I tak właśnie się stało. Upokorzył mnie w najgorszy z możliwych sposobów. Na samą myśl o tym, mam ochotę rozpłakać się jak małe dziecko i… właściwie, właśnie to robię cały czas, pisząc ten list i wspominając te okropne wydarzenia.
Kiedy będziesz czytać ten list, Ktosiu, po moich łzach już dawno nie będzie śladu. Ale wiedz, że były. W przeogromnej ilości.
W każdym razie, w tym jednym momencie, straciłem wszystko. Przyjaciół, znajomych, zespół… Została jedynie rodzina, mimo iż tata patrzył na mnie podejrzliwie. Bo jaki ojciec chciałby mieć syna geja? Jedynie mama była wciąż ze mną.
Gdy mijałem się na ulicy ze znajomymi ze szkoły, z której w efekcie zrezygnowałem, wyśmiewali mnie i wytykali palcami. Zdarzali się nawet tacy, co mnie popychali. Ale to było nic, w porównaniu ze spotkaniami z Austinem, Dustinem i przede wszystkim Nathanem.
Dustin odwracał wzrok. Nie mógł nawet na mnie patrzeć.
Austin zawsze miał w oczach wypisane współczucie. Zawsze mi się wydawało, że chciał coś powiedzieć, że już otwierał usta… Miałem wtedy tę cholerną nadzieję, że chociaż on… Ale rezygnował, bez chociażby jednego wypowiedzianego słowa. Patrzył wtedy przepraszającym wzrokiem i odchodził.
Jednak to Nathan był tym najgorszym. Widząc mnie, prychał z pogardą. Wyzywał mnie, ośmieszał przez każdym. Nie mogłem tego znieść. I nie mogę dalej.
Nie pomagało nic.
Rodzice wysyłali mnie na terapie… do grup wsparcia… do psychologów, psychiatrów. Wszędzie, ale to i tak nic nie dawało. Po każdym spotkaniu czy sesji, miałem jedynie wrażenie, że to wszystko jest jeszcze bardziej wyraźne. Że nie zniknie, że zostanie ze mną do końca mojego życia. Było gorzej. Zdecydowanie gorzej.
I dlatego dziś tu jestem. Zielona butelka stoi na barierce, obok mnie, a ja kończę pisać ten list. Mam już dość wszystkiego. Nic nie sprawi, że zostanę na tym świecie ani odrobinę dłużej, niż to konieczne.
Może w przyszłym wcieleniu, o ile takowe jest, będę normalnym człowiekiem i będę gwiazdą popu?
Mam nadzieję, że ty, Ktosiu, masz dużo lepsze życie niż ja. Że masz kochającą rodzinę, znajomych i… przyjaciół, którzy cię nie opuszczą i nie wyprą się ciebie.
A teraz już naprawdę kończę. Muszę schować ten list do butelki i wcisnąć korek. A potem zrzucić ją w dół. A następnie zrobić to samo. Przejść górą barierki i skoczyć. Muszę się pospieszyć. Oni tu idą. Są prawie przy moście. Pewnie myślą, że znów będą mogli mnie oczerniać, wyzywać, naśmiewać się ze mnie.
Ale mimo iż kocham Nathana, nie zniosę tego i nie dam mu tej satysfakcji. Sprawię, że już nigdy nie usłyszę tych podłych słów z jego ust.
To musi się skończyć.
A oni są coraz bliżej… Zaraz tu będą. To kwestia minut.
Żegnajcie…




Przerażona odsunęłam od siebie kartkę. Dzieciaki znudziły się już po czwartym akapicie i odbiegły, wymyślając własną historię butelki i listu – statek piracki z uprowadzoną księżniczką i ogromny sztorm.
Ja jednak byłam przejęta. Moje ręce drżały niemiłosiernie, a całe ciało przeszywały dreszcze. Kendall Schmidt. Heffron Drive. Tak, te dane mówiły mi dużo. Bardzo wiele.
Wstałam szybko z koca i krzycząc do dzieci, że zniknę na chwilę w domku, wbiegłam na werandę, a z niej weszłam do środka, od razu dopadając do laptopa. Otworzyłam go i usiadłam na krześle przy okrągłym, kuchennym stole, gdzie jadaliśmy posiłki.
Stukałam palcami w blat, niecierpliwiąc się, a gdy tylko na ekranie pokazał się pulpit, szybko włączyłam przeglądarkę i wpisałam stronę internetową, która mnie interesowała.
- No dalej, Google, pokaż mi, na co cię stać… - Wymruczałam do siebie i wpisałam w wyszukiwarkę imię i nazwisko chłopaka z listu.
Wyskoczyły tysiące stron, zdjęć, artykułów…
Po kilku minutach grzebania w sieci, dowiedziałam się, że Heffron Drive istnieje, a w jego skład wchodzą Dustin Belt, Austin Mahone, Nathan Sykes i Kendall Schmidt! Oddychałam szybko i nierówno.
Zaczęłam wgłębiać się w historię zespołu. Przechodziłam z jednej strony na drugą, w poszukiwaniu jakichkolwiek ważnych informacji. I znalazłam. Transkrypcję z jednego wywiadu…

„ Nie lubię o tym mówić, jest to dla mnie bardzo bolesny temat, a każde najmniejsze nawiązanie do tego sprawia, że wspomnienia wracają – mówi w wywiadzie Kendall Schmidt. – Jednak nie jestem w stanie tak długo trzymać tego w sobie. Nie opowiem całej historii. Ona wyciągnęłaby zbyt wiele brudów. Nie zrobię tego, nie jestem taki – dodaje, krzywiąc się. Niewątpliwie, kiedyś coś się stało. Co, tego dowiemy się już po przerwie.”

Zirytowana przeszukiwałam dalej strony, szukając kontynuacji programu. Nie zajęło mi dużo czasu, odnalezienie archiwów. Więc już po chwili miałam przed sobą tekst. Zapis rozmowy w studiu, gdzie Schmidt był sam. Bez reszty zespołu.
Spojrzałam na datę.
20 kwietnia 2014 roku.

- Żyje… - odetchnęłam z ulgą. Mimo iż nie znałam tego chłopaka osobiście, jego historia opisana w liście, wstrząsnęła mną dogłębnie.

Zabrałam się jednak za dalsze czytanie zapisu.

„ To było niemal dwa lata temu. Chciałem popełnić samobójstwo. – Mówi Schmidt bez ogródek, a na widowni słychać wciągane oddechy. – Chciałem, ale nie zrobiłem tego. – Zaciska dłonie w pięści, zupełnie nie zważając na nasze kamery. – Miałem dość tego bólu, który czułem. Byłem sam. Sam jeden, jak kaktus na pustyni. Napisałem list pożegnalny, właściwie to do nikogo. Nie miałem kogo żegnać. Więc pisałem do tajemniczego ktosia. – Zaśmiał się lekko. – Nie wiem, czy ten list wciąż leży gdzieś w wodzie, czy zabrał go prąd, albo czy ktoś go znalazł i za jakiś czas sprzeda za niewyobrażalnie wielką cenę do mediów. – Wzrusza ramionami, ale kontynuuje. – Stałem już po drugiej stronie barierki, patrząc w dół, w wodę, w to samo miejsce, gdzie chwilę wcześniej zniknęła zielona butelka. Przepraszam, czy mógłbym jeszcze raz prosić o przerwę? To nie jest dla mnie łatwe…”

Moje przerażenie zastąpiło uczucie podekscytowania. Nie jego bólem. Raczej niewiedzą. Chciałam jak najszybciej się dowiedzieć, co wydarzyło się po wrzuceniu listu w wodną otchłań.
Przez ten list, poznałam go o wiele bardziej, niż wszystkie jego fanki. Nie wiedziałam, jaki ma kolor oczu, włosów, jak brzmi jego głos, gdy śpiewa. Nie wiedziałam, jaki był jego ulubiony napój, kolor, danie. Nie wiedziałam tych detali.
Ale znałam jego historię. Wiedziałam to, o czym nie wiedział prawie nikt. Oprócz jego najbliższych. Przez to, czułam z nim więź. Nawet jeżeli on nie wiedział o moim istnieniu.


„ Zbliżali się do mnie. Nie pytajcie kto. Będę ich nazywał ‘Pierwszy’, ‘Drugi’ i ‘Trzeci’, bo było ich trzech. To właśnie przez nich chciałem skończyć, a raczej przez Pierwszego z nich. Przez tego najgorszego, bo pozostała dwójka sprawiała wrażenie, jakby w ogóle mnie nie znali. Bo być może nie znali. Może wcześniej tylko mieli takie wrażenie, że wiedzą o mnie wszystko? – Widownia słucha jak zaczarowana. Chłoną każde jego słowo. Schmidt kontynuuje, rytmicznie zaciskając i rozluźniając pięści. – Słyszałem jego pełen pogardy ton, który jednak się zmienił, gdy zobaczyli, w jakiej sytuacji mnie zastali. Oni byli po tej bezpiecznej stronie mostu. Za barierką. Natomiast ja miałem strasznie mało miejsca, aby chociaż postawić dobrze i stabilnie stopy. Chociaż to był najmniejszy z moich problemów. Chciałem umrzeć. Skończyć z tym życiem. Znaczyłem w tym świecie tyle, co nic. Każdy z nich, wcześniej, znaczył dla mnie wiele. Jednak wiadomo, czasem relacje ludzkie ulegają zmianie. Wciąż jednak miałem wrażenie, że Drugi z nich wcale się ode mnie nie odwrócił. Że chciałby się do mnie odezwać. Udać, że to co się stało, wcale nie miało miejsca, te kilka miesięcy przed moim, niedoszłym zresztą, samobójstwem. Miałem nie raz nadzieję, że on tylko sprawia pozory. Przed pozostałą dwójką i wszystkimi innymi ludźmi. I to właśnie on, ten Drugi, podbiegł do mnie pierwszy, krzycząc, abym nie skakał. Że nie mogę, że on dalej jest moim przyjacielem, że dalej kocha mnie jak brata. – Z oczu Kendalla wypływają łzy. Nie ściera ich. Pozwala im płynąć. Widownia szaleje. Nikt nie wie, jak się zachować. Reporterka straciła mowę. Panuje jeden wielki, ale milczący, chaos. – Czy możemy jeszcze raz przerwać? Nie opowiadałem tego nikomu, nawet Dustinowi, a teraz… teraz robię to przed całym światem.”


Nie tylko po jego policzkach ciekły łzy. Moje także były mokre. Wytarłam je grzbietem dłoni. Tego było za wiele. Cały nasz świat pełen jest cierpienia, czasem tak ogromnego, że to aż nie do pojęcia. Zmusiłam się jednak do dalszego czytania, mimo łez, zamazujących mi obraz.


„ Jak mówiłem wcześniej, to właśnie jeden z nich, ten Drugi, który wydawał mi się najbardziej niewinny z nich wszystkich, podbiegł, łapiąc mnie za rękę i krzycząc, abym nie robił tego, co miałem w zamiarze. – Mówi Schmidt, już całkowicie opanowany. – Pozostała dwójka stała jak wryta. Nie wiedzieli co zrobić, co powiedzieć. I wtedy jeden z nich się poruszył. Nie ten Pierwszy, który jest wszystkiemu winien. W jego oczach wciąż kryła się ta pogarda, której doświadczałem przy każdym spotkaniu z nim. Podszedł ten Trzeci, przepraszając mnie i prosząc, abym nie skakał. I to właśnie był ten przełomowy moment. Od dwójki dostałem przeprosiny, ale nie od tego, od kogo najbardziej chciałem je usłyszeć. On wciąż mną gardził. I to przeważyło szalę. Wyrwałem się z uścisku pozostałej dwójki i odepchnąłem się. – Przez widownię przebiega czyjś krzyk, a ktoś inny wybucha płaczem. Około dziesięciu osób trzyma przy twarzach chusteczki. Schmidt popija wodę. Bierze głęboki oddech i mówi, niemal całkowicie spokojnie. – Spadałem w dół. W szybkim tempie. Nim się obejrzałem, już pochłonęła mnie woda. Nie umiałem pływać i do tej pory nie umiem. Topiłem się, ale przepełniało mnie szczęście. Bo przecież właśnie o to mi chodziło. Drodzy fani i wszyscy inni, którzy oglądacie ten program, lub będziecie oglądać powtórki. Wszyscy znacie inną wersję tej historii. Tę błędną. Do tego momentu, wiedzieliście tylko, że kiedyś miałem niefortunny wypadek, gdzie nieomal się utopiłem. Jakie wnioski wyciągniecie z mojego wyznania, to już wasza indywidualna sprawa. Kogo uznacie za te trzy osoby, to także należy już do waszej wyobraźni. Kim był ten ktoś, kto mną gardził? Nie powiem, nie po to tu przyszedłem. – Głos Kendalla lekko drży. Widownia milczy. Słucha go. – Czasem wciąż żałuję, że nie udało się. Że nie umarłem. Było by to o wiele lepsze, niż złamania, otarcia i przede wszystkim ta blizna na psychice, niż etap, gdzie znów musiałem zaufać, uwierzyć. Prosiłbym jednak, aby ta historia nie została nagłośniona, czy to przez media, czy twitter’owiczów. Nawet Dustin, Austin i Nathan nie znali tej historii – Kendall niedbale wzrusza ramionami, ale w jego wzroku widać coś, co nie daje mu spokoju. – Chociaż Dustin od dawna był bliski w swoich teoriach. Cóż, teraz już pewnie zna całą prawdę, a wy, moi drodzy, którzy teraz jesteście iskierką w moim ciemnym tunelu życia, znacie jej część i mam nadzieję, że to wam wystarczy i uszanujecie moją prywatność i fakty, które chciałbym zachować dla siebie. Proszę też, aby nikt więcej już o to nie pytał. Drugi raz mówić tego nie będę, raz wystarczy. Więc… do zobaczenia na koncercie w przyszłym tygodniu w Nowym Jorku! – Kendall Schmidt uśmiecha się lekko i znika za kulisami. Reportaż dobiegł końca.”


Reportaż się skończył, a ja wciąż mam niedosyt. Tak bardzo chciałabym poznać go osobiście, porozmawiać z nim. Wyznać mu, że czytałam list.
Wiedziona jedną, nagłą myślą, wpisuję w wyszukiwarkę odpowiednie hasło i… już po kilku minutach z mojego konta znika pewna suma pieniędzy. Spotkam się z nim po koncercie, nawet gdybym miała po drodze poturbować wszystkich ochroniarzy. Porozmawiam z nim i dowiem się, jak teraz wyglądają jego relacje z chłopcami i czy Nathan dalej nim gardzi. W końcu… skoro zespół wciąż ma w składzie czterech członków, coś musiało się zmienić.
Musieli sobie wybaczyć. Nawet gdy w sercu wciąż pozostaje ta codzienna niepewność, blizna i chowana uraza...
_____

Liczę na was skarby - komentujcie, bo ostatnio strasznie mało was pod moimi postami ;c Ja rozumiem, że wakacje, ale napisać jedno zdanie to nie problem ;) Trochę popłakałam przy pisaniu. A jak było z wami? Ruszyłam wasze serduszka chociaż troszeczkę?


*Trochę mnie smucą te komentarze które zawierają jedno słówko, czuję, że was nudzę i nie wiem co z tym zrobię, jeżeli będzie tak dalej.... Zastanawiam się także nad usunięciem anonimowych komentarzy lub po prostu nie będe na nie zwracała uwagi, wiem, że to piszę jedna i ta sama osoba, dlatego bardzo smutno mi, że ten blog czytają tylko 2-3 osoby.

To tyle... Do zobaczenia nie długo, albo już może nie....


10KOMENTARZY=NOWY IMAGIN



sobota, 8 sierpnia 2015

~33 Hidden Feelings

Imagin dedykowany dla - xpaynoxo69 Mam nadzieję, że się podoba :3

*


Powoli spacerowałem wzdłuż jeziora, które ostatnimi czasy było dosyć często odwiedzanym przeze mnie miejscem. Lubiłem otaczającą mnie ciszę i spokój, a tutaj mogłem tego doświadczać w nieskończoność i – co najlepsze – kiedy tylko miałem na to ochotę. Sytuacja, w której się znajduję, nie pozwala mi na normalne funkcjonowanie. Jestem Kendall Schmidt, największy idiota w całym Los Angeles. Czyn, którego się dopuściłem, jest najgorszym, jaki mogłem kiedykolwiek wykonać. I nie mam pojęcia, czemu ani minuty nie pomyślałem nad konsekwencjami.
Dwa dni temu, niewinna przerwa na lunch przemieniła się w najgorsze trzydzieści minut mojego życia. Pewny siebie wstałem na stół i wypowiedziałem parę niepotrzebnych słów. Czemu? Sam nie wiem.
Zayn Malik.
Człowiek, którego znam od szczenięcych lat, okazał się nikim innym, a wrogiem. Widziałem w jego oczach pogardę, a to jeszcze bardziej mnie dobiło. Nigdy nie sądziłem, że tak bardzo zawiodę się na kimś tak mi bliskim i zaufanym.
Dwa lata.
Dwa pieprzone lata ukrywałem się z własnymi uczuciami. Emocje, które w sobie tłumiłem były już nie do zniesienia. Musiałem je z siebie wyrzucić, w innym przypadku stało by się coś o wiele gorszego.
Dwa lata, odkąd wiem, że wolę chłopaków.
Dwa lata męczarni, bo inaczej tego nazwać nie mogę. Często powstrzymywałem się przed wieloma akcjami, które spowodowane były widokiem umięśnionych chłopaków. Naprawdę za każdym razem miałem ochotę się na nich rzucić i pieprzyć... ale nie mogłem. Słynny Kendall Schmidt, chłopak łamiący dziewczęce serca... teraz już wszyscy wiedzą czemu.
– Cześć. – Wystraszyłem się, słysząc za sobą znajomy głos. Wciąż wpatrując się przed siebie, unikałem osoby, która próbowała nawiązać ze mną kontakt. – Wiedziałem, że cię tu znajdę...
– Spadaj – wysyczałem, idąc dalej przed siebie, nieco szybszym krokiem. Chciałem być sam, nie potrzebowałem towarzystwa. Szczególnie nie potrzebowałem, żeby on tu teraz był.
– Daj spokój, wszyscy obrócili to w kolejny głupi żart. Dziś wszyscy się śmieli z własnej głupoty. Możesz spokojnie chodzić do szkoły. – Odwróciłem się w jego kierunku i spojrzałem tym samym gardzącym spojrzeniem, którym on ostatnio patrzał na mnie.
– A co, jeśli to kurwa nie był głupi żart?! – krzyknąłem, podchodząc do niego najbliżej jak mogłem.
Patrząc się przez chwilę prosto w jego oczy, zauważyłem lekki błysk, ale nie wiedziałem, jak to odebrać. Splunąłem obok niego i odszedłem w kierunku, który sobie obrałem na samym początku, gdy dotarłem w to miejsce. Słyszałem za sobą krzyki, ale zignorowałem je. W tym momencie nie miałem ochoty na dalszą konwersację z tym dupkiem. I wiem jedno – wiem, że przyjacielem już nigdy go nie nazwę.
Wiesz, jak to jest, gdy zostajesz wyśmiany przez osobę, do której w końcu zrozumiałeś, że coś czujesz? Wiesz, jak to jest, gdy ta osoba ma cię w dupie? Wiesz? Więc wiesz, jak się teraz czuję. Malik zawsze był zadufany w sobie, a jedyne co widział to czubek własnego nosa. Po tych wielu latach przyjaźni, nie myślałem, że zachowa się w taki sposób.
Usiadłem blisko jeziora i zdjąłem buty wraz ze skarpetkami. Szybko zamoczyłem stopy. Chłodna woda, która przepływała między moimi palcami moczyła lekko podwinięte nogawki spodni. Czułem, że z każdą sekundą, emocje siedzące w głębi mnie, wydostają się na zewnątrz. Mając zamknięte powieki powoli się uspokajałem. Myślałem teraz o wszystkim i o niczym. O sytuacjach i osobach, które czyniły mnie szczęśliwym, ale cokolwiek nie myślałem, Zayn zawsze się pojawiał w mojej głowie. To on... on czynił mnie szczęśliwym...


[3 dni później]

– Kendall Schmidt wreszcie zjawił się w szkole! – Przybiłem piątkę ze znajomymi, a potem wszyscy razem skierowaliśmy się pod salę, w której odbędzie się nasza pierwsza lekcja.
Omiotłem spojrzeniem każdą pojedynczą osobę, która spojrzała na mnie innym wzrokiem. Wciąż miałem obawy co do tego, czy postąpiłem słusznie. Może dla własnego dobra powinienem postąpić wbrew zasadom i zmienić szkołę?
– Twoja mama już zdrowa? – Poczułem na ramieniu czyjąś rękę, a potem obok znalazła się sylwetka Zayna. Zrobił nasz umowny gest, dając tym samym znać, że to była moja wymówka na nieobecność.
Skinąłem głową i szedłem dalej. Ciągle towarzyszyło mi to nieprzyjemne uczucie dyskomfortu po tym, jak położył swoją dłoń na moim ramieniu. W tamtej chwili przestałem grać, ale nie trwało to długo. Wciąż pamiętałem moment, w którym obiecałem sobie, że nasza przyjaźń jest już skończona, ale jeszcze nie umiałem się do tego dostosować... i to było najgorsze.
Pierwszych kilka lekcji minęło spokojnie. Podejrzewałem, że coś jest nie tak; że spokój jest tylko do pory lunchu. Przecież tam zawsze wszystko się działo. Tam ludzie powracali do swoich żyć i nie licząc się z obecnością innych osób – niekiedy załatwiali swoje prywatne sprawy. Dzisiaj po raz kolejny będę należeć do tych ludzi.
– Wieczorem jest domówka u Clintona. – Usłyszałem, gdy dosiadałem się do stolika, który jak zwykle zapełniony był ludźmi z naszej paczki. Cała szkoła wiedziała, że nie ma szans, by ktokolwiek inny mógł tam usiąść, dlatego nikt nigdy nie próbował tego zrobić.
– Podobno będą fajne dziewczyny. – Wymownie spojrzałem na Zayna, który widocznie był czymś zaniepokojony. Obawiałem się tego, co ma nadejść, ale nie ma innego wyjścia.
W tym samym momencie odsunęliśmy krzesła i oboje wstaliśmy, zwracając na siebie uwagę wszystkich ludzi znajdujących się w pomieszczeniu. Szeroko otworzyłem oczy, w pełni zdziwiony tym, co Malik ma zamiar zrobić. Podszedł do pustego stolika i wspiął się na niego, by stanąć w samym centrum. Cała szkoła skupiła się teraz na nim.
– Jestem Zayn Malik i jestem gejem, który od dawna bał się wyjawić uczucia swojemu najlepszemu kumplowi, bo bał się jego reakcji i reakcji tłumu – wypowiedział na jednym wdechu, a moje serce niekontrolowanie zaczęło szybciej bić. W tym momencie wiedziałem co muszę zrobić, a moje wszystkie dotychczasowe plany odeszły w zapomnienie.
Kiedy Zayn wreszcie zszedł ze stolika, podszedłem do niego, by złączyć nasze usta w pocałunku. Od dawna nie czułem takiej współpracy, jak teraz. I przysięgam, że w tym momencie już nic więcej się nie liczyło, tylko język, który masował moje podniebienie.
W całej stołówce panowała cisza, aż do momentu, gdy przestaliśmy się całować. Szepty i śmiechy były jedynymi dźwiękami, które docierały do moich uszu. Patrząc w oczy Zayna, wiedziałem, że słowa, które przed chwilą powiedział, były całkiem szczere. Wspólnie wróciliśmy do naszego stolika, siadając usłyszeliśmy oklaski, śmiech i gwizdy. Wzdrygnąłem się, kiedy zorientowałem się, że ludzie znów odebrali to jako żart.
– Następnym razem powiedzcie o swoich planach, moglibyśmy wymyślić wam lepsze zakończenie tego wkrętu. – Słuchając Eda, czułem na sobie spojrzenie Zayna. Wiedziałem, że jeśli się teraz na niego spojrzę, nie wytrzymam i przelecę go wśród jedzenia na stole. Mój kutas nie chciał czekać na zgodę i prywatność przez kolejnych kilka lat.
– To nie żart – powiedziałem z całkowitą powagą na twarzy. Widząc zakłopotanie przyjaciół, chwyciliśmy się z Malikiem za ręce, ale to również nie pomogło.


*** 


– Daliśmy dzisiaj czadu. – Zaśmiałem się, słysząc słowa Zayna, ale musiałem przyznać mu rację, bo przecież właśnie taka była prawda. – Jak myślisz, ilu z nich uwierzyło?
Parę sekund zajęło mi myślenie nad zadanym pytaniem. Nie byłem świadomy, czy ktokolwiek w ogóle w to uwierzył, bo po co wierzyć komuś, kto ciągle robi sobie z ludzi żarty? Nim się zorientowałem, Zayn zaczął mną wstrząsać, jakby myślał, że zasnąłem, a przecież tylko milczałem.
– Pewnie nikt – odparłem, spoglądając na niego.
Uśmiech, który znajdował się na twarzy Zayna był niezastąpiony i wyjątkowo idealny. Byłem już przyzwyczajony do tego widoku, ale nigdy nie zauważałem w nim tego, co widzę teraz – szczerości.
– Bądźmy razem. Znamy się tyle lat i na pewno oboje tego chcemy, więc po co czekać? – zaproponowałem, ale chwilę później pożałowałem swojej decyzji. Właśnie teraz zrozumiałem, że to mogło być zbyt pochopne... ale tylko takie czyny umiem wykonywać.
– Jesteś pewny? – Odwróciłem głowę w przeciwnym kierunku, by potem powiedzieć mało słyszalne „tak”.
W krótkim czasie po tym słowie, dłoń Zayna chwyciła moją, a nasze palce się splotły.
Były teraz jednością.
My byliśmy jednością.
_________________________
Jeżeli Wam się zbytnio nie podoba taki imagin - nie komentujcie jego źle bo pamiętajcie, ze to imagin na zamówienie :)

10KOMENTARZY=NOWY IMAGIN!

© Kordelia| WioskaSzablonów | X | X | X |.