Blokada kopiowania!

wtorek, 7 lipca 2015

~20 Forgoten

3 lata temu


- Jest świetnie! Najlepsze wakacje w życiu! - oznajmiłam zgodnie z prawdą. Były to moje najlepsze wakacje. Innych nie mogłam sobie wymarzyć.
- To się cieszę. Nawet nie wiesz jak bardzo za tobą tęsknie kochanie - powiedziała przez słuchawkę moja mama. To ona zapłaciła za ten wyjazd. Zrobiła mi najlepszą niespodziankę na moje osiemnaste urodziny. Nie mogłam uwierzyć póki nie wsiadłam do samolotu. Wylot na inny kontynent był najlepszym pomysłem.
- Miasto jest śliczne. Ludzi są sympatyczni, a pogoda zawsze idealna. Nie mogłam sobie wymarzyć innego prezentu, mamo.
- A poznałaś już kogoś? - spytała. No tak. Moja mama jest przewrażliwiona na tym punkcie. Wszystkie dziewczyny z mojej szkoły mają już chłopaków tylko nie ja. Raz nawet zapytała mnie czy nie jestem homoseksualna, oczywiście od razu zaprzeczyłam. Ja po prostu czekam na tego jedynego. Co jest w tym złego?
- Jeszcze nie - westchnęłam. Czasem czuję się dziwnie, nie znając tutaj nikogo. Może w ciągu tych dwóch tygodni kogoś poznam. Jeśli nie, to zostanę starą panną z psami. Nie lubię kotów.
- Szkoda - mruknęła - No nic, zadzwonię wieczorem, bo teraz idę z tatą do babci, znowu się źle poczuła. Do usłyszenia. Pa!
- Do usłyszenia - rozłączyłam się, odkładając telefon obok. Powróciłam do poprzedniego zajęcia, które było moim ulubionym. Konkretnie, leżenie na plaży w bikini i opalanie się. Poprawiłam moje czarne Ray-Ban'y, spoczywające na nosie i położyłam się na różowym ręczniku. Słuchawki założyłam na uszy i dałam się ponieść muzyce. Nuciłam pod nosem ulubione piosenki. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam.


Poczułam uderzenie czymś okrągłym. Piłka. Otworzyłam szybko oczy, ściągając słuchawki i zauważyłam biegnącego w moją stronę blondyna. Zmarszczyłam brwi, kiedy znalazł się obok mnie.
- Przepraszam cię. Za mocno odbiłem piłkę - jego głos był czarujący. Uśmiechał się krzywo, przez co mogłam dostrzec jego dołeczki w policzkach. Był przystojny, a jego klatka mięśniowa wyrzeźbiona. Mogę się założyć, że ma wianuszek dziewczyn wokół siebie.
- Nic się nie stało, tylko trochę się wystraszyłam - zachichotałam. Czułam zdenerwowanie, rozmawiając z nim. Przecież to tylko zwykła rozmowa, a moje ręce były już całe mokre.
- Zachowałem się jak idiota - mruknął sam do siebie - Jestem Kendall - swoje zielone oczy skierował w moją stronę.
- Miło mi cię poznać, Kendall. Jestem Claudia - posłałam mu szeroki uśmiech, co odwzajemnił, a jego dołeczki pogłębiły się. Urocze.
- Jeszcze raz cię przepraszam, może wynagrodzę ci to lodami, co? Pójdziemy później na lody? - spytał nieśmiało, drapiąc się po karku. Zaczęłam się niepohamowanie śmiać. Oczywiście, brzmiało to dwuznacznie. Po chwili chłopak dołączył do mnie - Dobra, dobra, zrozumiałem. Zabrzmiało to dziwne. To jak? Zgodzisz się?
- Pewnie - przytaknęłam.
- To świetnie! Spotkajmy się tutaj za dwie godziny - mrugnął do mnie, na co poczułam, że moje policzki stają się czerwone. Oczywiście tłumaczyłam sobie, że to tylko przez słońce, które dzisiaj bardzo grzeje.
- Postanowione - zgodziłam się.
- Chcesz z nami zagrać? - zaproponował na co pokręciłam głową. Lubiłam grać w siatkówkę, ale dzisiejszy upał nie pozwoliłby mi na to.
- Nie dzięki, może innym razem - podałam mu piłkę, a Kendall zaserwował ją do swoich przyjaciół.
- To do później! - pożegnał się, puszczając mi perskie oko i odbiegł w stronę swojej ekipy.


Dwie godziny później czekałam na chłopaka, dokładnie w tym miejscu, gdzie dostałam piłką. W oddali zobaczyłam zbliżającego się Kendalla, na co mimowolnie się uśmiechnęłam. Dlaczego tak dziwnie na niego reaguję? To jest tylko jedno wyjście razem i zapewne już nigdy więcej się nie zobaczymy. Na co ja mogę liczyć?
- Cześć - przywitał się, gdy już stał przede mną.
- Hej - uśmiechnęłam się i zaczęliśmy iść w stronę budki z lodami i innymi różnymi przysmakami.
- Długo na mnie czekałaś?
- Nawet wcale. Gdy przyszłam, to widziałam cię jak idziesz w moim kierunku - odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
- Jakiego zamawiasz? - spytał gdy już dotarliśmy. Spojrzałam na menu i od razu wiedziałam co wezmę.
- Poproszę jedną gałkę o smaku gumy balonowej, a drugie owoce leśne - podałam zamówienie sprzedawczyni z wielkim bananem na twarzy.
- Ja jedną czekoladową, a drugą truskawkową - zamówił Kendall.
- Dobrze, proszę usiąść, a lody zaraz podam - oznajmiła pani zza lady, a my posłusznie zajęliśmy miejsca przy jednym z stolików.
- Truskawkowe? Ohyda! - powiedziałam. Nie lubiłam truskawek ani żadnej rzeczy związanej z nią. Był to uraz z mojego dzieciństwa. Szczegóły tego są zbyt drastyczne. Naprawdę.
- Nie lubisz truskawkowych lodów? - zrobił duże oczy.
- W ogóle nie lubię truskawek - przyznałam, robiąc kwaśną minę.
- Jesteś dziwna - zaśmiał się, a ja zmarszczyłam czoło.
- Ale w jakim sensie? - spytałam, nie rozumiejąc jego sentencji.
- Najpierw dostałaś piłką ode mnie i nawet nie krzyczałaś jakim to debilem i idiotą jestem i, że powinienem uważać, a teraz nie lubisz truskawek. Jak nie można lubić truskawek? One są pyszne!
- Przynajmniej wyróżniam się z tłumu - wzruszyłam ramionami i zachichotałam, na co chłopak posłał mi śliczny uśmiech.
- To prawda - oznajmił, a mnie zamurowało. On serio uważał, że jestem inna? Od ciągnięcia dalej tego tematu uratowała mnie kelnerka, która przyniosła nam lody. Odebraliśmy zamówienie i zaczęliśmy zajadać się lodami.
Po zjedzeniu zimnego przysmaku, Kendall poszedł zapłacić. Mimo, iż upierałam się, że mogę zapłacić sama za siebie, to przegrałam. Tłumaczył się, że to on powinien zapłacić, bo jest mężczyzną. Postanowił sobie, że odprowadzi mnie do domu. Zgodziłam się, przynajmniej będzie mi raźniej.
W drodze powrotnej Kendallowi nie zamykała się buzia. Jak nie jakiś żart, to historia z dzieciństwa.
- Jak długo mieszkasz w Los Angeles? - spytał nagle.
- Ja tutaj nie mieszkam. Przyjechałam na wakacje - posłałam mu słaby uśmiech.
- Och... To w takim razie gdzie mieszkasz?
- W Polsce.
- Aż na drugim końcu świata? Chciało ci się tyle lecieć? Przecież to jest męczące.
- Na takie widoki, jak tutaj, to warto - zaśmiałam się lekko.
- Zamieszkaj tutaj. Tutaj jest cudownie.
- To raczej nie wypali - przygryzłam wargę - mam już pracę w Polsce.
- Szkoda. Byłoby super jakbyś tutaj mieszkała. Moglibyśmy się codziennie widywać.
- Zostaję jeszcze tydzień! - powiedziałam, ukazując szereg białych zębów.
- To świetnie! Pokaże ci najpiękniejsze zakątki Los Angeles! Nie pożałujesz, że mnie poznałaś!
- Mam taką nadzieję!


Tak jak Kendall powiedział, tak zrobił. Widywaliśmy się codziennie przez ten tydzień. Pokazywał mi jeziorka w środku lasu, jeździliśmy na zachody słońca. Było cudownie. Niestety wszystko ma kiedyś swój koniec. Teraz siedzę w samolocie. Wracam do domu. Kendall obiecał mi, że będzie utrzymywał ze mną kontakt. Bardzo go polubiłam. Jest bardzo charyzmatyczny człowiekiem. Zarażał pozytywną energią. Będzie mi go brakowało. Zdążyłam się do niego przyzwyczaić. Teraz jest mi dziwnie z myślą, że już nigdy możemy się nie spotkać.


Teraźniejszość


Po trzech latach pracy i mieszkania w Polsce, przeprowadzam się. Awansowałam w pracy, przez co muszę się przenieść do Los Angeles. Pamiętam, jak byłam tam na wakacjach. Poznałam tam bardzo miłego chłopaka. Jak on się nazywał? Carol? Carlos? Kayden? Nie pamiętam. W ogóle w jaki sposób się poznaliśmy? Nawet tego nie pamiętam. Moja pamięć jest dobra, ale krótka. Z biegiem czasu kontakt się urwał. Już dwa lata ze sobą nie rozmawialiśmy. Nawet nie wiem jak on wyglądał.
Teraz stoję, żegnając się z mamą i tatą. Jest mi smutno, opuszczając miasto rodzinne. To tutaj się wychowałam, tutaj nauczyłam się wielu rzeczy, to tutaj poznawałam jakie życie potrafi być okropne, a zarazem cudowne.
- Kochanie, napisz jak już będziesz na miejscu, proszę - poprosiła mama. Jej oczy były zaszklone łzami. Tata stał z kamienną twarzą, ale widziałam te świeczki w jego oczach.
- Dobrze - posłałam im uśmiech. Szczery, wyrażający radość z wyjazdu do takiego pięknego miasta i żal z powodu opuszczenia Polski prawdopodobnie na całe życie.
- Bądź rozważna. Żyj tam, tak, abyś była szczęśliwa - powiedział mój tato - dzwoń zawsze, kiedy tylko będziesz miała ochotę.
- Obiecuję - w moich oczach pojawiły się łzy, którym za wszelką cenę nie pozwoliłam wypłynąć.
- Musisz już jechać. Samolot nie zaczeka - mama pociągnęła nosem i zamknęła mnie w mocnym uścisku. Szczerze? Nienawidzę pożegnań. Są takie przytłaczające.
- Mamo, możesz mnie już puścić. Zobaczymy się za pół roku. To naprawdę bardzo mało - oznajmiłam po czym rodzicielka odsunęła się ode mnie z łzami na policzkach - Pa tato - podeszłam do niego i przytuliłam go najmocniej na świecie, a on dał mi całusa w czoło.
- Bądź ostrożna, proszę - powiedział, a ja pomachałam im na pożegnanie i wsiadałam do taksówki, która wiozła mnie na lotnisko.


Wylądowałam. Nareszcie. Nie lubię długich lotów. Lubię za to długie jazdy samochodem. Nie wiem dlaczego. Po prostu wtedy mogę się zrelaksować. Kierowałam się do wyjścia, ale niestety, jak to u mnie bywa, upadła mi torebka, a wraz z tym wysypały się z niej rzeczy. Westchnęłam ciężko, kucając.
- Może ci pomóc? - usłyszałam za sobą męski głos. Gwałtownie się odwróciłam w jego stronę. Ujrzałam wysokiego i przystojnego chłopaka. W jego oczach można było się utopić, a głos stwarzał ciarki na ciele, których teraz dostałam.
- Jeżeli to nie problem - uśmiechnęłam się krzywo - bardzo mi się spieszy - nieznajomy ukucnął obok mnie i pomógł mi pozbierać rzeczy. Biorąc portfel, wypadło z niego moje prawo jazdy i mój dowód osobisty. Na moje nieszczęście chłopak był pierwszy i podniósł obie rzeczy, czytając je uważnie.
- Claudia Olsen? Gdzieś już słyszałem to imię i nazwisko, ale nie mogę sobie przypomnieć gdzie - powiedział, a mnie zrobiło się słabo. Nie wiem czemu, przecież dużo osób może się tak nazywać.
- Nie mam pojęcia gdzie - zrobiłam krzywą minę - ale miło mi cię poznać...
- Och... Jestem Dustin Belt - przedstawił się.
- Miałam psa, który wabił się Dustin, ale zdechł - oznajmiłam takim tonem, jakby to było czymś oczywistym. Coraz bardziej zachowuję się jak jakaś niedorozwinięta. Czy to można wyleczyć? Chłopak zaczął się śmiać, a ja nie wiedziałam z jakiego powodu.
- Dobry wybór na imię - skomentował, na co zapiekły mnie policzki, ale po chwili do uczucie zniknęło.
- Nie chcę cię urazić ani nic z tych rzeczy, ale muszę już iść. Cześć! Dzięki za pomoc - zabrałam z jego rąk moje rzeczy, schowałam do torebki, i ruszyłam przed siebie, ciągnąc za sobą moją walizkę.
- Cześć! - krzyknął, a ja zniknęłam za drzwiami.


Weszłam do mojego nowego domu. Był jednopiętrowy. Dla mnie wystarczający. Niczego innego nie potrzebowałam. Nie był wielkości zamków królewskich, tylko mały skromy domek jednorodzinny. Zastanawiałam się także nad współlokatorem, ale muszę najpierw dobrze kogoś poznać, by z nim zamieszkać. W godzinę rozpakowałam się. Pozwiedzałam mieszkanie. Lodówkę zastałam pustą, wiec postanowiłam wybrać się na zakupy. Na całe szczęście market znajduje się niedaleko. Muszę rozważyć kupno samochodu. przecież muszę czymś jeździć do pracy. Zupełnie o tym zapomniałam. Pracę zaczynam dopiero za tydzień, więc mam trochę czasu na wybranie porządnego samochodu.


Weszłam do sklepu, kierując się na dział z pieczywem. Nie byłabym sobą gdybym nie wzięła bułek słodkich. Są one moim przysmakiem od dziecka. Wrzuciłam je do wózka i pognałam dalej alejkami. Miałam problem z wyborem dobrego wina. Tutaj nie było tego mojego ulubionego. Nie wiem jak one smakują. Wzięłam jedno z droższych. Może pieniądze nie pójdą w błoto, a alkohol będzie dobry. Szłam w kierunku mojego wózka, aby włożyć do niego wino. Niestety ja mam takie wielkie szczęście. Wpadłam na chłopaka, który szedł z przeciwka i pisał bodajże sms'a.
- Przepraszam, nie chciałem - powiedział chłopak, unosząc głowę do góry - Claudia? - spytał, robiąc wielkie oczy.
- T-tak - wydukałam. Skąd ten chłopak wiedział jak się nazywam?
- Cześć! - rzucił mi się na szyję, a ja nie wiedziałam co tutaj się dzieje. Czy to jest jakaś ukryta kamera? Odsunęłam lekko chłopaka od siebie, marszcząc przy tym brwi.
- Znamy się? - spytałam.
- Nie pamiętasz mnie? To ja, Kendall - jego mina spochmurniała.
- Niestety nie. Nie znam nikogo o takim imieniu - pokręciłam głową.
- Och.. Ale naprawdę nic sobie nie przypominasz? - spytał ponownie. Nie byłam w stanie mu spojrzeć w oczy. Wpatrywałam się w czubki swoich trampek.
- Nie, a teraz wybacz, muszę iść - powiedziałam i odeszłam.


Claudia niczego nieświadoma, żyła normalnie. Nie zwracała uwagi na chłopaka, którego spotkała w sklepie i który mieszkał po sąsiedzku. Blondyn za to cały czas szukał jakichkolwiek dowodów na to, że się znają. Gdy wpadł na nią w markecie jego serce zaczęło uderzać ze zdwojoną siłą. Czuł się źle ze świadomością, że on pamięta wszystko dokładnie, a ona nie. W pewnym momencie wpadł na pomysł, który nie mógł okazać się klapą.


Nie sypiałam nocami. W głowie miałam cały czas obraz chłopaka poznanego trzy lata temu podczas wakacji. Miałam nadzieję na ponowne spotkanie go. Pamiętam jakie cudowne były jego dołeczki, gdy się uśmiechał. Oczy, które świeciły szczęściem i radością. Włosy krótko ścięte, opadające na czoło. W pewnym momencie poczułam wibracje pod poduszką, a to oznaczało, że ktoś próbuje się do mnie dodzwonić. Na ekranie pojawiła się twarz chłopaka, którego wspominałam. Moje ręce zaczęły się trząść. Schmidt dzwoni. Żałuję, że zapisałam go sobie tylko nazwiskiem. Odebrałam.
- Halo? - powiedziałam niepewnym głosem.
- Claudia?
- Tak.
- Cześć! Tutaj Schmidt, pamiętasz mnie jeszcze?
- No pewnie! - oznajmiłam cała w skowronkach.
- Nie obudziłem cię? - spytał lekko, jakby bał się, że zaraz się rozłączę.
- Nie.
- To wyjdź na balkon, proszę - powiedział niemal, błagając.
- Dlaczego? - byłam zmieszana. Dlaczego każe mi wyjść na balkon o północy?
- Po prostu wyjdź, proszę - zrobiłam to, o co poprosił. Założyłam na siebie szlafrok i otworzyłam drzwi balkonowe na oścież. Weszłam boso na płytki i rozejrzałam się.
- No już. Co teraz?
- Spójrz na drogę - skierowałam swój wzrok na jezdnię, gdzie zauważyłam postać. Mój kochany sąsiad.
- Widzę tylko mojego natrętnego sąsiada, który cały czas mi wmawia, że się znamy.
- Zejdź do niego.
- Schmidt - powiedziałam ostrzegawczym głosem.
- Proszę - błagał. Westchnęłam, ulegając. W ciągu minuty zeszłam na dół i zamknęłam za sobą drzwi frontowe - podejdź do mn...niego - zmarszczyłam brwi. Szłam w kierunku blondyna. Będąc coraz bliżej zauważyłam, że z kimś rozmawia. Stanęłam przed nim, wpatrując się w jego oczy. Te oczy.
- Schmidt? - spytałam z niedowierzaniem. On nie mógł być nim. To przecież niemożliwe.
- To ja - powiedział. Słyszałam jego głos zarówno w słuchawce, jak i przed sobą. Uśmiechnął się szeroko, a ja zauważyłam te dołeczki.
- To naprawdę ty - wyszeptałam, wypuszczając telefon z ręki. Nie obchodziło mnie w tym momencie, że jego szybka się potrzaskała. Liczył się tylko on - Jak mnie poznałeś w sklepie?
- No cóż, pierwsze co rzuciło mi się w oczy, to twoje oczy, w które jeszcze trzy lata temu, byłem wpatrzony, jak w obrazek. Drugie co zauważyłem, to lody o smaku waniliowym w twoim wózku. A trzecie. Nie krzyczałaś na mnie, gdy na ciebie wpadłem - zaśmiał się lekko, a ja rzuciłam mu się na szyję. On tylko przytulił się do mnie jeszcze mocniej - Tęskniłem, wiesz?
- Ja za tobą też - wyszeptałam, opierając głowę o jego bark. Tak bardzo tęskniłam za tym uczuciem. Za jego ciepłem. Nie mogę uwierzyć, że Schmidt, którego poznałam trzy lata temu, tak bardzo zmienił się z zewnątrz. Jednak wiem, że wewnątrz nie zmienił się. Czy to oznacza, że teraz przytulam się do miłości mojego życia? Mam cichą nadzieję, że tak.

10KOMENTARZY=NOWY IMAGIN!


niedziela, 5 lipca 2015

~19 Senny Obraz

Niezgrabnie trzymałam w prawej dłoni mały, zniszczony już ołówek. Spoglądałam przed siebie, skupiając się na kawałku białego papieru z widniejącymi cienkimi kreskami na nim. Uśmiechałam się, wiedząc, że moja praca z dnia na dzień wygląda coraz lepiej. Bawiłam się ołówkiem, starając się odpędzić z głowy zbędne myśli, które obecnie nie pozwalały mi się skupić na tym, co powinnam robić. Uniosłam lekko głowę, by znów zamknąć na kilka sekund oczy. Wyobrażałam sobie wiele pięknych rzeczy, które tylko ja będę znała. Wyobrażałam sobie chłopaka z moich snów, tego samego, którego właśnie rysowałam. Chciałam oddać na papierze jego każdy pojedynczy detal, każdy szczegół.
- Kim jesteś? - cicho szepnęłam, upewniając się, że nikt nie był w stanie tego usłyszeć. Chwyciłam kubek z kawą, biorąc kilka szybkich łyków zarzuciłam prawą nogę na lewe kolano i jeszcze wygodniej rozsiadłam się w krześle.
Rozglądałam się dookoła, ale nie zauważyłam nic, co mogłoby przykuć moją uwagę. Kawiarenka jak zwykle zapełniona była zapracowanymi ludźmi, którzy zaglądali tu tylko czasem, by w biegu kupić kubek kawy, a potem trafić na kolejne biznesowe spotkanie. Życie w Los Angeles było cholernie dziwne i nie łatwe do zrozumienia. Żyjesz w tłumie, ale tego tłumu nie ma. Każdy jest dla siebie, nikt dla innych. To okropne, gdy uzmysławiasz sobie, jak bardzo odizolowani ci ludzie są..
Stuknęłam palcami w stolik, wyrzucając z dłoni trzymany ołówek. Drobny przedmiot potoczył się wzdłuż stołu, zatrzymując się dokładnie na końcu, by uniknąć zderzenia się ze srebrną posadzką. Tak działo się codziennie. Nigdy nie rozumiałam, czemu ten ołówek nie chce ani spaść, ani się ode mnie uwolnić. Każdy lubi wolność, ale nie on. On został stworzony do skończenia dzieła, nad którym pracuję od kilku tygodni. Został stworzony do tego, by przenieść na kartkę moje sny.. sny, które nigdy nie staną się rzeczywistością.
- Przepraszam, mogę się dosiąść? - zamrugałam kilka razy zanim spojrzałam na stojącą przede mną osobę. Oniemiała zamknęłam powieki, przetarłam oczy i ponownie je otworzyłam. Był tu.


***
Tego dnia słońce w Los Angeles wznosiło się nad niebo. Ciemne chmury nie dawały za wygraną i złączyły się z żółtymi promieniami. Leżałam na werandzie, spoglądając na różne kształty formujące się z siwych obłoków. Każdy z nich przypominał mi coś innego, ale wszystkie nawiązywały do snów. Czułam się jak w jakiejś zamkniętej bańce, która ku mojemu nie szczęściu nie chce pęknąć. Miałam wrażenie, że ktoś rzucił w dzieciństwie na mnie jakiś okrutny czar, który dopiero teraz zaczął działać. Cokolwiek to było, nie wróżyło nic dobrego.
Wciąż zastanawiałam się nad wydarzeniem z tamtej feralnej środy. Od dwóch tygodni nie chodzę do mojej ulubionej kawiarni, tylko dlatego, że obawiam się kolejnego spotkania z nim. Chłopakiem, który przez sny zawrócił mi w głowie. Pojedyncze promienie słoneczne przeciskały się przez chmury, gdy mój umysł zapadał w kolejną fazę - sen.
- Jestem tu Arelio, nie bój się. - gwałtownie obróciłam się za siebie, słysząc znajomy i tak długo wyczekiwany głos. Pobiegłam w stronę chłopaka, by rzucić mu się na szyję i przez najbliższych kilka sekund, a może nawet minut, nie odstępować go ani na krok. - Spokojnie.. - głaskał moje włosy, cicho szepcząc kojące słowa. Patrzałam na niego spod załzawionych oczu.
- Czemu ostatnio nie przyszedłeś? Czekałam. - odsunęłam się kawałek, chcąc pokazać, że rozmowa przybiera poważny ton i tym razem nie będzie zabawnym dialogiem.
- Nie mogłem. Działy się rzeczy, które musiałem powstrzymać. - spuścił głowę, siadając na małym, zielonkawym krześle. Czułam, że jest mu naprawdę przykro, ale nie miałam całkowitej pewności.
- Jakie rzeczy?
- Uciekłaś mi. Sądziłem, że nie chcesz mnie znać. - kaszlnęłam, słuchając słów, które z mocnym impetem uderzyły w moje serce. Miałam wrażenie, że to tylko mi się przesłyszało. Wmawiałam sobie takie rozwiązanie, ale rzeczywistość była inna.. powiedział to.
- Nie uciekłam. - wyszeptałam, nerwowo bawiąc się palcami.
Kolejny raz spojrzałam w przenikliwe tęczówki chłopaka. On znał prawdę. Nie musiałam tego mówić, żeby wiedział, jak naprawdę było. Dotknęłam wnętrzem dłoni jego rozpalony prawy policzek. Bałam się. Kolejny raz parzył mi skórę. Kolejny raz coś było nie tak.
- K., co się dzieje? - rozejrzałam się dookoła, dostrzegając, że sceneria wokół nas uległa zmianie.
- Śnimy. - zaśmiał się, a jego policzek stał się chłodniejszy. Nie wiedziałam co się dzieje. Nigdy wcześniej nic takiego nie miało miejsca. To się działo pierwszy raz. - Kiedy śnisz.. - zaczął, jakby czytał mi w myślach. - robisz rzeczy, o których pomyślisz. Wyobraź sobie, że teraz masz obok siebie psa. - zrobił pauzę, a ja w tym momencie zrobiłam to, co powiedział.
Wyobraziłam sobie małego, białego jak śnieg szczeniaka husky. Lewe oko miał strasznie błękitne, drugie szare. Miał czarną obrożę z wygrawerowanym imieniem. Bawił się czymś, co przy nim leżało. Chwilę później usłyszałam ciche szczekanie. Gwałtownie otworzyłam oczy, by spojrzeć w dół na szczeniaka z moich myśli. Zaparło mi dech w piersi.
- K., to nieprawdopodobne! - krzyknęłam z radości, kucając i biorąc szczeniaka na ręce. - Kiedyś naprawdę będę cię miała.
- Arelio, musisz się obudzić..
- Nie chcę! - przerwałam mu nim skończył mówić to, czego nigdy nie chcę słyszeć. W tym samym momencie szczeniak zniknął z moich rąk, a sceneria znów się zmieniła. Teraz byliśmy w środku ciemnego lasu.
Żegnał się już.
Zaraz zniknie.
Obudzi się.
Nie chcę.
- K., zostań ze mną, błagam. - spojrzałam na niego załzawionymi oczami, ale jedyne co otrzymałam to ciche "do zobaczenia". Zniknął z kolejnym mrugnięciem.


***
Zadowolona patrzałam na skończone dzieło. Rysunek dokładnie przedstawiał każdą pojedynczą rysę twarzy K., jego malutkie zmarszczki, gdy się śmiał.. wszystko to, czego nie można zauważyć z daleka, dostrzegane jest tutaj, na białej kartce papieru. Nie umiałam się powstrzymać, by w lewym rogu napisać napis "Kendall Schmidt - chłopak z moich snów". Zamierzałam mieć tą pracę zawsze ze sobą.
- To prawie jak gwałt. - usłyszałam za swoimi plecami ukochany głos, którego nie słyszałam już od kilku dni. Znieruchomiałam, czekając aż stanie naprzeciwko mnie. Obawiałam się, że to znów świat z marzeń, a w rzeczywistości moja praca nie będzie jeszcze skończona.
- Bo to jest gwałt. - zachichotałam, przypominając sobie jedną z naszych wielu wspólnych rozmów.
- Wreszcie nie uciekłaś. - krzesło po drugiej stronie stolika wydało cichy pisk, gdy powoli zostało przesuwane po podłodze. Skrzywiłam się, słysząc ten dźwięk, ale uświadomiłam sobie, że to wszystko działo się naprawdę.
- Nigdy nie uciekłam. - spoglądałam prosto w oczy K. Już się nie bałam. Świadomość tego, że w końcu tu jest, mogę go dotknąć i odczuć realne doznania, budowała moją pewność siebie.
- Wyglądasz na zmęczoną. - odparł, uważnie mi się przyglądając.
Czułam, jak pod naciskiem jego wzroku moje policzki przybierają coraz intensywniejsze odcienie czerwieni. Zakryłam twarz pozwalając włosom opadać na boki. Ten chłopak działał na mnie w dziwny sposób. Widywaliśmy się jedynie w snach, a ja wiem, że nie chcę go stracić. K. jest ważną częścią mojego życia, która nie będzie dalej istnieć bez niego.
- Jak to możliwe, że tak długo o sobie śniliśmy? - zapytałam po pewnym czasie ciszy, gdy moje policzki wróciły do wcześniejszej formy i znów byłam w stanie spojrzeć mu w oczy.
- Wierzysz w magię? - zawahałam się słysząc zadane pytanie.
Czy powinnam wierzyć w magię? On był magiczny. Czy to wszystko co istniało między nami, to magia? Czy właśnie w taki sposób mi to wszystko wyjaśni?
- Ty istniejesz, więc magia też.
- Nic bardziej mylnego. Magia nie istnieje. Istnieje świat, w którym są osoby takie, jak ja, ale większość jest taka, jak ty. Jestem człowiekiem, który przeżył już dwieście cztery lata. Będę żył tak długo, dopóki będę chciał. Mój świat pozwala dokonywać wyboru. - przerwał, gdy prawdopodobnie zauważył wzrastający szok na mojej twarzy.
- Gdzie sprzedają taki mocny towar? - zamrugałam kilka razy, by powrócić swój umysł do rzeczywistości.
- Mogę sprawiać, że ludzie będą mieli sny związane ze mną. Mogę je kontrolować. Moja mama potrafi czytać duszę, a tata podróżuje w czasie. Ty najwidoczniej wciąż nie wróciłaś do prawdziwego życia. - uniosłam ze zdziwienia brwi. Zaczęłam się śmiać, uznając mojego towarzysza za kompletnie nie świadomego tego, co mówił. Wiedziałam, że to wszystko to jakaś dziwna bajka, więc musiałam ją jak najszybciej skończyć.
- K., muszę iść..
- Nie musisz. - spojrzałam na kobietę, która dosiadała się do stolika. Czułam, że powoli zaczynam się trząść, ale starałam się jak najbardziej to zatuszować. - Arelio, mój syn mówi prawdę. Wiem, że nie wierzysz, więc powiedz, co mam odczytać z twojej duszy.
Zaczęłam teraz tworzyć w głowie listę rzeczy, które chciałabym o sobie usłyszeć od innej osoby. Analizowałam każdy wątek, kładąc mocny nacisk na wszystkie za i przeciw.
- Chcesz znać jego prawdziwe imię. Nie potrzebowałaś snów, żeby go narysować. Zaczęłaś dużo wcześniej. Pamiętasz go, a gdy pojawił się w twoim sennym umyśle, zasiał znów wątpliwość. Ile masz lat, Arelio?
- Prawie osiemnaście. - odpowiedziałam, kiwając z zadowolenia głową.
- Kłamstwo. Niedługo skończysz sto dziewięćdziesiąt sześć lat. - spojrzałam na nią, mocno wytrzeszczając oczy. - Co wiesz o swoich rodzicach?
- Zginęli w wypadku. Też brałam w nim udział, ale przeżyłam i nie rozumiem czemu. Ich miłość powinna przetrwać. Potem trafiłam do nowych rodziców.
- Twoi rodzice również nie zginęli. Umieramy kiedy chcemy. Żaden wypadek nam nie straszny. Czy kiedykolwiek trafiłaś na ich grób?
- Nie.. - spuściłam głowę w dół, nie chcąc już dłużej patrzeć na siedzące naprzeciwko osoby. To było gorzej niż dziwne.
- Przypomnij sobie mnie i mojego syna. Tylko z nami będziesz bezpieczna.
- Arelio, twój naszyjnik. Otwórz go. - złapałam dłonią okrągły medalion. Szybko pokręciłam głową, wciąż na nich nie patrząc.
- Otwórz! - oschły ton kobiety podającej się za matkę K. obijał się w mojej głowie.
Powoli odpięłam naszyjnik, by zdjąć go i położyć na zimnym stole. Nie wiedziałam jak mam go otworzyć, skoro nigdzie nie było żadnej wskazówki. Dotychczas uważałam, że to zwyczajny naszyjnik, który kiedyś podarowali mi rodzice, ale teraz nie mam pojęcia czym to było.
- Skup się. Pomyśl o tym, co dla ciebie ważne.
- Ridley, Hunting, Kendall, Kathy, Joe. - kiedy wreszcie zdałam sobie sprawę z tego, co się dzieje, powtórzyłam tą kombinację imion jeszcze dwa razy, a wtedy sekret skrywany w medalionie, został ujrzany przez dwie osoby, które nigdy nie miały go zobaczyć.
K. i ja.
Ja i K.
Małe, pogniecione zdjęcie znajdowało się we wnętrzu złotego przedmiotu. Wyjęłam je i zaczęłam rozkładać, uważnie przyglądając się dziejącej się sytuacji. Dwie osoby stojące tyłem, trzymają się za ręce, jakby nie chciały, by kiedykolwiek ktoś ich rozdzielił. Z przodu idą kolejne dwie trzymające się za ręce osoby. K. łamie wszystkie zasady i trzyma swoją ukochaną na rękach. Mimo tego, że stoi bokiem, jego radość i szczęście to jedyne, co można tam zauważyć.
Ponownie przeczytałam napis na lewej stronie medalionu. Przejechałam po nim opuszkami palców, a wtedy każde wspomnienie powróciło do mojej głowy. W jednej chwili widziałam chwile spędzone z K., by potem zobaczyć radość, jaką miałam na twarzy, gdy byłam z rodzicami.
- K. i ja, ja i K.
Spojrzałam się na Kendalla, dotykając jego leżącej na stole dłoni. Kątem oka ujrzałam, że Kathy zaczęła się uśmiechać. Przejechałam powoli przez kilka jego palców, by dotrzeć do wewnętrznej strony i móc wreszcie ponownie połączyć dwie dłonie w jedną.
- Witaj w domu, dziecino.


~~~
Dziwny i trochę mało logiczny, ale nevermind :D
xoxo,

10KOMENTARZY=NOWY IMAGIN!


środa, 1 lipca 2015

~18 Dangerous

Twój chłopak to Kendall Schmidt. Jest niebezpieczny i groźny, handluje narkotykami i bierze udział w nielegalnych wyścigach, bije i zabija ludzi na zlecenia, jednak ty go kochasz. Pewnego dnia przychodzi do waszego domu, był wściekły.
- Co się stało - westchnęłaś. Już wiedziałaś, że Cię uderzy, od kilku dni ciągle Cię bije.
- Nie powinno Cię to obchodzić. - warknął i zaczął się zbliżać w Twoją stronę. Uderzył Cię, nie raz a kilkanaście. Straciłaś przytomność, cała krwawiłaś, wszędzie rany i siniaki. Nie zawiózł Cię do szpitala, zostawił Cię samą, w waszym domu, nieprzytomną. Odzyskałaś przytomność dopiero rano, postanowiłaś, że nie będziesz z nim dłużej, bo nie wytrzymasz jak i psychicznie, jak i fizycznie. Jednym zdaniem; wykończysz się. Spakowałaś się i zostawiłaś kartkę z napisem: " Hej, wiem, że mogłabym nawet tego nie pisać, ale nie mogę odejść bez słowa. To koniec Kendall. Nie wytrzymałabym dłużej tego jak mnie traktujesz. To boli. Nawet nie zdajesz sobie sprawy jak bardzo. Wyprowadziłam się, mam nadzieję, że już więcej się nie spotkamy. Życzę Ci szczęścia z kimś innym. Twoja [Twoje.Imię]." Wyszłaś z teraz jego domu i pojechałaś do swojej przyjaciółki, [Imię.Twojej.Przyjaciółki]. Wyszłaś ze swojego auta i podeszłaś do drzwi. Zadzwoniłaś dzwonkiem. Otworzyła po drugim razie, gdy tylko Cię zobaczyła, wpuściła Cię do do środka. Zaczęłaś jej wszystko tłumaczyć i pokazywać wszystkie rany jakie miałaś po nim. Kazała Ci się do niej wprowadzić, zgodziłaś się, chociaż miałaś inne plany. Chciałaś wyjechać do Polski, do twojej rodziny.


*Kilka tygodni później*
Cóż Kendall, dzwonił i pisał, nie odpisywałaś ani nie odbierałaś. Byłaś w ciąży, dowiedziałaś się o tym tydzień temu. Na szczęście dziecku nic nie jest. Dowiedziałaś się, że to 3 miesiąc i że to dziewczynka. Z [Imię.Twojej.Przyjaciółki] wybierałyście imię dla małej, było przy tym dużo śmiechu. Oczywiście wasze wygłupy i rozmowy przerwał dzwonek do drzwi. Poszłaś otworzyć, i właśnie w tym momencie żałowałaś, że otworzyłaś.
- Błagam [Twoje.Imię] wróć do mnie. Przepraszam, że byłem takim dupkiem. Strasznie Cię kocham, proszę wybacz mi. - Czy on właśnie Cię przeprosił, czy tylko Ci się wydaje?
- Nie Kendall. Za dużo krzywdy mi wyrządziłeś.
- Przepraszam. Tak cholernie tego żałuję.
- Ale obiecaj, że już nigdy nie będziesz handlował, brał udział w tych wyścigach i już nigdy mnie nie będziesz bił i wyzywał.
- Obiecuję.
- [Twoje.Imię] kto to? Weź, jeszcze nie wybrałyśmy imię dla dziecka!
- Masz dziecko?
- Raczej mamy dziecko, chyba sama go sobie nie zrobiłam.
- Ale nie zdradziłaś mnie?
- Zwariowałeś?! Nie spałam z nikim oprócz Ciebie.
- Który miesiąc, dzień, tydzień?
- 3 miesiąc.
- Cholera, ale nic dziecku nie jest?
- Yhym.
- Dziewczynka czy chłopiec?
- Dziewczynka - Pocałował Cię i mocno do siebie przytulił.


****
Od tego czasu minęło 5 lat. Dziś jest dzień waszego ślubu, a wasza córka Darcy ma 5 lat.


_______


Jest to moja stara praca którą dzisiaj znalazłam.. Smutno byłoby jej nie dodać.. Mam nadzieję, że Wam się spodoba :D To raczej wszystko…..

10KOMENTARZY=NOWY IMAGIN!


© Kordelia| WioskaSzablonów | X | X | X |.