Blokada kopiowania!

poniedziałek, 22 czerwca 2015

~14 Close As Strangers

Gdyby ktokolwiek powiedziałby, że teraz będę siedzieć sam w pokoju hotelowym z telefonem w ręku… nie uwierzyłbym. Może to nie jest takie straszne, jak się wydaje, ale kiedy usłyszysz moją opowieść, zrozumiesz. A może nie? Trudno nazwać to, co czuje. Siedzę jak palant i czekam na głupiego sms-a. Między nami jest strefa czasowa, a ja się łudzę, że mi odpiszę. Gdybym jej nie znał, mógłbym powiedzieć, że śpi. Tylko, że była wczesnym ptaszkiem. Wstawała wcześnie rano i szykowała śniadanie. Nie lubiła się obijać, a jej dzień był zaplanowany, co do godziny.
- Kendall? – Do pokoju wszedł chłopak. Po jego minie mogłem dostrzec, że był nieco zdenerwowany. – Szukam cię piętnaście minut… Musimy iść.
- Tak, jasne – odpowiedziałem obojętnie.
Założyłem na nos czarne Ray Bany i oboje wyszliśmy z pokoju. Nadal gapiłem się w ekran telefonu i za nic w świecie nie chciałem go odłożyć. Obaj z Dustinem szliśmy przez hotelowy korytarz, nie patrząc na siebie. Wiedział, że nie jestem skory do rozmowy.
Nie miałem ochoty na nic. Poczynając od głupiego jedzenia, a kończąc na koncercie, który miał się za chwilę odbyć. Mieliśmy wsiąść do busa i pojechać na stadion, gdzie czekali na nas fani. Kochałem ich uszczęśliwiać, ale teraz nie miałem siły. Usiadłem na miękkim siedzeniu, a mój wzrok skupił się na szybie. Spływały po niej krople deszczu, który robił się coraz bardziej uciążliwy. Pogoda była odpowiednia do mojego humoru.
- Siemaneczko – głos Patrica, wypełnił idealną ciszę. Usiadł tuż obok, szturchając mnie ramieniem. – Nie mogę się doczekać show. Będzie nieziemsko.
Zaczął cieszyć się jak małe dziecko, a ja pragnąłem aby ten dzień się już skończył. Mój telefon w dalszym ciągu milczał, co jeszcze bardziej mnie denerwowało. Chciałem, aby odpisała. Cokolwiek. Kiedy bus ruszył z podjazdu, od razu założyłem słuchawki na uszy. Chciałem się odprężyć i chociaż na chwilę nie słuchać tych palantów. Nie chodziło o to, że mnie denerwują. Po prostu byłem zazdrosny o ich szczęście. Każdy z nich budził się z uśmiechem na ustach, a ja nie mogłem. Byłem przybity, co mnie denerwowało. W słuchawkach rozbrzmiał się głos mojego ulubionego artysty, a spokojne dźwięki piosenki powoli mnie uspokajały.


- To był cudowny dzień. – Jej drobne ciało upadło na miękką pościel, a sama zamknęła oczy. – Mówiłam ci, że jesteś cudowny?
- Kilka razy – zaśmiałem się. – Jutro zabieram cię na mój koncert.
- Kendall – uniosła się na łokciach i podniosła do pozycji siedzącej. Na jej twarzy odbijało się światło od nocnej lampki, a brązowe oczy lśniły. – Bardzo bym chciała, ale wiesz, że muszę wracać.
- Przebukujemy ci bilet, wszystkim się zajmę. – Usiadłem na skraju łóżka, tuż obok niej. Chciałem, aby została. Potrzebowałem jej. – Jeden dzień w tą, czy w tamtą…
- Naprawdę nie mogę – spuściła swój wzrok. – Mam szkołę, a poza tym moi rodzice na pewno się nie zgodzą. To cud, że zgodzili się, abym przyleciała na te trzy dni.
- Nie chce, abyś wyjeżdżała.
Jej malutka dłoń zetknęła się z moją. Lekko ją ścisnęła, a swoją głowę położyła na złączonych kolanach. Obserwowała mnie, a ja ją. Kochałem tą dziewczynę z całego serca, ale ona o tym nie wiedziała. Byliśmy najlepszymi przyjaciółmi, a ja chciałem to zmienić.


Samochód zatrzymał się przed wielkim stadionem, a do moich uszu dobiegł głośny krzyk tłumu ludzi. Byliśmy na miejscu, a ja nie wiedziałem co mam ze sobą zrobić. Nie czułem się na siłach, aby tam wyjść i udawać, że jestem szczęśliwy. Kiedy opuściliśmy samochód, zaczęliśmy iść długim korytarzem. Do koncertu została nam niecała godzina, a ludzie dookoła dwoili się i troili, aby wszystko wyszło jak powinno.
- Gdzie jest Novak? – Dustin spojrzał na mnie, a potem na Patrica. – Miał przyjechać drugim busem, ale dalej go nie ma.
- Pewnie jest w garderobie.
Kiedy tam dotarliśmy zastaliśmy tylko dwoje stylistów, ale nie Novaka. Skoro miał przyjechać, to na pewno się zjawi. Nie rozumiałem po co panikowali. Usiadłem na miękkiej kanapie i jedyne co mi zostało to czekać na rozpoczęcie koncertu.


Byłem tchórzem, który nie potrafi mówić o swoich uczuciach. Bałem się odrzucenia, tego, że powie mi nie. Może ona nie czuła tego, co ja, a wyznając jej to co czuje mógłbym zaprzepaścić naszą wieloletnią przyjaźń. Całą noc nie mogłem spać, bo myślałem o jej wyjeździe.
- Gotowa? – Siedziała na zasłanym łóżku z uśmiechem na ustach. Pokiwała twierdząco głową, a ja usiadłem obok niej.
- Jeszcze raz dziękuje ci, że mnie tu zaprosiłeś – powiedziała spokojnie. – Nie wiem, jak ci się odwdzięczę.
- Przestań, Liz – uśmiechnąłem się. – Wiem, że zobaczyć wieżę Eiffla to było twoje marzenie, więc nie ma o czym mówić. Zresztą to ja powinienem ci dziękować, za to, że tu przyjechałaś i mogłem cię zobaczyć.
Widziałem, że jej policzki robią się różowe. Spuściła wzrok, a ja się zaśmiałem. Lubiłem, kiedy się rumieni. Chciałem coś zrobić, chciałem coś powiedzieć, ale drzwi od pokoju momentalnie się otworzyły.
- Hej, hej, hej – Dustin wpadł do środka. – Muszę się z tobą pożegnać. Nie wyjedziesz bez tego, nie ma takiej opcji.
Liz wstała ze swojego miejsca i podeszła do chłopka. Jej drobne ciało zetknęło się z posturą Dustina, a jego dłoń wylądowała na jej plecach, dodając otuchy.
- Cieszę się, że przyjechałaś – powiedział po chwili. – Ale zdecydowanie mniej się cieszę, że już nas opuszczasz.


Każdy z nas był już gotowy, ale był mały problem. Było nas tylko trzech, a po Novaku ani śladu. Nie mieliśmy pojęcia, gdzie podziewa się gitarzysta, ale mógł odebrać chociaż telefon.
- Trzy minuty, ludzie!
- Nie wierzę, że ten idiota się spóźnia – warknął Dustin. – Przecież jeszcze rano był w hotelu i miał z nami jechać.
- Zaczyna gwiazdożyć – zaśmiał się Patric. – Jeździ sam busem, a teraz spóźnia się na koncert.
- Wczoraj, kiedy ktoś do niego zadzwonił, wyszedł z pokoju – powiedział obudzony Belt. – A co jeśli chce odejść?
- Daj spokój – prychnąłem. – On by sobie bez nas nie poradził i dobrze o tym wiecie.
- Prawda.
Zanim wyszliśmy na scenę obok nas pojawił się zdyszany gitarzysta z wielkim bananem na twarzy. Chłopcy chcieli zadać mu kilka pytań, ale nie zdążyli. Musieliśmy wyjść i dać z siebie wszystko, co w moim wypadku było dosyć trudne.


Całą drogę na lotnisko, milczeliśmy, trzymając się za dłonie. Miałem nadzieję, że w drodze zmieni zdanie i jednak z nami zostanie. Jednak nic takiego nie nastąpiło. Ona musiała wrócić, a ja musiałem to uszanować. Miałem jednak nadzieję, że niedługo się spotkamy i nastąpi to szybciej niż za osiem miesięcy. Kiedy moja kariera się rozkręciła, rzadziej wracałem do domu, a w tym przestałem widywać się z najbliższymi.
Przed głównym wejściem czekało kilka osób. Na początku myślałem, że to przypadkowi ludzie. Jednak kiedy wysiedliśmy zaczęły się piski i krzyki, a Liz się spięła. Wyglądała na przerażoną, a ja tego nie chciałem. Ścisnąłem jej dłoń i próbowałem dodać otuchy. Weszliśmy do środka i od razu skierowaliśmy się do odpowiedniego stanowiska. Zostało nam tylko kilka minut, a my nadal milczeliśmy. Kiedy Liz podała paszport oraz bilet starszej kobiecie musieliśmy się pożegnać. Serce biło mi coraz mocniej, a dłonie zaczynały pocić się z zdenerwowania.
- To jak, to już koniec? – Spytała patrząc mi w oczy.
- Nie chce, abyś wyjeżdżała – szepnąłem. – To głupie.
- Nie mam innego wyjścia – uśmiechnęła się słabo. – Naprawdę muszę wracać.
Chciałem pożegnać się tak, jak należy. Uścisnąłem ją, a ona wtuliła się w moja klatkę piersiową. Widziałem, że nie chce odchodzić. Jednak my nie mogliśmy nic zrobić. Oboje mieliśmy własne życie, które kolidowało z tym drugim. To właśnie był powód dla którego, nie mogłem powiedzieć to, co czuje. Jednak jedna część mnie chciała z nią być. Z dziewczyną, która urzekła mnie od samego początku. Pragnąłem tego, aby była ze mną szczęśliwa. Kiedy odsunęła się ode mnie, zrobiłem coś, czego nie do końca byłem pewien. Moje wargi zetknęły się z jej drobnymi ustami, a ja po raz pierwszy poczułem motyle w brzuchu. Jej dłonie znalazły się na moim karku, a ona pogłębiła pocałunek. Zdziwiłem się, ale kontynuowałem. Chciałem, aby ta chwila trwała jak najdłużej.


Została nam jedna piosenka, a ja odetchnąłem z ulgą. Marzyłem o tym, aby zamknąć się w pokoju i w spokoju odetchnąć. Jednak, kiedy patrzyłem na te wszystkie twarze zadowolonych fanów, wiedziałem, że daję im odrobinę szczęścia. Może sam nie byłem najweselszym człowiekiem na świecie, ale czułem, że robię dobrze.
- To powód dla którego się spóźniłem – Novak szepnął mi na ucho, a ja nie do końca wiedziałem o co mu chodzi. Jednak, kiedy spojrzał przed siebie, wiedziałem i zamarłem. Stała tam, nie wiedząc co się dzieje. Jej długie czarne włosy delikatnie opadały na piersi, a ja mogłem dostrzec, że od ostatniego razu, kiedy ją widziałem urosły. Oczy błyszczały się od mrugających świateł, a ona sama wyglądała na zagubioną. Po jej minie mogłem dostrzec, że jest przerażona. Wpatrywałem się w nią, a ona tego nie dostrzegła. Przynajmniej takie odnosiłem wrażenie.
- Ostatnia piosenka, Kendall – szturchnął mnie Novak. – I będziesz mógł z nią pogadać.
- Jak? – Spytałem zdziwiony. – Jak to zrobiłeś, że ona tu jest?
- To nie moja zasługa, tylko jej. Ja tylko pomagałem – mrugnął do mnie i odsunął się. Patric zaczął uderzać w perkusje, a my wkroczyliśmy z gitarami. Cały czas spoglądałem na Liz i próbowałem zapomnieć o całym stresie, który mnie ogarniał.


Patrzyliśmy na siebie z przerażaniem. Tak jakbyśmy zrobili coś zakazanego, ale to był tylko niesamowity i jeden z najlepszych pocałunków. Nic niezwykłego, prawda? Na jej twarzy pojawił się nieśmiały uśmiech, a potem odeszła mówić zwykłe „Do zobaczenia”. Czy liczyłem na coś więcej? Zapewne tak, ale w tamtej chwili byłem po prostu w szoku i nie potrafiłem powiedzieć ani słowa.
Kiedy wyjechała pisaliśmy codziennie, rozmawialiśmy i wygłupialiśmy się w każdej wolnej chwili przed kamerką. Tak było do czasu, aż nie zrobiłem wielkiej głupoty. A może i nie? Sześć tygodni  po uczuciu, które się umacniało, postanowiłem je wyznać. Byłem pijany i nie myślałem trzeźwo. Ale nie powinienem teraz się tym wykręcać. Napisałem jej krótkiego sms-a, a ona nadal na niego nie odpowiedziała. Jednak sam nie wiem, co bym zrobił, gdyby ktoś napisałby mi „Kocham cię”.


- Co mam teraz zrobić? – Krzyknąłem przerażony w stronę chłopaków, kiedy zeszliśmy ze sceny. – Co ja mam kurwa zrobić?
- Na początku, uspokój się – odparł Dustin.
- Wyznałem jej miłość, a teraz nie wiem, co mam zrobić – moje dłonie przetarły twarz. – Co jak mnie wyśmieje?
- Nie denerwuj się – krzyknął gitarzysta. – I idź do garderoby, ona tam na ciebie czeka.
Wyobraziłem sobie Liz i jej smutną minę, mówiącą „nic z tego nie będzie, Kendall”. Tylko to miałem przed oczami, a sam czułem się fatalnie. Nie chciałem być odrzucony, nie przez nią. Wziąłem głęboki oddech i zanim się obejrzałem stałem przed białymi drzwiami. Moje dłonie trzęsły się, a ja sam nie potrafiłem się uspokoić. Nacisnąłem na klamkę i otworzyłem drzwi. Wtedy ujrzałem ją, siedzącą na kanapie. Jej głowa była spuszczona w dół, a dłonie miała złączone. Denerwowała się.
- Hej – powiedziałem cicho i zdałem sobie sprawę, że brzmiałem tragicznie. Mój głos drżał.
- Cześć, Kendall – powiedziała uśmiechając się lekko. Wstała ze swojego miejsca i zrobiła dwa kroki naprzód. W pokoju zrobiła się cisza, a żadne z nas nie wiedziało co powiedzieć. Patrzyliśmy na siebie i co chwile spoglądaliśmy na końce swoich butów.
- Tęskniłem – przerwałem ciszę.
- Ja też. – Na jej twarzy pojawił się mały uśmiech, a policzki pokryły rumieńce. Spuściła wzrok, a jej dłonie zakryły twarz. Nie chciałem, aby się peszyła, więc podszedłem bliżej i ją przytuliłem. W tamtej chwili poczułem ulgę i znów to samo dziwne uczucie, które towarzyszyło mi podczas pocałunku. Mogłem odetchnąć, że mam ją blisko siebie. Staliśmy nieruchomo i cieszyliśmy się sobą nawzajem.
- Ostatni sms – powiedziała szeptem. – Nie mogłam na niego odpisać, Kendall. Musiałam przyjechać.
Odsunęła się ode mnie, ale jej dłonie nadal spoczywały na mojej klatce piersiowej. Patrzyła prosto w moje oczy, ale to nie było coś czego pragnąłem. To spojrzenie mnie bolało, a powinno uszczęśliwić.
- Możesz to znów powiedzieć?
- Co takiego?
- To, co mi napisałeś.
To była prawda, ale nie potrafiłem tak po prostu jej tego wyznać. Moje serce biło sto razy szybciej, a ja sam się denerwowałem. Jej mała dłoń sięgnęła po mój podbródek i uniosła go ku górze, tak abym mógł na nią spojrzeć.
- Chce to usłyszeć z twoich ust, nawet jeśli to ma być kłamstwo.
- To nie jest kłamstwo, Liz – powiedziałem cicho. – Kocham cię. Całym sercem cię kocham.
I nastąpiło coś, czego się nie spodziewałem. Na jej twarzy zagościł uśmiech, a jej ręce oplotły moją szyję. Przybliżyła się do mnie jeszcze bliżej, a jej usta zetknęły się z moimi. Znów mogłem poczuć smak jej ust, a sam byłem przeszczęśliwy.
- Kocham cię – wyszeptała. – Najbardziej na świecie.
___________________
Zauważyłam, że jest was więcej na tym blogu niż na drugim..... Nie wiem czym to jest spowodowane.. No ale.. Jeżeli będzie tak dalej to opowiadanie Parallel będzie moim ostatnim napisanym opowiadaniem...
To wszystko... Pa, do następnego.. Albo i nie....

10KOMENTARZY-NOWY IMAGIN


środa, 17 czerwca 2015

~13 Life Is Not Fair

- Nie mogę uwierzyć, że za dwa miesiące wyjeżdżam na studia - powiedziała Lena, wpatrując się w niebo. Też w to nie mogłem uwierzyć. Było mi przykro, że będę się z nią widzieć jeszcze tylko dwa miesiące.
- Ale hej! Przez te cztery lata, będziemy utrzymywać kontakt. Są telefony, internet. Teraz nie ma rzeczy niemożliwych - odparłem, spoglądając na przyjaciółkę. Na jej twarzy gościł uśmiech, ale wiem, że w środku płacze.
- A odwiedzisz mnie chociaż raz, gdy tam będę? - spytała, a ja już doskonale znałem odpowiedź. Lena była kimś, dla kogo mógłbym zrobić wszystko.
- Oczywiście. Nie widzę żadnej innej opcji - zaśmiałem się cicho, co wywołało jej chichot. Uroczy chichot.
Do wieczora tak leżeliśmy. Razem, rozmawiając o wszystkich możliwych rzeczach. Właśnie takie zapowiadają się nasze wakacje. Leżenie, siedzenie, rozmawianie, dokuczanie sobie. W jej towarzystwie byłem prawdziwym sobą. Niczego się nie wstydziłem. Będzie mi jej brakowało przez te kilka lat.


2 miesiące później.
To dziś. Lena wyjeżdża. Najgorszy dzień w moim życiu. Żegnam się z moją najlepszą przyjaciółką na cztery lata. Nie mogę jej zatrzymać, bo mam taki kaprys. To nie byłoby w porządku. Przecież będę ją odwiedzać. Pozostaje tylko jedno pytanie. Co ja będę robił w czasie wolnym, którego teraz mam pod dostatkiem? Bez niej to nie będzie to samo. Zawsze spędzaliśmy go razem, a teraz stoimy przed bramką za którą ja już wejść nie mogę, a ona tak i się żegnamy.
- Kendall - odezwała się po niezręcznej ciszy. Jeszcze nigdy nie zdarzyło nam się być cicho w swoim towarzystwie. Spojrzałem na nią smutnym wzrokiem, który zbyt często u mnie nie gościł - muszę już iść, ale nie chcę. Nie chcę się z tobą rozstawać - jej głos łamał się, w oczach miała łzy, a uśmiech był wymuszony. Bez żadnego uprzedzenia zamknąłem ją w silnym uścisku, a po jej policzku spłynęła łza.
- Nie płacz. Nie rozstajemy się na zawsze - próbowałem ją uspokoić.
- Obiecuj mi. Obiecuj, że mnie odwiedzisz jeszcze w tym miesiącu.
- Obiecuję - wypowiedziałem pewny swoich słów. Odsunąłem ją od siebie i złożyłem pocałunek na jej czole, co wywołało jej szczery, ale nadal smutny uśmiech.
- Do zobaczenia - wypowiedziała te dwa słowa i odeszła, ciągnąc za sobą walizkę.
- Do zobaczenia - wyszeptałem, ale ona już tego nie słyszała. Wpatrywałem się w jej postać, dopóki nie znikła za rogiem.


3 tygodnie później.
- Synu! Spakowałeś wszystko? - krzyczy moja mama. Czasami jej nadopiekuńczość jest denerwująca, ale kocham ją.
- Tak mamo! - odkrzyknąłem, zakładając buty. Do holu weszła moja rodzicielka.
- Chcesz żebym cię zawiozła na samolot? - spytała.
- Nie mamo. Zostań w domu. W taką pogodę, aż strach gdzieś wychodzić - odparłem, łapiąc za walizkę - poza tym zamówiłem już taksówkę - podszedłem do matki i ucałowałem jej policzek - Kocham cię! Pa!
- Też cię kocham. Pa - po tych słowach wyszedłem z domu. Na zewnątrz czekała na mnie już taksówka. Nie mogę się doczekać spotkania z Leną. Tak, lecę ją odwiedzić. Obiecałem, a ja słowa dotrzymuję. Do tej pory tylko rozmawialiśmy przez Internet. Tęsknię za nią bardziej niż przypuszczałem.
Na lotnisko dotarłem po godzinie. Kupiłem bilet i kierowałem się w stronę wejścia na pokład. Po dziesięciu minutach dotarłem do środka. Przede mną 21 godzin lotu. Zapowiada się ciekawie. Dobrze, że zabrałem ze sobą PSP*. Nie będę się nudził.
Nareszcie wylądowałem. Na lotnisku w Nowym Jorku czekała już na mnie Lena. Była szczęśliwa, że mnie widzi. W drodze do jej akademika opowiadała mi jak nudno było jej beze mnie. Mówiła także o zajęciach, które przypadły jej do gustu i o osobach, których zdążyła już znienawidzić.
Siedzieliśmy u niej w pokoju i gadaliśmy, śmialiśmy się. Brakowało mi tego.
- Hannah jest normalną osobą, bo reszta to taki nie wypał - zaśmiałem się na te słowa, a brunetka dołączyła do mnie. Nagle usłyszeliśmy pukanie do drzwi. Lena wstała z łóżka, na którym siedzieliśmy i ruszyła je otworzyć. W wejściu stał ciemnoskóry chłopak. Miał coś z Azjaty, ale nie wiem czy to te oczy czy rysy twarzy.
- O cześć David! Wejdź! - powiedziała i gestem zaprosiła chłopaka do środka. David usiadł obok mnie i wyciągnął do mnie swoją dłoń,
- Cześć, jestem David - przedstawił się, a ja go zignorowałem i skierowałem się do Leny.
- O nim nie wspominałaś - oznajmiłem poważnie, na co się skrzywiła.
- Kendall to jest David, mój przyjaciel ze studiów. Chodzimy na ten sam kierunek, uczymy się razem. Jest w porządku, spokojnie, nie musisz się martwić - następne słowa skierowane były do ciemnookiego - David to jest Kendall. Mój najlepszy przyjaciel. Znamy się praktycznie od zawsze.
- Cześć - mruknąłem do chłopaka i uścisnąłem jego rękę, którą cały czas wystawiał w moją stronę. Dziwny jest. Już go nie lubię.


Tydzień później.
U Leny spędziłem zaledwie kilka dni, a teraz leże u siebie w pokoju, myśląc o niej i tym Davidzie. Nie polubiłem gościa. Przez ten cały czas kręcił się wokół nas. To było męczące, ale najwyraźniej Lenie on nie przeszkadzał. Można stwierdzić, że spędziliśmy ze sobą bardzo mało czasu. Nagle po pomieszczeniu rozległ się dźwięk laptopa. Ktoś dzwoni na skype. To Lena. Bez czekania odebrałem. Jednak mogłem tego nie robić. Na obrazie pojawiła się Lena, siedząca na kolanach ciemnookiego. Byłem zły. Gdybym mógł, rozszarpałbym go.
- Cześć - powiedziała, chichocząc. David szeptał jej coś do ucha, co bardzo mnie denerwowało.
- Hej - mruknąłem niezadowolony - Jak tam? - spytałem, aby być miłym i nie dać po sobie poznać, że nie tolerują tego gościa, z którym jest w pokoju. Czy ja jestem zazdrosny? Możliwe. Odkąd Lena wyjechała w środku czuję coś dziwnego. Codziennie budzę się z nadzieją, że zrobi mi niespodziankę i odwiedzi mnie. Niestety do tej pory tak się nie stało. Chciałem czuć jej bliskość, poczuć zapach jej perfum. Chciałem, aby była obok mnie. Chciałem usłyszeć jej głos, który zawsze mi powtarzał, że wszystko będzie dobrze. Czy to można nazwać miłością? Czy ja ją kocham? Czy kocham ją tak, jak powinno się kochać osobę, z którą chcesz spędzić resztę swojego życia? Serce podpowiadało mi tak, a rozum nie funkcjonował.
- Mam dla ciebie wspaniałą wiadomość! - oznajmiła cała w skowronkach.
- Słucham?
- Ja i David jesteśmy razem! Czy to nie wspaniałe? - zamarłem. Właśnie uświadomiłem sobie, że ją kocham, a ona wyjeżdża mi z informacją, że ma chłopaka? Złość wypełniała mnie od wewnątrz, jak i od zewnątrz. Dłonie zacisnąłem w pięści, a usta ułożyła się w prostą linię.
- To ma być ta wspaniała wiadomość?! - wykrzyknąłem - To nie jest wspaniała wiadomość!
- Dlaczego? Myślałam, że się ucieszysz z mojego szczęścia - odparła z nutą zawiedzenia w głosie, ale mnie to nie ruszało.
- Dlaczego? Odpowiedź jest bardzo prosta. Bo cię kocham. Kocham, jak kogoś z kim chce być, a nie jak przyjaciółkę czy siostrę! - powiedziałem to, a raczej wykrzyczałem. Tylko czemu? Przecież nie chciałem, aby się o tym kiedykolwiek dowiedziała. Lena zamarła w miejscu, tak jak jej chłopak. Trzasnąłem klapką od laptopa, zamykając go. Zerwałem się z miejsca. Rzeczy z półek znalazły swoje miejsce na ziemi, pierzyna poszła w ich ślady. Kopałem wszystko co popadnie, aż w końcu osunąłem się po ścianie, oddychając ciężko i szybko.


Miesiąc później.
- Kendall! Masz gościa! - oznajmiła moja mama z dołu. Niechętnie wstałem z łóżka i skierowałem się do salonu. To, a raczej kogo tam zobaczyłem, zbiło mnie stropu. Lena, stojąca przede mną nie była już tą samą dziewczyną. Jej włosy były koloru blond z malinowymi końcówkami, które sięgały jej do łopatek. Czarne, z dziurami na kolanach rurki, przylegały do jej nóg. Przez białą bluzkę, którą miała na sobie, prześwitywał jej czarny biustonosz. Czerwona, rozpięta koszula dodawała jej buntowniczego wyglądu. Na nadgarstku dostrzegłem tatuaż w kształcie kokardki. To wszystko zapewne było sprawką Davida. Widziałem jego tatuaże i jestem pewien, że ją do tego namówił. Wpatrywałem się w nią bez słowa, a ona niespodziewanie rzuciła mi się na szyję i wypowiedziała słowa, na które zmiękłem.
- Kocham Cię. Nie jak brata czy przyjaciela. Kocham cię, jak kogoś z kim chcę być - odwzajemniłem jej uścisk. Chciałem ją tak trzymać przez całe życie.


5 tygodni później.
Za tydzień święta Bożego Narodzenia. Dzisiaj przylatuje Lena. Nie mogę się doczekać spędzenia świąt razem. Do jej przyjazdu zostały jeszcze cztery godziny. Postanowiłem usiąść na kanapie i pooglądać telewizję. Oczywiście ukazały mi się wiadomości. Już miałem przełączać na kolejny kanał, ale zainteresowała mnie pewna informacja.
"Wypadek samolotowy. Samolot Airbus A380 rozbił się w stanie Kolorado niedaleko miejscowości Aspen. Przyczyny wypadku nadal nieznane. Na pokładzie było 347 osób. Dwie osoby są w stanie krytycznym, a reszta zginęła na miejscu."
Zacząłem szukać w pamięci jakim samolotem miała lecieć Lena. Nie mogłem sobie przypomnieć. Nagle oświeciło mnie, że pisaliśmy o tym. Sięgnąłem po komórkę i sprawdziłem naszą ostatnią konwersację. Pisało wyraźnie i dokładnie, ale ja nie mogłem w to uwierzyć. Nie chciałem.
"Lecę Airbusem A380, wiesz tym ekskluzywnym haha"
Moje życie legło w gruzach. Miałem jeszcze cień nadziei. Może Lena zalicza się do tych dwóch osób w stanie krytycznym. Znalazłem w kontaktach mamę dziewczyny i wcisnąłem zieloną słuchawkę. Po kilku sygnałach odebrała.
- Tak, słucham? - jej głos łamał się. Płakała. Już byłem pewny, że Lena nie żyje, ale wolałem się upewnić.
- Czy.. Czy Lena...? Ona...? - Nie mogłem powiedzieć tego słowa. Nasz szczęście Pani Kouley wiedziała o co chcę zapytać.
- Tak, Kendall. Ona zginęła w tym wypadku - ręka, w której trzymałem komórkę osunęła się wzdłuż ciała, a telefon upadł z hukiem na podłogę. Miałem wyrzuty sumienia. Dlaczego nie było mnie z nią na pokładzie? Dlaczego akurat to ją spotkało? Przecież wszystko było dobrze. Byliśmy razem szczęśliwi. Ja byłem, ona była. Nie widziałem świata poza nią. Teraz zdałem sobie sprawę, że życie jest niesprawiedliwe.
_________________________________________________________________________________
*PlayStation Portable - przenośna konsola gier.

10KOMENTARZY=NOWY IMAGIN!



sobota, 13 czerwca 2015

~12 Na Zawsze

*

- Zawsze będę Cię kochał – szepnął jej do ucha, ściskając jej dłoń.
- Zawsze będę tylko Twoja – powiedziała łamiącym głosem wtulając się w jego klatkę piersiową.

Mówiłeś, że będziesz zawsze.
Na te dobre i na te złe chwile.
Na te złe zwłaszcza.
Więc gdzie teraz jesteś?
- Miłość przychodzi znienacka, jest jak ocean. Powoli idziesz na przód, coraz bardziej lubiąc drugą osobę, aż nagle dno się urywa, a ty jesteś zakochany w niej na zabój.
- Jak to jest z Tobą?
- Już dawno straciłem dno pod nogami.
Cztery białe ściany przyprawiają mnie do szaleństwa, lecz jeszcze bardziej przyprawia mnie brak ciebie obok mnie.
Moja poduszka zrobiła się ciężka od moich łez, które wsiąknęła. Potrzebuję kogoś, aby je wytarł z moich policzków.
Więc gdzie jesteś?

- Przed spotkaniem Ciebie byłem zakochany setki razy – wyznał Kendall pewnego razu. – I wiesz co? Gdy cię ujrzałem, zrozumiałem, że nie byłem zakochany ani razu. To przydarzyło mi się dopiero wtedy.
Uczucie, które niszczy mnie od środka to miłość. Jak to w ogóle możliwe, że miłość może niszczyć?
Nienawidzę Cię, że mnie zostawiłeś. Nienawidzę Cię, że pogrzebałeś wszystkie nasze chwile. Nienawidzę Cię za to, że nie dotrzymałeś obietnicy. A mimo to nadal Cię kocham.
Miłość niszczy.

- Stresuję się.
- Dlaczego? Oni Cię nie zjedzą.
Kendall uśmiechnął się.

- Właśnie poznam ludzi, którzy dali życie mojemu całemu światu. Jak mam się nie stresować?
Nadal uśmiecham się na same wspomnienie o pierwszej wizycie z Tobą w domu moich rodziców. Pamiętam jak ręce Ci się trzęsły. Bardzo zależało Ci na ich opinii, na pierwszym wrażeniu. Wiesz co wtedy mi powiedzieli? Jesteś idealny na rolę męża, spisałeś się na szóstkę. Sądziłam, że moi rodzice nigdy się nie mylą.
A jednak byłam w błędzie.
- Będę tęsknić.
- Ja też, ale pamiętaj, dzięki temu nasza miłość będzie jeszcze silniejsza – powiedział. – Jeśli to jeszcze jest możliwe.

Zawsze potrafiłeś poprawić mi humor. Wyciągnąć mnie z największego koszmaru. Potrafiłeś mnie rozweselić, a mówiąc szczerze, nie jest to łatwe zadanie. Tylko ty to potrafiłeś.
Więc, gdzie jesteś Kendall?

- Umieram – szepnęłam do słuchawki. – Umieram, Kendall.

Usłyszałam wtedy wiązankę przekleństw. Nigdy nie słyszałam żadnych z tych słów w twoich ustach. Powiedziałeś mi, że nie możesz przyjechać.

Od: Kendall
Oglądam zachód słońca. Pamiętam jak na naszej pierwszej randce zabrałem cię na klif i oglądaliśmy zachodzące słońce. Pamiętasz to? Jeszcze kiedyś zabiorę Cię na ten klif, obiecuję.


Skoro umrę, twoja obietnica zostanie niespełniona. A ty zawsze dotrzymywałeś obietnic. Co się z Tobą dzieje Kendall?

Cześć, tu Kendall. Jestem teraz zajęty ale zostaw wiadomość dla mnie po usłyszeniu sygnału.

Nigdy nie słyszałam twojej sekretarki, bo zawsze odbierałeś po pierwszym sygnale.

‘’Nasza miłość będzie wieczna, przetrwa każdy sztorm’’


Opuszkiem palca przejechałam po napisie na pamiętniku. Odłożyłam go na stolik i zgasiłam lampkę. Zapadłam w sen.
Wieczny sen.
- Skarbie! – Kendall z hukiem wpadł do sali, gdzie leżała jego ukochana. Gdy zauważył pionowe kreski na jednym z maszyn podłączonej do niej, jego serce stanęło.
Nie zdążył.
Gdy tylko dowiedział się, że umiera chciał wracać. Niestety, gdy trwa wojna nie ma mowy na urlop. Nie mógł do niej dzwonić, nie mógł pisać listów. Każdej nocy modlił się o zdrowie ukochanej, myślał o niej o każdej porze dnia. Miał sny o niej.
Gdy tylko miał szansę choć za chwilę wybrać się do Nowego Jorku, skorzystał z niej. Jechał przez pół świata, niecierpliwiąc się.
Nie zdążył.
Nie zdążył powiedzieć ostatni raz, że ją kocha.
Nie zdążył powiedzieć jej, że jeszcze kiedyś się spotkają.
Nie zdążył powiedzieć, że dołączy do niej szybciej niż myśli.
Skacząc z klifu, z którego jeszcze niecałe dwa lata temu oglądali zachód słońca.
Dołączył do niej.


I teraz ma wieczność, aby powiedzieć jej to wszystko.

________________________
10 KOMENTARZY=NOWY IMAGIN!
© Kordelia| WioskaSzablonów | X | X | X |.