Blokada kopiowania!

sobota, 5 grudnia 2015

~61 Four Months

Imagin dedykowany dla - madzialenka. Mam nadzieję, że się podoba ;3

*

Mając dwanaście lat chciałam mieć piękny dom, szczęśliwą rodzinę i psa. W dzieciństwie każdy z naszej wspaniałej czwórki przyjaciół, marzył o czymś innym. Rajdy samochodowe, zostanie gwiazdą, a nawet podróże na koniec świata. Marzenia jak każde inne. Tylko te moje zaczynały się spełniać. Piękny dom był poszukiwany, a rodzina niedługo miała się stworzyć. Za cztery miesiące miałam wyjść za mąż.
Codziennie rano budziłam się obok ukochanego i wciąż nie wierzyłam w swoje szczęście. On był całym moim światem. Nie wyobrażałam sobie życia bez niego, był niesamowity. Teraz siedziałam w salonie sukien ślubnych i przeglądałam propozycję wygodnych butów, pasujących do sukienki. Suknia była już prawie gotowa, a ja nie mogłam się doczekać aby ją zobaczyć. Niestety to nie miało się odbyć dzisiaj.
– Poprosimy kolejny katalog.  – Przyjaciółka uśmiechnęła się do sprzedawczyni. – Wszystkie są piękne, nie rozumiem czego ty szukasz.
– Idealnych, wygodnych i białych butów.
– Jesteś po prostu wybredna, nie oszukujmy się.
– Tak jestem wybredna, ale moje wesele musi być idealne.
– Miejmy nadzieje, że takie będzie.  – Uśmiechnęła się.
Oczywiście, że będzie. To miało być najlepsze wesele w świecie wesel. Ponad trzysta gości, wielka sala i pyszne jedzenie. Czekałam na to ponad rok, aż w końcu miało się spełnić. Po prostu nie mogłam się doczekać.
Po dwóch godzinach przeglądania mnóstwa dodatków, postanowiłyśmy skończyć. Musiałam się dobrze zastanowić, co wybrać. To nie mogła być pochopna decyzja.
Pożegnałam się z przyjaciółką i ruszyłam przed siebie. Musiałam podać ostateczną listę gości i zatwierdzić menu. W końcu zostało niewiele czasu – cztery miesiące.
Na dworze nie było zbyt ciepło. Ciemne chmury rozchodziły się nad całym Londynem, co mnie trochę niepokoiło. Nie miałam ochoty zmoknąć.
– Nie rozumiesz, że nie mam pieniędzy? – Zerknęłam w prawą stronę. Jakichś dwóch chłopaków stało w uliczce i się kłócili. Nie wychodziło im to zbyt cicho i nie wyglądało dobrze.
– Albo mi je oddasz, albo… – Zatrzymałam się na chwilę. Co jeśli chciał go zabić? Tyle się słyszy o morderstwach…
– Albo co? – Zaśmiał się ten drugi. – Nie mam ich, ale ci je oddam. Jak mnie zabijesz stracisz kupę forsy.
– Kto tu mówił o zabijaniu? – Wyciągnął nóż. – Mogę pociąć ci tą śliczną buźkę.
– Ej! – Nie mogłam na to pozwolić, musiałam się wtrącić. – Zostaw go, bo zaraz wezwę policję.
– A ty kto? Ojciec stróż? – Zaśmiał się chłopak w czarnych włosach.
– Gdyby ktoś taki istniał – prychnęłam. – Po prostu zostaw chłopaka.
– Masz trzy dni, inaczej… wiesz co się stanie. – Bandyta zaczął odchodzić.
– Jasne Jack. – Zawołał za nim, a prześladowany chłopak zaśmiał się pod nosem. Spojrzał na mnie i spoważniał.
– Nie ma za co – zakpiłam.
– Sam bym sobie poradził, ale dzięki. – Uśmiechnął się i jednocześnie ściągnął z głowy kaptur. Jego blond włosy ujrzały światło dzienne, a jego twarz się rozjaśniła.
– Właśnie widziałam. Jeszcze trochę, a pociąłby ciebie na małe kawałki.
– Nie w takich sytuacjach bywałem i uwierz, że nie zrobiłby tego.
– Dobra, daj już spokój. Ważne, że nic ci nie jest.
– Nawet mnie nie znasz, a już się o mnie martwisz. Podoba mi się to. – Uśmiechnął się chytrze, a ja dopiero dostrzegłam jego kolczyk w wardze. Nigdy nie sądziłabym, że mi się to spodoba. Zazwyczaj chłopcy z kolczykami mnie obrzydzali. Teraz nigdzie nie uciekałam, dalej stałam naprzeciwko blondyna. Nie wiedziałam nawet dlaczego. Powinnam załatwiać swoje sprawy, a nie przyglądać się jakiemuś nieznajomemu.
– Jeszcze raz nie ma za co. – Zaczęłam wychodzić na chodnik. – Teraz niestety, ale muszę już iść.
– Zaczekaj. – Dołączył do mnie. – Nawet nie pozwoliłaś mi się jakoś odwdzięczyć. A chyba powinienem coś dla ciebie zrobić.
– Nie ma takiej potrzeby. – Uśmiechnęłam się lekko
– Zdradź chociaż swoje imię. – Jego ręka dotknęła mojego ramienia.
– Holly, a teraz naprawdę muszę iść.
– Do zobaczenia Molly. – Pomachał mi, uśmiechając się.
– Holly. – Burknęłam pod nosem.
Chłopak był dziwny, tajemniczy. Nawet nie podał swojego imienia, tylko tak po prostu sobie poszedł. Wysoki, przystojny i intrygujący. Może i dobrze, że odszedł. W końcu musiałam być punktualnie na miejscu. Josh(mój narzeczony) nienawidził spóźnień, w końcu w jego zawodzie to było niedopuszczalne. Był punktualny, a czasami aż za bardzo. Przystojny pan prawnik planował każdą minutę. Z początku strasznie mnie irytował, ale teraz zaczęłam się do tego przyzwyczajać.
– Hej kochanie. – Przywitałam się z nim.
– No nareszcie, ile można na ciebie czekać? – Spojrzał na mnie podirytowany.
– Spóźniłam się niecałe trzy minuty.
– Dobrze, już dobrze. Chodźmy w końcu.

***

Musiałam napisać recenzje ostatniego filmu, który grany jest w kinach. Problem był taki, że nie miałam z kim iść. Siedziałam przed komputerem zastanawiając się, co mam zrobić. Nie mogłam napisać nie oglądając jego. W końcu musiałam się zebrać i iść na film. Czasami to była wymarzona praca, jednak po jakimś czasie mi się nudziła. Recenzje nie pisało się łatwo, ani nie było to także zbyt opłacalne.
Zamówiłam swoją ulubioną kawę i małe ciasteczko. Nie jadłam słodyczy przez ponad miesiąc z powodu diety. Jak mówił mój narzeczony – musiałam się wcisnąć w moją sukienkę. Nie byłam nie wiadomo jakim grubasem. Przy wzroście metr sześćdziesiąt dwa, ważyłam tylko pięćdziesiąt dwa kilogramy. Według mnie to waga idealna, ale każdy ma swoje upodobania.
– Wiedziałem, że się spotkamy. – Tajemniczy chłopak z wczoraj zajął miejsce naprzeciwko mnie. Ubrany cały na czarno i uśmiechnięty od ucha do ucha. – Gdybyś nie miała kawy, bym ci ją kupił. W końcu miałbym szansę, aby się zrewanżować za wczoraj.
– Hej. – Uśmiechnęłam się niepewnie.
– No to jak Molly, może chcesz jeszcze jedną?
– Nazywam się Holly. – Wywróciłam oczami. – I nie, nie chce. Mam inne plany, niż picie z tobą drugiej kawy.
– Holly, Molly, Polly… co za różnica. – Wzruszył ramionami. – A gdzie idziesz?
– Do kina, Zack. – Nie znałam jego imienia, ale skoro on mógł przekręcać moje, to dlaczego nie mogłam nazwać jego po swojemu?
– Jestem Kendall. – Spojrzał na mnie z dziwną miną. – Z kim idziesz?
– Coś ty taki ciekawski? – Parsknęłam.
– Bo się o ciebie martwię. – Uśmiechnął się. – A tak serio, to nie spocznę dopóki nie spłacę długów.
– Masz chyba inne długi, niż mi się odwdzięczyć. – Zabrałam torbę z laptopem i zaczęłam iść w stronę kina. Na całe szczęście było w tym samym budynku.
– Tamte są już wyprostowane.
– W takim razie się cieszę. – Uśmiechnęłam się. – Teraz wybacz, ale idę obejrzeć idiotyczny film, a potem będę pracować.
– Filmy o seksie nie są idiotyczne. – Założył ręce na piersi.
– Skąd wiesz, że idę na taki film? – Zatrzymałam się naprzeciwko niego.
– Może dlatego, że zaraz go grają? – Spojrzał na mnie jak na idiotę.
– Jak na przykład zabierzesz mnie na niego to spłacisz swój dług? – Nie wierzyłam, że to mówię. Jednak w końcu szłam tam sama, a towarzystwo mogło mi się przydać.
– To idziemy.  – Wyszczerzył swoje białe ząbki.
Kendall kupił dla nas bilety, a ja zaopatrzyłam nas w coś do jedzenia. Popcorn oraz coca–cola, to była podstawa. Zajęliśmy miejsca na samej górze. Josh zawsze wybierał piąty rząd od ekranu. Uważał, że jest to idealne miejsce – nie dla mnie. Cały czas musiałam trzymać podniesioną głowę, czego nienawidziłam. Dlatego bardzo rzadko chodziliśmy razem do kina. No i może też dlatego, że nie lubił tych „nowoczesnych” filmów.
– Nienawidzę tych reklam.
– Zazwyczaj przychodzę kilka minut później. – Odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
– Buntowniczka. – Jego głos był pełen kpiny.
Prawie dwie godziny siedzenia na twardym fotelu. Musiałam przyznać, że zasnęłam w trakcie. Nie był to jakiś wspaniały film, niestety mnie nie zachwycił. Zaś Kendall był nim zafascynowany, zwłaszcza na początku. Kiedy piękna aktorka była naga.
– Nie zachwycaj się już tak. – Zaśmiałam się. – Wcale nie był taki wspaniały.
– Był! Tylko przegapiłaś najlepsze. Jak można zasnąć, kiedy się pieprzyli?
– Oh… zamknij się. – Uderzyłam go lekko w ramię.
– To boli! – Zrobił smutną minę.
– Nie, nie boli. – Zaśmiałam się. – Muszę już iść.
– Dziękuje, że pozwoliłaś spłacić mój dług. – Wyciągnął swój telefon. – Może zostawisz mi jakiś kontakt do siebie?
– Hmm… tak. Jasne. – Wystukałam swój numer telefonu. Chociaż nie za bardzo wiedziałam, czy dobrze robię. Miałam już swojego jedynego… ale nowa znajomość nikomu jeszcze nie zaszkodziła. Prawda?

***

Codziennie dostawałam sms–y od Kendalla. Na dźwięk telefonu, na mojej twarzy od razu pojawiał się uśmiech. Ostatni raz widziałam go cztery dni temu – w kinie. Jednak nie mogłam przestać o nim myśleć. Między wyborem kolorów serwetek, a ustalaniem weselnej muzyki w mojej głowie – siedział on. Roześmiany i skupiony. To było dosyć dziwne.
– Cały czas siedzisz w tym telefonie. – Nawet nie zauważyłam, kiedy mój narzeczony wszedł do pokoju.
– Już nie siedzę. – Odłożyłam telefon na bok. – Wyjdziemy gdzieś dzisiaj?
– Nie mogę, już ci mówiłem.
– Mam wolne i też ci o tym mówiłam – powiedziałam lekko oburzona.
– Kochanie, nie denerwuj się. – Usiadł obok mnie. – Wyskoczymy gdzieś jutro, albo pojutrze.
– A może ja mam ochotę właśnie dzisiaj? – Od dłuższego czasu nie miał dla mnie, ani minuty czasu. Potrzebowałam jego uwagi, ciepła, cokolwiek. Tylko on był zbyt zapracowany. – Nie ważne, zapomnij. Pójdę do siebie i znowu posiedzę sama.
Nie miałam ochoty czekać, aż cokolwiek odpowie. Po prostu poszłam na górę. Musiałam znaleźć sobie jakiś nudny film i go po prostu obejrzeć. Josh miał mnie gdzieś, a ja musiałam jakoś to znieść. Mój telefon zaczął pikać, a ja od razu do niego sięgnęłam.
„Skończyłem pracę na dzisiaj.”
„Gdzie pracujesz?”
„Mogę ci pokazać, jeśli chcesz.”
„Wiesz, że znam ciebie jakiś tydzień. Co jeśli zechcesz mnie zgwałcić?”
„Musisz mi zaufać, Molly.”
Specjalnie! Robił to specjalnie… Nawet nie zaprzeczałam na jego przekręcanie mojego imienia. Bawiło go to, albo po prostu miał jakiś zanik pamięci. Jednak prędzej to drugie.
Miałam iść z nim, do tej jego pracy? Nie miałam ochoty siedzieć w domu, sama. A jego propozycja wyjścia była dosyć ciekawa. Chociaż pełna tajemniczości.
Zaczęłam się zbierać, co zajęło mi niecałe dwadzieścia minut. Kendall kazał mi się wstawić przy jakiejś nieznajomej mi kawiarni. Czekałam z zegarkiem na ręku, a on spóźnił się czternaście minut. Nie cztery, ale dziesięć więcej. Gdyby Josh miał się z nim spotkać… po prostu by nie czekał.
– Masz spóźnienie. – Założyłam ręce na piersi.
– Ble, ble, ble. – Wystawił język w moją stronę. – Idziemy!
– Dokąd?
– Niespodzianka. – Uśmiechnął się.
Strasznie bolały mnie nogi. Gdzie on mnie prowadził… na księżyc? Rozmawialiśmy cały czas, śmiejąc się i wygłupiając. Ten chłopak był naprawdę kimś niesamowitym. Potrafił mnie rozbawić, a ja nie czułam przy nim żadnego skrępowania.
– Mam nadzieje, że lubisz psy. – Uśmiechnął się.
– Uwielbiam! – Wytrzeszczyłam swoje białe ząbki.
– No to zapraszam. – Złapał mnie nagle za rękę. Weszliśmy w uliczkę, a naprzeciwko nas widniał wielki napis: „Schronisko”. Kendall tu pracował? Weszliśmy do środka, gdzie od razu poczułam ten charakterystyczny zapach. Blondyn zaprowadził mnie do miejsca, w którym było pełno klatek. Było strasznie głośno od szczekania. Każde ze zwierząt merdało ogonem tak jakby cieszył ich widok dwojga ludzi. Kendall nie powinienem dawać im nadziei. Pewnie myślały, że chce zabrać jednego z tego paskudnego miejsca.
– Masz ochotę na mały spacer? – Złapał za dwie smycze.
– Na ulicy? – Zmrużyłam oczy.
– Zaraz za schroniskiem jest duży las, gdzie wyprowadzamy psy. – Podszedł do jednej z klatek, w środku znajdował się mały czarny piesek. – To jest Ricky. Ricky, to jest Molly. – Zwierzę zamerdało ogonem.
– Miło mi cię poznać. – Pogłaskałam go po grzbiecie. – Ale tak między nami, to nazywam się Holly.
– Dosyć tych pogawędek. – Kendall podał mi smycz, a po chwili pojawił się obok z drugim nieco większym psem. – Teraz moja droga, idziemy z nimi na spacer.
Zanim weszliśmy do lasu, minęło kilka minut. Dowiedziałam się od niego, kilka ważnych rzeczy. Pracował tutaj jako wolontariusz, co mnie zaszokowało. Nie wyglądał na takiego… pomocnego. Raczej na buntownika, który ma dużo problemów. Na co dzień pracował jak on to określił „w bardzo dobrej restauracji”. Szczerze? Miałam nadzieje, że i tam mnie zabierze. Jednak nawet nie wiedziałam, dlaczego tego chce w końcu miałam NARZECZONEGO.

***

– Holly! – Podniosłam się do pozycji siedzącej.
– Przestraszyłeś mnie.
– Kochanie, powinnaś wstać. Mamy piętnaście minut i musimy wychodzić.
– Wychodzić? – Spytałam zaspana.
– Nie mów, że zapomniałaś. – Narzeczony spojrzał na mnie z niedowierzaniem.
– Oczywiście, że nie. – Zaczęłam iść w stronę łazienki. – Ale może powiesz mi, dokąd się wybieramy?
– Mamy spotkanie z dekoratorką sali weselnej, trzeba dobrać szczegóły.
– Ah, tak. – Uśmiechnęłam się lekko. – Zaraz będę gotowa, poczekasz na mnie na dole?
Skinął głową, a ja zamknęłam się w łazience. Nie miałam ochoty tam iść i sama nie wiedziałam dlaczego. Zaczęłam się szykować, podpięłam włosy oraz zrobiłam lekki makijaż. Kątem oka spojrzałam na mój telefon – Kendall się nie odzywał. A to mnie dziwiło.
Na miejscu byliśmy w przeciągu godziny. Josh nie był zadowolony, bo jego plan uległ małej zmianie. Wkurzał mnie tym ciągłym planowaniem, co do sekundy. Nie powinien tak żyć, ale nic nie mogłam zrobić.
– Tutaj będzie sala do tańca, w delikatnych kolorach… – Kobieta opowiadała nam o wystroju wnętrz, który słyszałam już z dwadzieścia razy. Spojrzałam na ekran telefonu, ale nie dostrzegłam żadnej wiadomości. CHOLERA.
– Wybrali państwo kolor serwetek?
– Holly? – Podniosłam wzrok na narzeczonego.
– Hmm… myślałam, że to ty je wybierzesz.
– Nic się nie stało, możemy jeszcze z tym poczekać. – Powiedziała ze spokojem. Jednak czułam, że w środku jest przerażona. Za pewne według niej powinno być wszystko gotowe.
Zawaliłam, znowu. Tylko, czy to na prawdę było aż takie ważne? Dla mnie nie do końca. Mieliśmy się pobrać, kochać i nigdy siebie nie opuścić. To było najważniejsze, a nie jakieś serwetki.

***

Skończyłam swoja pracę i strasznie się cieszyłam. W końcu miałam wolny dzień, ale co z tego. I tak nikt nie chciał się ze mną spotkać, nawet na głupią kawę. Wszyscy mieli swoje zasrane zajęcia, a ja byłam zdana na siebie. Ponadto mój kochany narzeczony, miał wrócić dopiero jutro wieczorem. Wyjechał w sprawach służbowych, ale nic nie mówiłam. Kochał tą pracę. Czasami jednak zastanawiałam się, czy aby nie bardziej niż mnie.
„Masz może ochotę na obiad? – Ja stawiam.”
Moje serce zabiło szybciej. Kendall wiedział, kiedy napisać. Oczywiście przyjęłam zaproszenie z czego niezmiernie się cieszyłam.
Blondyn pisał do mnie od kilku tygodni, a od czasu do czasu spotkaliśmy się na małej kawie, czy głupim obiedzie. Nasze relacje były czysto przyjacielskie. Nie wiedziałam jednak o nim zbyt wiele, a on o mnie. Ukryłam kilka szczegółów – tak jak to, że niedługo wychodzę za mąż. Ale czy to było ważne? Nie. On nawet się o to nie pytał, nie chciał wiedzieć czy jestem z kimś związana. Może on też kogoś miał, a po prostu mnie lubił? Lubił, jak przyjaciółkę.
Nasza znajomość się rozwijała, to prawda. Znaliśmy się już prawie dwa miesiące, a ja za każdym razem kiedy go widziałam uśmiechałam się jak głupia. Jego obecność wpływała na mnie pozytywnie, bardzo pozytywnie.
Czekałam pod umówionym miejscem prawie dwadzieścia minut, a on standardowo się spóźniał. Jednak wolałam to niż ciągły grafik w stylu mojego Josha. Blondyn przywitał mnie buziakiem w policzek, a ja jak zwykle się zarumieniłam. Jednak nie zwracał na to uwagi. Po prostu weszliśmy do środka i zajęliśmy ten sam stolik co zawsze. Ile razy tu byliśmy? Nie myląc się powiem, że pięć.
– Ładnie dzisiaj wyglądasz… zresztą jak zwykle. – Skomplementował mnie.
– Ty też nie najgorzej. – Uśmiechnęłam się. – Tak naprawdę uratowałeś mi dzisiaj życie. Nudziłabym się cały dzień, gdyby nie ty.
– Lubię być twoją odskocznią od życia codziennego. – Tak. Mogłam powiedzieć, że to prawda. Przy nim nie czułam ciągłego stresu, nie musiałam wszystkiego planować i ubierałam się jak chcę. Zaś z moim narzeczonym było nieco trudniej. Wszystko musiałam mieć zaplanowane i dopasowane do niego. Kendall był inny – zwyczajny. Oczywiście na dobry sposób. Nie wywyższał się z każdą możliwą chwilą i dobrze się dogadywaliśmy.
– Czytałem ostatnio twoją recenzje tego filmu sensacyjnego.
– Naprawdę? – Josh nigdy ich nie czytał. Uważał, że to co piszę powinno zależeć tylko ode mnie. Oczywiście mógłby rzucić na to oko, ale także nie miał czasu.
– Tak, dlaczego się tak dziwisz? Mówiłem, że sprawdzę, czy naprawdę jesteś dobra.
– I co jestem?
– Niesamowicie. – Powiedział z powagą.
Po zjedzonym obiedzie zaprosiłam Kendalla do siebie. Nie chciałam spędzić reszty dnia w samotności, a chłopak bez wahania zgodził się do mnie zajrzeć. Przed samym domem byłam nieco spanikowana. Denerwowałam się tym, że może coś zauważyć. Nie mieszkałam przecież sama, tylko z narzeczonym. Jednak jedyne wspólne zdjęcie znajdowało się w albumie. Josh nie lubił zdjęć, które „walały się po mieszkaniu”.
Weszliśmy do środka, a ja od razu skierowałam się do kuchni, aby otworzyć wino. Nalałam czerwony trunek do dwóch lampek i zaniosłam do salonu. Kendall siedział na kanapie przyglądając się wnętrzu.
– Jak na kogoś kto recenzuje filmy masz spory dom.
– Nie odnajduje się w nim – powiedziałam szczerze. – Wolałabym mieszkać w jakimś spokojnym miejscu w małym domku z kominkiem.
– Jesteśmy bardzo podobni. – Uśmiechnął się.
– W takim razie zdrowie za nas. – Stuknęliśmy się kieliszkami.
Patrzył na mnie swoimi zielonymi oczami, a ja się rozpływałam. Na moim ciele pojawiła się gęsia skórka, a serce przyśpieszało. On tylko na mnie patrzył, a ja głupiałam. Odstawił swój kieliszek, a następnie mój. Jego dłoń zetknęła się z moim rozgrzanym policzkiem. Delikatnie go pogładził i zbliżył się. Jego usta musnęły moje. Miał ciepłe wargi, które były niesamowicie miękkie.
– Dawno chciałem to zrobić – wyszeptał. – Tylko nie wiedziałem, czy ty tego chcesz.
– Chce. – Powiedziałam zaskakując samą siebie.
Nachylił się nade mną i zaczął całować. Jego język rozsunął moje złączone wargi i wszedł do środka. Próbował się tam odnaleźć, a ja mu w tym pomogłam. Nasze pocałunki były coraz bardziej namiętne i pochłaniały całą naszą energię. Każde z nas chciało więcej i więcej. Moje dłonie wplotły się w jego włosy, a opuszkami palców pociągałam za końce blond włosów. Z jego ust wydobywał się cichy jęk, a rękoma zaczął ściągać ze mnie koszulkę. W tamtym momencie nic się nie liczyło. Ważny był tylko Kendall i to co dzieje się teraz.
– Na górę, chodźmy do sypialni. – Powiedziałam zdecydowanie, a on przytaknął. Wziął mnie na ręce, a ja nim kierowałam. W końcu znaleźliśmy się w pokoju w którym spałam z narzeczonym. Nie, nie mogłam o nim myśleć. Kendall zaczął się rozbierać, a ja jednocześnie z nim. Kiedy byliśmy już nadzy on spojrzał na mnie z wielkim uśmiechem i się zbliżył. Wpił się w moje usta i zaczął mnie całować jak opętany. Po chwili znaleźliśmy się na wielkim łóżku. On leżał nade mną nadal mnie całując. Zaczął się zniżać, dotykając każdy centymetr mojego ciała. To było miłe, nawet bardzo.

***

Jego palce jeździły po moich nagich plecach, a ja czułam się jak w raju. Było mi dobrze u jego boku. Mogłam się odprężyć i w końcu poczuć, coś czego mi brakowało.
– Jesteś taka śliczna. – Powiedział uśmiechając się do mnie. – Naprawdę śliczna.
– Wystarczy tych komplementów – zachichotałam. – Nie chcesz chyba, abym miała nie wiadomo jak duże ego.
– Zgadza się, nie chce – odparł. – Więc powiedz mi, jak to jest mieszkać w tak wielkim domu sama?

***

Zżerały mnie wyrzuty sumienia. Po raz pierwszy w życiu czułam, że postępuje nie właściwie. Budziłam się o boku narzeczonego, a potem szłam do Kendalla. Byłam z nimi nieszczera, co mnie dobijało. Na obu mi zależało, ale nie umiałam tego pogodzić.
Do ślubu zostały cztery dni, a ja nie czułam się jak panna młoda. Nie miałam motylków w brzuchu i nie cieszyłam się tym wszystkim tak, jak powinnam. Myślałam tylko o Kendallu i naszych spotkaniach. Tym, jak mam mu wyznać prawdę. Mogłam powiedzieć, że jestem suką. Dosłownie. Przespałam się z przyjacielem, a teraz siedziałam z moim narzeczonym w restauracji. Co dziwne, wcale nie czułam się winna. Josh patrzył prosto w moje zakłamane oczy, a ja miałam to gdzieś. Myślami byłam z Kendallem. Denerwowałam się tym, że go okłamuje. Nie chciałam tego, ale nie umiałam się wykręcić.
– Kochanie. – Josh złapał mnie za rękę. – Jedzenie stygnie.
Spojrzałam na talerz pełny jedzenia. Nie zamawiałam go, ale musiałam zjeść. Josh, jak zwykle zamawiał bez mojej wiedzy. Zdążyłam się już do tego przyzwyczaić.
Zaczęłam jeść, ale jedzenie ledwo przechodziło mi przez gardło.
– Czy podać państwo coś jeszcze? – Ten charakterystyczny głos… Modliłam się, aby to były tylko moje myśli. Podniosłam głowę i zobaczyłam jego. Kendall stał nad nami ubrany w garnitur z notesikiem w ręku.
– Nie dziękujemy. – Josh zwrócił się do blondyna. – Moja narzeczona musi być w formie.
Moje całe ciało trzęsło się. Miałam ochotę się rozpłakać, ale nie mogłam. Moje usta były zaciśnięte, a wzrok skupiony na lampce wina. Nie chciałam spojrzeć w jego oczy, nie miałam odwagi.
– W takim razie życzę miłego wieczoru. – Kendall odezwał się. – Panu i pańskiej narzeczonej.
– Dziękujemy.
Odszedł, a ja nie wiedziałam, jak mam się zachować. Siedziałam i wpatrywałam się w pustą przestrzeń. Miałam ochotę rozpłakać się, jak małe dziecko. Tylko dlaczego? Tylko i wyłącznie ja byłam temu wszystkiemu winna. Splątałam w węzeł własne życie i za nic w świecie nie potrafiłam tego zmienić.

***

Siedziałam na zielonej ławce i czekałam, aż przyjdzie. Deszcz padał od dobrych czterdziestu minut, a ja byłam cała przemoknięta. Tylko to mnie nie obchodziło. Chciałam z nim porozmawiać i wszystko wyjaśnić. Tylko czy to było możliwe? Kendall za pewne nie chciał mnie znać. Nie odbierał ode mnie telefonów, nie odpisywał na sms–y… Nie dziwiłam się. Potraktowałam go okropnie i nie zasługiwałam na niego. Tylko, że chciałam zobaczyć go po raz ostatni.
– Serio? – Spojrzałam w stronę klatki schodowej. Schmidt wyszedł z bloku i stał z założonymi rękoma. – Długo zamierzasz tu jeszcze siedzieć?
– Kendall… – Wstałam z miejsca i zaczęłam się do niego zbliżać. Jednak on się odsunął. Patrzył na mnie w ten sposób…
– Gdzie twój narzeczony? – Prychnął. – Nie powinnaś być teraz z nim?
– Nie chciałam, aby tak wyszło. – W moich oczach gromadziły się łzy. Chciałam móc to wszystko wyjaśnić. Jednak nie wiedziałam, jak.
– A jak miało wyjść? – Spytał poważnie. – Chciałaś mieć kumpla na noc, kiedy nie będzie twojego faceta? Tego właśnie chciałaś? A może bawiło cię to, że się w tobie zakochuje, co? Założyłaś się z przyjaciółkami, że mnie w sobie rozkochasz, a potem jak gdyby nigdy nic wyjdziesz za mąż.
– Kendall…
– Zostaw mnie w spokoju i żyj swoim idealnym życiem.
– Nie chce! – Krzyknęłam. – Nie chce cię zostawiać.
– A czego niby chcesz, co?
Patrzyłam się na niego i nie wiedziałam, co mam odpowiedzieć. Niczego nie byłam pewna i nie miałam pojęcia, co chce zrobić ze swoim życiem. Przyszłam go tylko przeprosić, a nie się kłócić.
– Nie chciałam cię zranić… – Po moich policzkach zaczęły płynąć łzy. – Przepraszam…
– Mogłaś mnie chociaż uprzedzić! – Wrzasnął. – Kokietowałaś mną i dobrze się bawiłaś.
– Nie chciałam… – Nadal płakałam.
– Odejdź, proszę – powiedział szeptem. – Chce o tym zapomnieć.
– Nie pytałeś, czy kogoś mam. – Powiedziałam pod nosem, a on był zirytowany. Zdawałam sobie sprawę, że zrzucam całą winę na niego.
– Dobra – prychnął. – To teraz moja wina? To ja ukrywałem narzeczonego przed tobą? To ja nic nie powiedziałem?
On nie był zły, tylko wściekły. Przeszedł obok mnie obojętnie i odszedł, a jego ciało zaczęło moknąć. Nie miałam siły, aby za nim iść. Usiadłam na ławce i płakałam.

***

– Wyglądasz przepięknie! – Moje przyjaciółki stały nade mną, a uśmiech nie schodził im z twarzy. W tamtym momencie chciałam być w domu. Wolałam siedzieć przed telewizorem i oglądać głupie kreskówki. Nie czułam tego, że za chwilę wypowiem słowa przysięgi i będę czyjąś żoną.
– Josh czeka.
Zaczęłam iść w stronę ołtarza. Wszyscy kierowali swój wzrok na mnie – pannę młodą. W tamtym momencie powinnam uśmiechać się jak głupia. Jednak zamiast tego miałam ochotę się rozpłakać. Czy ja w ogóle chciałam wychodzić za mąż?
– Holly!
Stałam na środku kościoła, a serce bilo mi jak oszalałe. Z trudem odwróciłam się do znajomego mi głosu i nie mogłam w to uwierzyć. Przede mną stał Kendall. Patrzyłam się na niego ze strachem w oczach. Nie wiedziałam, nie miałam pojęcia, po co tu przyszedł. Jednak w głębi duszy, cieszyłam się z tego.
– Kochasz go? – Spytał, a wszyscy dookoła zaczęli tracić oddech. – Chcesz do końca życia być jego żoną? Bo jeśli nie to jeszcze możesz się z tego wycofać.
Jego głos odbijał się w mojej głowie, ale nie umiałam nic odpowiedzieć. Stałam w bezruchu i rozglądałam się dookoła. Byłam pomiędzy młotem, a kowadłem. Jednak to wszystko, co czułam przez ostatni czas, chyba powinno mi wystarczyć. Spojrzałam w stronę Josha, który był zdezorientowany.
– Przepraszam, ale tak będzie lepiej – powiedziałam półszeptem.
Zaczęłam biec w stronę blondyna, który najwidoczniej był zadowolony ze swojego czynu. Złapał mnie za rękę i razem jak gdyby nigdy nic wyszliśmy z kościoła. Nie czułam wyrzutów sumienia, nic. Można powiedzieć, że byłam szczęśliwa. Podjęłam słuszną decyzje.
– Hej. – Kendall zatrzymał się przed wielkimi schodami. Jego dłoń dotknęła mojego podbródka, a ja mogłam na niego spojrzeć. – Na pewno tego chcesz?
– Jeszcze nigdy nie byłam tak szczęśliwa – powiedziałam szczerze. – A jestem uciekającą panną młodą, Kendall.
– Też nie byłem tak szczęśliwy, jak w tym momencie. – Zaśmiał się. – Tak w ogóle to ślicznie wyglądasz.
– Dziękuje.
Moje usta znalazły się na jego wargach. Mogłam go pocałować i się z tym nie kryć. Byłam cholernie szczęśliwa i wiedziałam, że zrobiłam dobrze podejmując taką, a nie inną decyzją. Darzyłam Kendalla uczuciem, które trwało od czterech miesięcy. Było one silniejsze od tego wcześniejszego, które ciągnęło się już wiele lat. Kendall był wyjątkowy i to z nim chciałam wiązać moją przyszłość.

________________
10KOMENTARZY=NOWY IMAGIN!

piątek, 4 grudnia 2015

~60 Was All Wrong

Imagin dedykowany dla - Natalia Nathan Sykes. Mam nadzieję, że się podoba ;3


*


– Jesteś tak cholernie seksowny – powiedziała, opierając się o jego nagie ciało.
– Przestań.
– Dlaczego tego nie lubisz, Kendall? – spytała, wywracając oczami, ale chłopak nawet tego nie zauważył. Był zajęty swoimi myślami, a nie dziewczyną, która leżała obok.
– Chyba powinnaś już iść.
Chłopak wstał z łóżka, a na jego ciele znalazły się czarne bokserki, które parę minut temu zostały zrzucone. Nie przejmował się uczuciami dziewczyny, bo sam był ich pozbawiony. Złapał za telefon komórkowy i w mgnieniu oka zamówił taksówkę, która miała przyjechać za kilka minut. Między jego wargami znalazł się gruby papieros, a po wyjściu na balkon, szybko go odpalił. Stał oparty o barierkę i obserwował miasto, które dopiero budziło się do życia. Mnóstwo zapalonych lamp, które odbijały się w ciemnych oczach blondyna. Wziął kolejnego bucha i wypuścił dym, który zatrzymał się w jego płucach.
– Nie mogę się doczekać chwili, w której się zmienisz – powiedziała jakby do siebie dziewczyna. – To będzie przełomowy dzień.
– Zamknij się – warknął pod nosem. – Nie jesteś tu chyba po to, aby mnie oceniać?
Jego sylwetka obróciła się o sto osiemdziesiąt stopni i po chwili patrzył na dziewczynę. Była piękna, ale niewystarczająco. Miała to coś w sobie, co Kendall lubił. Jednak to było dla niego za mało. Nie potrafiła przebić zimnego serca chłopaka, które zamarło kilka lat temu.
– Przecież jestem tu tylko po to, aby sprawić ci przyjemność – powiedziała cicho do jego ucha. Jej dłonie przesunęły się po jego klatce piersiowej, a usta musnęły miejsce nad obojczykiem. – Zadzwoń jak będziesz mnie potrzebował.
Odeszła, tak jak robiła to zawsze. Tylko że Schmidt nie potrzebował więcej, a przynajmniej tak mu się wydawało. Chciał nic nieznaczącej znajomości, która od czasu do czasu poprawi mu samopoczucie. Głupek.
W drugim pokoju, przy biurku i w pełnym skupieniu siedział Tom. Jego ciało okryte było białą koszulą i flanelowymi spodniami. Tkwił nad stertą ważnych dokumentów, które miał doprowadzić do ładu parę godzin temu. Tylko że był zbyt zajęty tajemniczą blondynką, która spała w „jego” łóżku. Obaj z Kendallem mieszkali w hotelu już trzeci dzień, a raczej dopiero trzeci. Zmieniali miejsca zamieszkania szybciej niż dziewczyny, z którymi sypiają. Tacy już byli i nic nie mogli na to poradzić. Tom poczuł jak zimne, małe dłonie masują jego kark, a po chwili miękkie usta całują jego policzki. Wiedział, że nie może jej ulec. Miał zadanie do wykonania i tego musiał się trzymać.
– Nie mogę – powiedział cicho. – Mam pracę.
– Ostatni raz, kochanie – powiedziała czule, a jemu to wystarczyło. Cece właśnie tak, przekonywała go do seksu po ciężkim dniu pracy. Chciał w tej dziewczynie zobaczyć chociaż trochę swojej dawnej miłości, ale za każdym razem, kiedy to robił, miał ochotę się rozpłakać jak małe dziecko. A nie mógł. Obiecał to jej.
Wstał z fotela, odkładając papiery na biurko i zbliżył się do dziewczyny. Był wyższy od niej o głowę i wcale mu to nie przeszkadzało. Uwielbiał, kiedy dziewczyna jest od niego niższa. Czuł wtedy dominację nad jej drobnym ciałem. Jego duże dłonie znalazły się na jej pośladkach i po kilku sekundach blondynka zawisła w powietrzu. Jej nogi oplotły jego ciało, a ręce trzymały się kurczowo karku. Tom podtrzymywał ją tylko jedną ręką, a drugą ściągał założoną przez dziewczynę koronkową bieliznę. Kiedy jej piersi były wolne, chłopak zbliżył do nich swoje usta i lekko je zacisnął na jednym z sutków. Blondynka jęknęła, a w tym samym czasie drzwi do pokoju otworzyły się. Oboje zwrócili się w stronę wyjścia, a w nich stał nie kto inny niż Kendall. Nie był zaskoczony takim widokiem. Można powiedzieć, że właśnie się tego spodziewał. Nie próbował nawet nic wyjaśniać. Po prostu spojrzał na tę dwójkę i pokręcił głową.
– Masz dziesięć minut, aby ją bzyknąć – Schmidt nie przebierał w słowach. – Musimy dokończyć to, co zaczęliśmy.
Blondynka kurczowo trzymała się Toma, ale kiedy Kendall wyszedł, natychmiast zeszła. Wyglądała na wkurzoną, ale co Parker mógł zrobić? Wiedział, że muszą się streszczać.
– Chyba nie będzie kolejnego razu – powiedział do blondynki. – Sorry, kotku, ale musisz zaspokoić się sama.
– Zadzwonisz? – Nagle jej głos zmienił się nie do poznania. Wyglądała niewinnie, a jej oczy lśniły od podekscytowania.
– Jasne – skłamał. Tom nigdy nie umawiał się z tymi dziewczynami. O ile seks bez zobowiązań można było nazwać randką. Tak naprawdę na jedynej randce jakiej był, była ta z Cece.
Minęło pięć minut, zanim dziewczyna wyszła z pokoju chłopaka. Kiedy drzwi, zamknęły się za blondynką, znów się otworzyły. Tym razem Kendall wyglądał na zniecierpliwionego i nieco bardziej wkurzonego. Nie powiedział ani słowa do swojego jedynego przyjaciela, tylko usiadł przy biurku i zaczął przeglądać dokumenty, które nie dawały im spokoju.


– Nie wierzę – śmiał się w niebo głosy. – Mamy randkę, Tom.
– Randkę – konał ze śmiechu Parker. – Jak to brzmi?
– Kino, kolacja i bzykanko – uśmiechnął się Kendall. – Niech myślą jak chcą, byle było to ostanie.
– W coś ty nas wpakował?
– Mam ci przypomnieć, że stałeś obok i śliniłeś się do tej blondynki, idioto? – prychnął. – Pierwsza w życiu randka, może być ciekawie.
– Proszę, nie używaj tego zwrotu, kiedy jestem obok – zaśmiał się.
Dwaj niepozorni dziewiętnastolatkowie, którzy nie wierzyli w „miłość”. Śmieli się z każdego, kto tylko o tym wspomniał. Nie rozumieli, co mają ludzie, którzy dostrzegają swoją drugą połówkę. Drwili z nich na każdy możliwy sposób.
Tego dnia spotkali dwie tajemnicze dziewczyny, które jako pierwsze zaproponowały spotkanie. Warunek miał być jeden: to musiała być tradycyjna randka. Kolacja ze świecami, kino i spacer o północy. Tom i Kendall zgodzili się. Można powiedzieć, że bez wahania. Dwie piękne dziewczyny, które chciały kolacji i dwóch chłopaków, którzy liczyli na prosty układ.
Nie wiedzieli jednak, w co tak naprawdę się pakują. Nie znali dziewczyn i tego, co czują. Nie mieli o nich pojęcia, ale chcieli zrobić wszystko, aby tylko je zaliczyć i dodać do listy.
– No to za udaną noc – krzyknął Kendall i nalał do dwóch kieliszków wódkę.
– Za dobre bzykanko – dołączył się Tom.
Wypili trunek i po czterdziestu minutach siedzieli przed salą kinową. Zakupili bilety na horror i czekali. Kendall wypatrzył je jako pierwszy. Szły roześmiane i pełne wdzięku. Jedna z nich, która wpadła w oko Schmidtowi, miała na sobie krótkie jeansowe spodenki i zwykły T-shirt. Długie czarne włosy miała proste i delikatnie opadały na plecy.
– Cześć, dziewczyny. – Wstał ze swojego miejsca. – Cześć, Pheobe.
– Jesteście przed czasem. – Uśmiechnęła się dziewczyna. – Elegancko.
– Hej. – Tom podszedł do blondynki, która jak zdążył zauważyć, trzymała się na dystans. Cece – bo tak miała na imię, miała na sobie granatową sukienkę. Materiał odkrywał jej ramiona, ale zakrywał dekolt.
– Hej – odpowiedziała, uśmiechając się. Przyglądała się chłopakowi od dłuższego czasu i z każdą minutą denerwowała. Narastała między nimi krępująca cisza, której żadne z nich nie potrafiło przerwać. To zazwyczaj działo się inaczej. Tom nie chodził na randki, a Cece nie umawiała się z żadnym facetem. Miała tylko siedemnaście lat i uważała, że ma czas. Zaś Pheobe była bardziej doświadczona i nie miała z tym najmniejszego problemu. Była od niej starsza o rok i nieco się różniły.
Film zaczął się, a każdy z nich usiadł obok dziewczyny z którą się umówił. Tom siedział trochę jak na szpilkach. Nie za bardzo wiedział jak ma się zachować wobec Cece. Zaś Kendall zrobił pierwszy krok i jego ręka znalazła się na ramieniu czarnowłosej piękności. Ona nie miała z tym problemu. Uśmiechnęła się tylko pod nosem i spojrzała na speszoną Cece.
Każde z nich miało coś do powiedzenia. Z każdą minutą poznawali siebie i śmieli się z byle czego. Nie krępowali się tak jak na początku, a nawet mieli wrażenie, że znają się dłużej niż te kilka godzin. Po udanej kolacji zostały dwa punkty, które według chłopaków miały zakończyć ich znajomość. W parku podzielili się na dwie grupki. Kendall oraz Pheobe zaczęli się ganiać jak małe dzieci i wariowali w pobliskim parku. Zaś Tom i Cece, szli spokojnie przez pustą alejkę i obserwowali gwiazdy.
– Jesteś taka mała – powiedział nagle Tom.
– Ej – Cece zrobiła skwaszoną minę, a jej ręce skrzyżowały się. – Mam metr pięćdziesiąt-pięć wzrostu.
– No właśnie – zaśmiał się chłopak. – Jesteś niziutka.
– Przeszkadza ci to?
– Nie. – Pokręcił głową chłopak. – Nawet imponuje, bo mogę zrobić to.
Cece nawet nie zdążyła nic powiedzieć. W jednej chwili zawisła głową w dół. Była przewieszona przez ramię Toma, a on sam miał z tego ubaw. Dziewczyna trzymała się kurczowo swojej sukienki, a na jej policzkach były widoczne rumieńce.
– Postaw! – krzyknęła. – Widać mi bieliznę.
Parker nie przeciwstawiał się blondynce. Odstawił ją na ziemię, a dłonie umieścił na jej biodrach. Panowała cisza, która wcale nie była krępująca. Tom schylił się do dziewczyny i pozostawił na jej ustach pocałunek. Nie chciał wpijać się w jej wargi. Po raz pierwszy nie chciał tego robić. Po prostu delikatnie ją pocałował, a kciukami przetarł rumieńce, które nadal nie znikały z jej policzków. Dziewczyna się uśmiechnęła, ale nie spuściła wzroku. Nadal wpatrywała się w lśniące tęczówki chłopaka.
– Zwolnij! – krzyknął zdyszany Kendall. – Proszę, stop.
Opadł zdyszany na zielony trawnik, a Pheobe zrobiła to samo. Oboje mieli nierówny oddech, a na ich twarzach panowały uśmiechy. Wpatrywali się w gwiazdy i leżeli w ciszy. Żadne z nich nie chciało nic powiedzieć. Nikt nie chciał tego psuć. Po prostu leżeli i odpoczywali.
– W takich właśnie okolicznościach miałam swój pierwszy pocałunek – powiedziała dziewczyna.
– Ile miałaś wtedy lat?
– Osiem.
– To nie mógł być prawdziwy pocałunek – prychnął Kendall. – Czy on leżał na brzuchu?
Schmidt przewrócił się tak jak mówił wcześniej. Wpatrywał się w dziewczynę i wsłuchiwał się w jej zaprzeczenie.
– A czy wpatrywał się w twoje oczy, tak jak ja to robię teraz? – spytał poważnie, a ona znów pokręciła głową. – To dopiero dwa punkty, a ja już wiem, że zrobił to źle.
– W takim razie jak to powinno wyglądać?
Wiedział, że prowokuje go do tego, ale Kendall nie miał nic przeciwko. Dwa punkty ze swojej listy udanych pocałunków miał już za sobą. Teraz wystarczyła chwila, aby to się udało. Zbliżył się do dziewczyny i delikatnie wpił się w jej miękkie usta. Pheobe oddała pocałunek, a swoją małą dłoń wplotła w jego włosy. Schmidt dobił swojego, ale razem z Tomem nie doskoczyli do celu. Każdy z nich mógł posmakować ust dziewczyn, ale nie pozwoliły na nic więcej. To one chciały nad nimi zapanować i chyba im się udało.


– Wszystko, kurwa, nie tak! – Kendall był poirytowany, a sam fakt, że nadal nic nie znaleźli, załamywał go. – Spieprzyliśmy to i dobrze o tym wiesz.
– Wiem. – Tom nie miał już siły. Opadł na miękkie łóżko i próbował się uspokoić. – Spieprzyliśmy to już dawno. Wtedy, kiedy nam je odebrano.
– Mieliśmy do tego nie wracać, nie pamiętasz? – Obiecali to im, ale przede wszystkim sobie. Mieli nie wspominać o Cece ani Pheobe. Mieli udawać, że nie istnieją. Tylko że dla nich to było cholernie trudne. Obaj nadal je kochali, ale żaden z nich nie chciał się do tego przyznać.
– Sam dobrze wiesz, że tak nie potrafię – warknął Parker. – Nie potrafię, kurwa, o niej zapomnieć.
Zapadła cisza, której nienawidził żaden z nich. Narastało w niej napięcie, którego próbowali unikać. Jednak to było trudne, nawet na nich.
– Uwierzyłbyś, że to tak się skończy? – spytał, wspominając tamte lata.
– Nie. – Pokręcił głową. – Ale gdybym miał cofnąć się w czasie i zdecydować, czy chcę się z nią spotkać po raz drugi, nie zrobiłbym tego.
– Miałaby teraz normalne życie – przytaknął Kendall. – A tak wszystko popsuliśmy.
– Może jeszcze nic straconego – mruknął Tom. – Trzeba po prostu szukać dalej.
Obaj nie mieli już siły. Wpatrywali się w pustą, białą ścianę, a ich oczy były opuchnięte. Tylko że nie pozwalali sobie na jakiekolwiek łzy. To było do nich nie podobne. Musieli być silni i sami dobrze o tym wiedzieli.
– Pakujemy się. – Tom nagle zerwał się równe nogi. – Chyba wiem, o co w tym wszystkim chodzi.
– O co? – Kendall patrzył na niego jak na wariata. Chłopak zbierał swoje rzeczy i wrzucał do czarnej torby. – Parker!
– Szukamy nie tych osób, co trzeba. Rozumiesz?
– Nie, idioto – warknął.
– Byliśmy powiązani z niewłaściwymi ludźmi, od których próbowaliśmy się uwolnić. Zagrażali Cece i Pheobe, a potem one odeszły. Myślisz, że policja pozwoliła im tak normalnie wyjechać?
– Świadek koronny! – krzyknął Kendall. – Nie szukamy pod właściwym nazwiskiem.
– O to chodzi. – Uśmiechnął się Tom. – O to, kurwa, chodzi.


Dwa miesiące – tyle się spotykali. Każde z nich poznawało tę drugą osobę i dowiadywało się o niej nowych rzeczy. Chłopcy nadal nie wypełnili swojego planu, do którego tak zaciekle dążyli. Mieli je zostawić jak tylko zaciągnął je do łóżka. Ale z każdym dniem ich priorytety się nieco zmieniały.
– Niesamowicie – powiedziała Cece, wysiadając z auta. Przyjechali nad wodę, późnym wieczorem i zdążyli załapać się na zachód słońca. Dziewczyna od razu pobiegła w stronę brzegu, gdzie bez zastanowienia usiadła na ciepłym jeszcze od słońca piasku.
– Gdybym wiedział, że lubisz tak banalne spotkania, to bym się mniej starał – parsknął Tom, siadając obok.
– To nie jest banalne, tylko piękne.
– Widzę tylko wodę i słońce – zaśmiał się. – To nic nadzwyczajnego.
Cece chciała się do niego przytulić, poczuć ciepło jego ciała i tak po prostu odetchnąć. Tylko że chłopak nie był typowym romantykiem. Nienawidził tego robić. Po prostu siedział i bawił się swoim zegarkiem, nawet nie patrząc na blondynkę.
– Jesteś burakiem – powiedziała w końcu. – Typowym burakiem, bez serca.
– Mam serce, ale jest z lodu – odparł poważnie.
– Dupek – prychnęła. Była urażona. Nie tym, co powiedział, ale jak się zachowywał. Chciał się do niej zbliżyć, ale tylko pod jednym względem. Chłopak nie był uczuciowy, a ona musiała to po prostu zaakceptować. Cece wstała ze swojego miejsca, a on to zauważył. Chciał ją powstrzymać. Wpadł więc na pewien pomysł, który od razu zaczął realizować. Parker zdjął swoje ubrania i został tylko w bokserkach, które ciasno opinały się na jego kroczu. Podbiegł do dziewczyny i złapał ją w pasie. Przerzucił, jak na pierwszym spotkaniu, przez ramię i wbiegł do wody.
– Puszczaj! – Krzyknęła przerażona, a on jedynie zmienił pozycje. Dziewczyna zwisła na nim jak panna młoda, a jej sukienka zetknęła się z wodą. – Tom, do cholery, co ty robisz?
– Odwołaj to – powiedział spokojnie. – Nie jestem żadnym dupkiem.
– Och, jaki urażony – zaśmiała się. – Uspokój się i mnie puść.
– Na pewno mam cię puścić? – spytał, spoglądając w jej jasne oczy. Byli tak blisko jak nigdy dotąd. Patrzyli na siebie w ciszy i spokoju. Każde z nich miało przyśpieszony rytm serca i nie wiedziało, co się za chwilę stanie. Cece pogładziła swoją małą dłonią jego policzek i złapała za jego podbródek.
– Nie jesteś dupkiem – uśmiechnęła się. – I się nie obrażaj.
– Nie przyjmuję przeprosin – udał urażonego. – Były słabe, nawet jak na ciebie.
Nie wahając się, dziewczyna zetknęła swoje usta z jego i zaczęła całować. Parker właśnie na to liczył, chciał poczuć idealne wargi i dobił swojego. Jego duża dłoń zetknęła się z jej pośladkiem, a ona nie miała nic przeciwko. Całowali się o zachodzie słońca, zupełnie nieświadomi tego, co może stać się w najbliższej przyszłości.
Kendall i Pheobe wybrali zupełnie inną formę rozrywki. Schmidt zabrał czarnowłosą dziewczynę do swojego rodzinnego domu. Nigdy nie zabierał tam dziewczyn, a ona była wyjątkiem. Zaparkował pod niewielkim budynkiem swoim pick upem. Zauważył jak jego siostra siedzi na ganku, rozmawiając przez telefon. Prowadziła rozmowę, a kiedy zauważyła Kendalla od razu do niego podbiegła. To nie tak, że się kłócili. To było całkiem inne rodzeństwo. Schmidt nie mieszkał z nimi, tylko z Tomem. Tak naprawdę nie było go w tym miejscu już pięć miesięcy. Nie chciał się pokazywać, bo się o nich nadzwyczajnie bał. Chłopcy mieli nietypowe zainteresowania, do których ciężko było  im się przyznać przed obcymi im ludźmi. Nie chcieli także niepokoić rodziny Kendalla. Tom zaś żył własnym życiem od piętnastego roku życia, kiedy to jego babcia wygoniła go z domu. Kochała go, ale Parker czasem był nie do zniesienia. Z czasem udowodnił, że jest samodzielny, a ona była z niego dumna.
– Kendall! – Dziewczyna podbiegła do chłopaka i rzuciła mu się na szyję. – W końcu jesteś.
– Nie mów, że tęskniłaś – zaśmiał się.
– Wcale – uśmiechnęła się do niego i zauważyła nieznajomą osobę, która stała, opierając się o auto. – Kto to? – wskazała na Pheobe. – To twoja dziewczyna? Jest śliczna.
Pheobe zaśmiała się pod nosem i podeszła do Kendalla. Stanęła tuż obok niego i grzecznie podała dłoń młodej damie.
– Pheobe – przywitała się. – A ty pewnie jesteś Mali.
– We własnej osobie – przytaknęła.
Weszli do mieszkania w którym zastali matkę Schmidta. We czwórkę zasiedli do stołu i zaczęli rozmawiać. Obie kobiety polubiły Pheobe, ale przecież Kendall nie miał co do niej wielkich planów. Nie przedstawił jej nawet jako swojej dziewczyny, tylko po prostu „Pheobe”. Dziewczyna była tym zmartwiona, bo oczekiwała na coś więcej, ale to nie było w jego stylu. On nie zamierzał mieć dziewczyny, chciał tylko dopiąć do swojego planu, który nieco wymknął mu się spod kontroli.


Mieli tego nie robić, nie mieli prawa ich szukać, ale to było silniejsze od nich. Dostali adres od człowieka, który wiele zaryzykował i teraz stali przed tymi oto drzwiami. Były wielkie, tak jak ich nerwy. Obaj bali się tego spotkania, oczywiście o ile miało się odbyć. Obawiali się, że to nie ten adres. Bali się znowu to popsuć, ale jeszcze bardziej obawiali się zobaczyć Cece i Pheobe.
Kendall nacisnął na dzwonek, a on zaczął grać. Obaj usłyszeli szczekanie psa miniaturki i kroki kobiety, która zbliżała się do drzwi. Jednak ta, która im otworzyła, nie była ani Cece, ani Pheobe. Nie znali jej.
– Dzień dobry – wyjąkał jeden z chłopców.
– Dzień dobry – odpowiedziała poważnie.
– My do Hanny, jesteśmy od naprawy komputera. – Takie dostali hasło. Mieli powiedzieć tylko to, aby móc wejść. Kobieta ani trochę się nie zastanawiała, wpuściła ich do środka, co ich nieco zaskoczyło. Nie zadawała niezbędnych pytań, tylko wytłumaczyła, dokąd mają się udać. Kendall i Tom weszli po drewnianych schodach na górę. Otworzyli pierwsze drzwi po prawej, jak kazała, i dostrzegli osobę, której nie widzieli lata.
Pheobe nie wyglądała jak ona. Siedziała do nich tyłem, przy biurku, a na uszach miała założone słuchawki. Tom rozpoznał puszczaną przez nią piosenkę i próbował być silny. To była ulubiona piosenka Cece, ale jej tu nie było. Dziewczyna nadal miała długie, czarne włosy, ale jakby straciły swój blask. Kendall podszedł bliżej, a jego dłoń dotknęła jej ramienia. Zrobił to tak delikatnie, jakby bał się, że może się rozpłynąć. Pheobe od razu wstała wystraszona, a słuchawki opadły hukiem na podłogę. Schmidt patrzył się na nią z szeroko otwartymi oczami, a z jej oczu zaczęły wypływać łzy. Nie mogła w to uwierzyć. Stał przed nią, cały i zdrowy, a ona miała go na wyciągnięcie ręki.
– Jak? – spytała drżącym głosem.
Chłopak nawet nie odpowiedział, wziął ją w ramiona i przytulił najmocniej jak tylko potrafił. Nawet nie potrafił wyrazić tego, co czuł. Miał przy sobie kobietę, którą naprawdę kochał. Jego dłoń gładziła ją po plecach, a ona nadal płakała. To były łzy szczęścia.
– Cece – usłyszeli głos Toma. Stał naprzeciwko komody, na której widniało jej czarno- białe zdjęcie. Obok niego był list, który sama napisała. Pheobe nigdy go nie schowała. Zawsze leżał na wierzchu, a ona czytała go codziennie przed zaśnięciem. – Dlaczego, kurwa?! Dlaczego?!
Był rozdrażniony, a Kendall nie widział go w gorszym stanie. Jego oczy były czerwone, a sam oddychał w przyśpieszonym tempie.
– Zabiłem ją – krzyczał. – Zabiłem.
– To nie twoja wina – Pheobe próbowała do niego podejść, ale on ją tylko odepchnął. Zaczął się awanturować i niszczył wszystko, co napotkał na drodze.
– Zabiła się przeze mnie – wrzasnął.
Parker z całą siłą uderzył w betonową ścianę. Jego ręka zaczęła sinieć w mgnieniu oka, a ból był nie do wytrzymania. Jednak jego to nie obchodziło. Osunął się na podłogę i zaczął płakać jak małe dziecko. Po raz pierwszy w życiu doprowadził się do takiego stanu. Wszystkie emocje wyszły na zewnątrz, uwalniając.
– Ona cię kochała. – Pheobe kucnęła obok niego. – Kochała cię nad życie i dlatego odeszła. Zrobiła to dla ciebie, Tom.
– Chcę, aby wróciła – powiedział cicho. – Nie chciałem jej stracić. Za bardzo ją kocham.
Po raz pierwszy powiedział zakazane przez siebie słowo. Kocham.
– Ciii. – Przytuliła się do niego. – Musisz być silny, tak?
– Nie zostawimy cię. – Kendall znalazł się po drugiej stronie. – Pomożemy ci, tak jak ty to zrobiłeś nam.


Siedzieli w salonie, oglądając film. Cece siedziała sztywno, obok Toma, a Pheobe z Kendallem leżeli na sobie i śmieli się w niebo głosy.
– Pocałuj mnie – powiedziała cicho blondynka. Tom bez zastanowienia przycisnął swoje usta do jej malinowych warg, czując przy tym wielką ulgę.
– Powinniśmy wybrać się na wycieczkę – odezwał się Kendall. – Najlepiej na tydzień do ciepłych krajów.
– Tak, bo jesteśmy obrzydliwie bogaci, a nasi rodzice na pewno na to pozwolą – prychnęła Cece. – Moi rodzice zbierają na moje studia, nie dadzą mi pieniędzy na wycieczkę.
– Ej, ej, ej – oburzył się Parker. – Skoro my was zapraszamy, my za wszystko płacimy. – I nie ma innej opcji.
– Jesteście milionerami? – Pheobe miała poważny wyraz twarzy. Wyprostowała się i usiadła obok Kendalla, zakładając na niego swoje nogi. – Zakochałyśmy się w milionerach. Wow, Cece.
Znali się ponad rok, a ze zwykłej rozmowy nagle zrobiło się strasznie krępująco. Nikt nie spodziewał się, że czarnowłosa piękność powie o zakochaniu. Kendall spojrzał na nią z przerażaniem, jakby nie był tego świadom. Sam był w niej zakochany, ale on tego nie widział. Myślał, że to, co jest pomiędzy nimi to czysta przyjaźń, ale on miał inne rozumowanie. Razem z Parkerem nie chcieli się zakochiwać. Nie chcieli mieć dziewczyn, pragnęli tylko czystego dokonania swojego planu, co ciągnęło się już rok.
– Przepraszam – dziewczyna wstała zakłopotana z kanapy, a Schmidt nadal nie wierzył w to, co powiedziała. – Lepiej jak sobie pójdę.
– Tak – Cece do niej dołączyła. Zaczęły zbierać swoje rzeczy. – Głupio wyszło.
– Jeszcze raz przepraszam, nie powinnam. – Pheobe spojrzała na Kendalla, a on od razu odwrócił wzrok. Nie wiedział, co ma zrobić. Pierwszy raz ktoś postawił go w takiej sytuacji.
Kiedy dziewczyny opuściły ich mieszkanie, obaj siedzieli jak wryci. Patrzyli na siebie z przerażeniem i nie wiedzieli, co mają powiedzieć.
– Zakochały się? – Tom jako pierwszy przemówił. – Zakochały się w nas?
– Kurwa – prychnął Kendall. – Do czego my doprowadziliśmy?
– Też, no wiesz… – Tom chciał coś powiedzieć, ale nie umiał się wysłowić. – Czy ty?
– Nie – zaprzeczył Schmidt, wiedząc, co chce powiedzieć jego przyjaciel. – Nie wiem, a ty?
– Chyba też nie.
Obaj kłamali. Nie znali takiego uczucia, więc nie wiedzieli jak to jest kochać drugą osobę. Każdy z nich myślał o dziewczynie dzień i noc. Tęsknili za nią, kiedy nie było jej w pobliżu. Przed każdym niebezpiecznym zleceniem denerwowali się, bo mogli z tego nie wyjść i już nigdy nie spotkaliby Cece lub Pheobe. Parker i Schmidt byli zakochani po uszy, ale tak naprawdę dostrzegli to dopiero wtedy, kiedy nie mogli tego powiedzieć.


Mały domek na przedmieściach Miami stał całkiem osamotniony. Nie było dookoła niego szumu i gwaru, tylko cisza, która pomagała mu zapomnieć. Tom siedział na tarasie i czytał książkę, którą tydzień temu dostał od Pheobe. Należała ona do Cece.
– Halo! – usłyszał głos swojego przyjaciela. – Tom, dupku, jesteś?
– Nie – mruknął pod nosem.
– Super – zaśmiał się. Kendall usiadł tuż obok niego i uśmiechnął się do chłopaka. Ten jednak nie odwzajemnił uśmiechu i wrócił do swojej lektury.
– Cześć, Tom. – Pheobe pojawiła się tuż przed nim.
– Cześć.
– Pójdę zrobić coś do picia.
Kendall wszedł do mieszkania i od razu udał się do kuchni. Wyciągnął zimną wodę z lodówki i nalał do trzech szklanek. Tylko, że coś go zaniepokoiło. Podszedł do drewnianych schodów, które prowadzą na górę i wsłuchiwał się w narastający hałas. Pobiegł do Toma i zawołał go. Chłopak natychmiast wyciągnął broń ze swojego schowka i razem z przyjacielem weszli po schodach. Nie mieli pojęcia, co to jest. Każdy z nich był zdenerwowany, a Pheobe bała się najbardziej. Najbardziej obawiała się powrotu wydarzeń z przeszłości, przez które straciła Kendalla. Jednak według chłopców wszystko się zakończyło, a oni mogli w końcu odetchnąć i żyć normalnie.
– Jest tu kto? – wrzasnął Tom, trzymając przed sobą broń. Kendall szedł tuż za nim, a Pheobe kurczowo trzymała się jego koszulki.
Hałas dobiegał z sypialni Toma. Wszyscy stanęli przed drzwiami i na sygnał postanowili tam wejść. Tom nacisnął na klamkę, a drzwi otworzyły się. Tylko, że zamiast przestępcy ujrzał dziewczynę, która siedziała na jego łóżku. Blond włosy obcięte miała do ramion, a w jej małych dłoniach widniała kartka papieru.
– Nie chciałam was przestraszyć – powiedziała cichym głosem. – Nie wiedziałam jak mam wam powiedzieć… Przyszłam i chciałam zostawić list, ale nie mogłam odejść – zaczęła się tłumaczyć.
– Cece… – Pheobe była zalana łzami. Cała się trzęsła, ale nie miała odwagi podejść do dziewczyny. To było dla niej nie możliwe.
Tom wpatrywał się w blondynkę zezłoszczony. Patrzył na nią i nic nie mówił. Miał łzy w oczach, a nie chciał, aby dziewczyna widziała go w takim stanie. Wyszedł z pokoju, zostawiając ją z przyjaciółmi. Cały się trząsł i nie mógł uwierzyć. Pogodził się ze śmiercią ukochanej i żył z tym dwa lata, a teraz? Ona wróciła, a on na nowo poczuł ból, który był nie do wytrzymania.
Kendall i Pheobe zostali na górze, a Cece zbiegła za Parkerem. Złapała go za rękę i kurczowo ścisnęła.
– Popatrz na mnie – poprosiła, a jej oczy napełniły się łzami. – Nie miałam wyboru.
– Pieprzone dwa lata myślałem, że nie żyjesz – warknął. – Nie mogłem się z tym pogodzić, a teraz zjawiasz się jak gdyby nigdy nic?!
– Nie mogłam wcześniej wrócić, nie rozumiesz? – Nadal go nie puszczała. – Tom, kocham cię i dlatego wróciłam.
– Kochasz? – prychnął.
– Nie odrzucaj mnie – poprosiła. – Potrzebuję ciebie, nawet nie wiesz jak bardzo.
I stało się to, czego nikt się nie spodziewał. Parker po raz pierwszy okazał uczucia. Przytulił Cece, a jej głowę ucałował. Z jego oczu leciały łzy, a dziewczyna zachodziła się od płaczu.
– Nie pozwolę ci więcej odejść – szepnął. – Za bardzo cię kocham, Cece.
Kendall i Pheobe siedzieli na podłodze w sypialni Toma. Wtuleni w siebie, nic nie mówili. Siedzieli w ciszy i odetchnęli z ulgą.
– Teraz wszystko się ułoży – powiedział Schmidt. – W końcu staniemy na nogi i będziemy szczęśliwi.
– Kocham cię – szepnęła do jego ucha.
– A ja ciebie – ucałował jej czoło.
Miały godziny, dnie, tygodnie, a wszystko wracało do normy. Każdy z nich był na swój sposób spełniony i szczęśliwy. Niewierzący w miłość Kendall i Tom, poznali dwie kobiety, które zmieniły ich życie na lepsze. Ich serca na nowo odżyły, a oni poznali uczucia, bez których nie wyobrażali sobie dalszego życia.


_____________________
Przepraszam, że dodaję tak pózno tego Imagina, ale akurat jestem na kursach dokształcających mój zawód i jest mi czasami ciężko wejść na Internet. Nie domyślicie się, ile tak naprawdę mam nauki c; Masakra....

10KOMENTARZY=NOWY IMAGIN


© Kordelia| WioskaSzablonów | X | X | X |.