Blokada kopiowania!

poniedziałek, 13 lipca 2015

~22 Would You Like To Do Sex With Me?

•Ella•
W tamtej chwili nie ważne było to, że z reguły jestem odważna. Nowe miasto, nowa szkoła, nowi ludzie. Prawdopodobnie pierwszy raz w życiu się bałam. Przytłaczało mnie to wszystko. Miałam wrażenie, że każdy się na mnie gapi. Dosłownie. Nie patrzy, tylko gapi. Jak na zwierzę w Zoo.
Domyślałam się, że skoro Winter Harbour było małym miasteczkiem, wszyscy się tu znali. I pewnie śmierdziało ode mnie na kilometr zapachem nowości. Brakowało mi tylko tabliczki z napisem "jestem tu nowa, patrzcie na mnie!" żeby było idealnie.
W dłoniach ściskałam plan lekcji i nie wiedząc nawet, gdzie jest sala od matematyki, szłam przed siebie totalnie zagubiona. Nie chciałam pokazać słabości, bo to najgorsze co można zrobić. Musiałam być silna. Taka jak zawsze. Ale to było trudne w mojej aktualnej sytuacji.
W przypływie nagłej odwagi, podniosłam wzrok i natrafił on na czyjeś zielonkowate tęczówki. Poczułam się tak, jakby przeszył mnie prąd. I w tej samej chwili wpadłam na kogoś.
Cholera.


•Kendall•
– ... więc pomyślałam, że może pójdziemy tam razem? Hmm?
– Mhm – odmruknąłem.
Nie słuchałem niczego, co mówiła do mnie Ashley. Miałem serdecznie dość jej ciała przyklejonego do mojego. Chodziła za mną jak cień. Podobnie do reszty dziewcząt z mojego roku. Nie dawały mi chwili wytchnienia, a ja powoli świrowałem. Słyszałem od kilku osób, że w mieście pojawiła się nowa dziewczyna, w dodatku rok ode mnie młodsza. Sprawiło to, że wyczekiwałem z ciekawością na nasze pierwsze spotkanie, które miało stwierdzić, czy należy ona do tych niewartych uwagi, czy raczej dostanie etykietę "uciekaj póki możesz, to kolejna pusta lala pokroju Ashley".
Rozglądałem się po korytarzu, wciąż nie słuchając paplającej w kółko Ashley. Dzisiejszy dzień zapowiadał się tak samo zwyczajnie jak i wczorajszy. Westchnąłem cicho i rzuciłem zmęczonym spojrzeniem w Belta. Stał kilka metrów dalej, otoczony podobnym wianuszkiem dziewczyn – z tym, że moich było trzy razy więcej. Wiedziałem już, że nie mam co liczyć na jego pomoc, bo w zasadzie on sam jej potrzebował. Zacząłem wzrokiem szukać Logana lub Carlosa, ale zamiast tego, natrafiłem na nią.
Czarne włosy sięgały pasa, albo idealnie wyprostowane albo takie już miała. Niebieskie tęczówki były rozbiegane – ewidentnie się bała. Malinowe usta były wystarczająco duże, abym już wiedział, że całowanie ich będzie czystą przyjemnością.
I wtedy na mnie spojrzała. To był ułamek sekundy, ale... w tej jednej chwili poczułem impuls. Ale ona właśnie wpadła na Carlosa, a mój entuzjazm nieco osłabł. Patrzyłem jak wymieniają kilka zdań. Jej uśmiech był cudowny. Carlos wyjaśniał jej coś, gestykulując żywo, a potem wyjął telefon i... wymienili się numerami.
Zacisnąłem pięści. Cholera. Dlaczego ona nie wpadła na mnie?
Bo jesteś otoczony bandą psychicznych fanek.
Odepchnąłem od siebie Ashley, widząc, że Carlos pożegnał się z czarnowłosą. Przepchałem się przez tłum, uderzając niechcący Danielle, ale ona nawet nie pisnęła, jedynie dalej wpatrywała się we mnie z uwielbieniem. Idiotka.
– Pena!
Carlos odwrócił się i uśmiechnął kpiąco.
– Wiem, o co ci chodzi. Chodź, obgadamy sprawę na boisku, gdzie nie będzie twoich faneczek – zaśmiał się, a ja niewiele myśląc, ruszyłem za nim.
Zarejestrowałem jedynie błagalny wzrok Belta i oburzone krzyki Ashley.


•Ella•
Cztery godziny później siedziałam przy wolnym stoliku w stołówce, tępo wpatrując się w tackę pełną jedzenia. Nie miałam na nic ochoty. Stres niszczył mnie od środka. Jednak było lepiej niż rano. Carlos był miłym chłopakiem i gdy zrozumiał, że jestem zbyt zdenerwowana, przestał ze mną flirtować. Zamiast tego, wyjaśnił mi, gdzie powinnam szukać sali i dał mi swój numer, abym mogła pisać, gdy się zgubię.
Rachel też była miłą dziewczyną, która jak się okazało, miała ze mną większość lekcji. Miałyśmy wspólny temat, bo obie czytałyśmy kryminały i na takich rozmowach minęła mi połowa dnia. Teraz jednak ona siedziała ze swoim chłopakiem, Loganem, a ja nie chciałam być piątym kołem u wozu, bo gdy tylko chłopak się ze mną przywitał, przyssał się do jej ust, całując zachłannie, zupełnie jakby nie widzieli się z dziesięć lat.
Telefon zawibrował w mojej kieszeni, sygnalizując nową wiadomość, więc szybko go wyjęłam, ciekawa, kto do mnie napisał.
Nieznany numer: Czemu nic nie jesz? Ta kolorowa sałatka po prawej jest pyszna xd
Byłam zaskoczona ale i zaintrygowana. Kto to był? Rachel także podała mi swój numer, więc ją i Carlosa mogłam wykluczyć. Nikogo więcej nie znałam. Ale sądząc po treści SMSa, to musiał być ktoś stąd.
Ella: Kim jesteś?
W napięciu oczekiwałam na odpowiedź, a gdy już przyszła, jęknęłam z frustracji. Naprawdę myślałam, że od razu dostanę odpowiedź?
Nieznany numer: Chciałbym pocałować twoje malinowe usteczka.
Westchnęłam. Prawdopodobnie właśnie byłam ofiarą czyjegoś żartu. W końcu byłam tu nowa. Schowałam telefon do kieszeni i wstałam, nawet nie troszcząc się o nadal pełną jedzenia tacę. Miałam teraz biologię, więc pomyślałam, że będzie bliżej, jak wyjdę nie głównym, tylko bocznym wyjściem. Musiałam jednak przejść większą część stołówki. Nie narzekając, ruszyłam w stronę drzwi.
Przechodziłam obok stolika, przy którym siedziała trójka chłopaków, otoczona wianuszkiem dziewcząt w kusych spódniczkach i dekoltach do pępka. Wywróciłam oczami. Dziewczyny mówiły na okrągło swoimi piszczącymi głosami, a trójka chłopców w ogóle ich nie słuchała. Jeden z nich, czarnowłosy, patrzył tępo w zeszyt. Blondyn był zajęty własnym telefonem, a trzeci… Trzecim był Carlos.
Podniósł wzrok, który padł na mnie i uśmiechnął się. Mojej uwadze nie umknął fakt, że jednocześnie szturchnął łokciem blond chłopaka, który zdezorientowany rozejrzał się na około i spojrzał prosto na mnie. Niemal czułam, jak moje policzki pokrywa rumieniec. Przyspieszyłam kroku i szybko minęłam ten stolik. Byłam coraz bliżej wyjścia i cholernie mnie to cieszyło.


•Kendall•
Biologia była jednym z najgorszych dla mnie przedmiotów. Nienawidziłem tych lekcji, szczególnie gdy Profesor McLaggen wpadał na swoje świetne pomysły, jak na przykład krojenie żab. Fuj. Wzdrygnąłem się na samą myśl. Na moje szczęście, dzisiaj była normalna lekcja. Chociaż nie dla mnie. Zajmowałem ostatnią ławkę w rzędzie pod ścianą. To było moje miejsce od zawsze. Mogłem siedzieć oparty o ścianę i obserwować wszystkich, a profesor zwykle nie zwracał na mnie uwagi – w końcu byłem poniekąd wciśnięty w kąt. A dziś miałem idealny obiekt do obserwacji.
Ella – tak się nazywała.
Siedziała w czwartej ławce w rzędzie pod oknem. Widziałem ją idealnie. Usiadła z Rachel, dziewczyną Hendersona, co było ogromnym plusem. Za pośrednictwem przyjaciela mogłem się do niej zbliżyć. Bo cholernie chciałem. Zwłaszcza, żeby całować jej pełne usta i dotykać jej delikatnej skóry.
Wybrzuszenie w moich spodniach robiło się coraz większe. Cholera. Zachichotałem pod nosem, a Kristy, siedząca w ławce przede mną, odwróciła lekko głowę i posłała mi słodki uśmiech. Mój natomiast zastygł. Nie lubiłem ani jej, ani jej fałszywych uśmiechów.
Słuchając monotonnego głosu profesora, miałem wrażenie, że jeszcze chwila a zasnę. Musiałem coś zrobić i nawet wiedziałem co. Wyciągnąłem z kieszeni komórkę i szybko wystukałem treść wiadomości, którą od razu wysłałem.
Kendall: Nie nudzi cię słuchanie tego starucha? Jestem znacznie ciekawszy xoxo
Obserwowałem, jak drgnęła pod wpływem wibracji telefonu. Założyła pasmo czarnych włosów za ucho i lekko przechyliła głowę na prawo, ostrożnie wyciągając telefon z kieszeni i kładąc na ławce. Przesunęła średnich rozmiarów piórnik tak, aby zakrywał telefon i dopiero wtedy odblokowała ekran.
Zesztywniała i powoli rozejrzała się po sali – wiedziała, że nadawca wiadomości gdzieś tutaj jest. Przez chwilę zastanawiałem się, czy aby nie udawać, że to nie ja, ale odrzuciłem ten pomysł. Chciałem, aby wiedziała, że to ja. Odważnie patrzyłem na nią, a gdy spojrzała prosto na mnie – znów przeszył mnie dreszcz, identyczny do tego, jaki poczułem wtedy na korytarzu.
Ella: Czego ode mnie chcesz?
Kendall: Poznać xx
Ella: Poznać?
Kendall: No tak. Chciałbym cię poznać.
Ella: A potem przelecieć?
Kendall: No cóż, nie zaprzeczę. ^^ Ale najpierw jednak chciałbym cię poznać.
Ella: No dobra.
Kendall: Serio?
Ella: Tak. Pytaj, o co tylko chcesz.
Uśmiechnąłem się chytrze. O co tylko chcę, tak?
Kendall: No więc pytanie numer jeden: lubisz seks? x


•Ella•
Nieznany numer: No więc pytanie numer jeden: lubisz seks? x
Spoglądałam poniekąd z niedowierzaniem na ekran smartfona. Na usta cisnęło mi się pytanie: że co?. Nad odpowiedzią zastanawiałam się tylko przez moment, wspominając ostatni – niezbyt dobry, trzeba wspomnieć – raz. Ale tak, zdecydowanie lubiłam seks. Najlepiej ten niezobowiązujący, bo chociaż mogłoby się wydawać inaczej, nie potrafiłam znaleźć nikogo, z kim mogłabym być dłużej, na stałe.
Ella: A kto go nie lubi, *miejsce na twoje imię, Nieznajomy*?
Nieznany numer: Kendall, złotko, jestem Kendall xoxo
Ella: Okay, Kendall, co dalej?
Kendall: Teraz bym chciał, abyś znowu na mnie spojrzała i uśmiechnęła się do mnie, 
Ella: :)
Ella: Skąd znasz moje imię? Nie przypominam sobie, abym Ci je podawała. ;o
Spojrzałam na niego. Siedział oparty o ścianę i bezczelnie patrzył prosto na mnie. Chociaż nie byłam pewna, czy tego chciałam, posłałam mu delikatny uśmiech. Jego oczy lekko się rozszerzyły. Czy to sprawka mojego uśmiechu? Pochylił się nad telefonem.
Kendall: Mam swoje źródła xoxo. Umówisz się ze mną?
Ella: Woah, szybki jesteś, ale czy to nie powinno być na odwrót?
Kendall: Co na odwrót?
Ella: Najpierw pytanie o randkę, a dopiero potem o seks. No wiesz, tak zazwyczaj to się dzieje. A jeszcze przed sexem powinieneś mnie pocałować. Rozumiesz chyba.
Spoglądał w ekran na wpół rozbawiony, na wpół zdziwiony. Potem na jego twarz wypłynął chytry uśmieszek, a ja niemalże widziałam nad jego głową zapaloną żarówkę, sygnalizującą pojawienie się planu doskonałego. Czyżbym znowu się w coś wpakowała?
Na moje szczęście, lub też nieszczęście, chwilę później zadzwonił dzwonek. Zerknęłam na puste strony w zeszycie – przez Kendalla nie zapisałam ani linijki, ale jakoś nie bardzo mnie to obchodziło. Rachel obserwowała mnie z dystansem. Zupełnie zapomniałam, że z nią siedzę. Podczas pisania tych wiadomości czułam się tak, jakbym była w innym świecie. Świecie, w którym byliśmy tylko we dwoje – ja i Kendall. Wrzuciłam rzeczy do torby i wyszłam z ławki, a on zrobił to samo, dzięki czemu szliśmy ramię w ramię małym przejściem między ławkami. Nasze dłonie otarły się o siebie trzy razy – i trzy razy przez moje ciało przeszły przyjemne dreszcze. A wtedy on odwrócił się gwałtownie i złapał mnie za łokieć, zmuszając do zatrzymania. Był o kilkanaście centymetrów wyższy. Pochylił się, aby jego zielonkowate tęczówki były na tym samym poziomie co moje niebieskie, a potem zjechał wzrokiem na moje usta, które sekundę później przykrył swoimi w krótkim, delikatnym, ale bardzo namiętnym pocałunku.
Sam jego dotyk był elektryzujący, ale to, co działo się ze mną przez te kilkanaście sekund... Nie potrafiłam opisać tego słowami. Chciałam, aby trwało to wieczność, ale on właśnie wtedy odsunął się ode mnie.
– Na randkę jesteśmy umówieni, już się całowaliśmy, więc przed nami już tylko ostry seks – powiedział i odszedł, zostawiając mnie w szoku przy drzwiach.
O mamusiu, czy to dzieje się naprawdę?


•Kendall•
Siedem dni – tyle się znaliśmy i chociaż na początku pomyślałem, że być może skończy się jak z każdą inną, stało się coś zupełnie innego. Nie dołączyła do mojego fanclubu – nie była kolejną pustą lalą, która nie dawała mi spokoju, mimo iż była kimś podobnym do mnie. Korzystała gdzie, jak i ile się dało. Przez te siedem dni dowiedziałem się, że sama nie wie, ile razy już z kimś spała i że za każdym razem był to ktoś inny. A także to, że wraz z przeprowadzką miała nadzieję na rozpoczęcie nowego, innego życia – bez imprezowania, spontanicznego seksu i całowania do utraty tchu.
To znów dało mi do myślenia. Miałem dość dziewczyn niedających mi spokoju, dających się wykorzystywać, pustych idiotek, które zamiast mózgów miały orzeszki. Jej pojawienie się w szkole dało mi pretekst do zmiany. Już od dawna nudziło mnie moje dotychczasowe życie – teraz mogłem coś z tym zrobić. I nawet już zacząłem działać.
– Mówiłaś, że koniec ze spontanicznymi wybrykami, że chcesz zmienić styl swojego życia... – powiedziałem lekko zamyślony do brunetki, siedzącej na moim niepościelonym łóżku.
– Owszem – potwierdziła, na dodatek kiwając głową. – Wiesz, nigdy nie miałam dobrego kumpla.
– To znaczy?
Właściwie byłem zdziwiony, gdy usłyszałem dzwonek do drzwi a na werandzie zobaczyłem ją. Stała oparta o futrynę, a długie, czarne włosy zaplotła w ciasnego warkocza i przerzuciła go przez swoje lewe ramię. Na jej twarzy nie było ani grama makijażu – co bardzo mi się podobało. Miałem serdecznie dość patrzenia na wytapetowane twarze wszystkich dziewczyn ze szkoły.
– To znaczy, że chłopak był dla mnie tylko... dawcą przyjemności.
– Tylko?
Nie mogłem uwierzyć, że taka dziewczyna jak ona, nie miała nigdy chłopaka. Czy wszyscy którzy ją otaczali byli kompletnymi kretynami, czy byli ślepi?
– Tak – potwierdziła. – Nigdy nie miałam chłopaka. – Wzruszyła ramionami.
– Więc... Czy chciałabyś zostać moją dziewczyną, Ella?
– Dlaczego to brzmi jak: czy chcesz ze mną uprawiać seks, Ella?
– Może dlatego, że to też chciałbym robić.
Teraz była moja kolej na wzruszenie ramionami. W ciągu tych kilku dni zdołała mnie okręcić wokół swojego palca. Zdominowała mnie. Zwariowałem na jej punkcie – coś, co jeszcze nigdy mi się nie zdarzyło. To zwykle ja bajerowałem laski – zwykle na jedną noc. Więc co się ze mną stało? To jej urok osobisty? Jej perlisty śmiech? Piękne, czarne włosy? Jej charakter? Czy może to, że tak bardzo różni się od reszty dziewczyn, jakie znam? Nie wiedziałem i prawdopodobnie wcale nie miałem się dowiedzieć. Jako jedyna nie bała się mi odpyskować, powiedzieć szczerą prawdę – i bardzo to ceniłem. Milczała, wcale nie dyskretnie rozglądając się po moim niebieskim pokoju. Była jedyną osobą przeciwnej płci, nie licząc mojej mamy, która przebywała w tym pomieszczeniu – kolejna rzecz, która wypychała ją na podium.
– Kendall?
– Słucham, El.
– Wykorzystujesz dziewczyny tak jak ja kiedyś wykorzystywałam chłopców, prawda?
– Wykorzystywałem. Czas przeszły – poprawiłem ją.
– Dlaczego przeszły? – Spojrzała na mnie z ciekawością wymalowaną na twarzy.
– Ponieważ przeleciałem wszystkie w Winter Harbor i w jego obrębie – wzruszyłem ramionami. – A poza tym... chyba też potrzebuję zmiany.
Nie odpowiedziała. Wyciągnęła przed siebie nogi i skrzyżowała je w kostkach. Rękami oparła się o materac za sobą i spoglądała na mnie intensywnym wzrokiem. Czułem, że coś ocenia – nie wiedziałem tylko co. Ani po co. A gdy już miałem pytać, ona wyjęła z kieszeni jasnych, obcisłych spodni telefon i chwilę stukała w ekran. Moja komórka zawibrowała. Spojrzałem na nią zdezorientowany, ale sięgnąłem po nią i odczytałem wiadomość.
Ella: Would you like to do sex with me?
Musiała wyczytać coś z mojego wzroku, gdyż podniosła się i powoli do mnie podeszła. Oparła dłonie o moją klatkę piersiową, okrytą szarą koszulką. Uniosła podbródek i spojrzała na moje usta, dając mi znać, czego pragnie. Spełniłem jej niemą prośbę i złączyłem nasze usta. Oderwała się ode mnie nagle i znów chwilę stukała w klawiaturę telefonu.
Ella: Też to czułeś, prawda?
Spojrzałem na nią, nie do końca rozumiejąc, o czym mówi. Ponownie pochyliła się nad telefonem, a ja miałem ochotę jedynie ją całować dalej.
Ella: Impuls. Dreszcz. Cokolwiek.
Ella: Kiedy pierwszy raz się zobaczyliśmy.
Ella: Na korytarzu. Tydzień temu.
Ella: Też to poczułeś?
– Tak, kochanie. Też to poczułem – uśmiechnąłem się do niej. Odetchnęła poniekąd z ulgą.
– Wcześniej... pytałeś serio?
– Czy chcesz być moją dziewczyną?
Kiwnęła głową. Podszedłem do niej i złapałem w pasie, podnosząc do góry i zmuszając, żeby oplotła mnie nogami w pasie.
– Chyba bym chciał, abyś nią została. Nigdy nie miałem dziewczyny, nie do końca wiem, jak to jest. Ale ty też nie wiesz, więc chyba jesteśmy na tej samej pozycji, co kochanie?
– Zdecydowanie podoba mi się, jak mówisz do mnie per kochanie – posłała mi zalotny uśmiech.
– A ja zdecydowanie lubię cię tak nazywać. Czy za bardzo teraz słodzę?
– Odrobinkę – zaśmiała się. – Trochę bardziej niż odrobinkę. No dobra, dużo bardziej.
Jej perłowy śmiech rozbrzmiewał w pokoju. To był przełomowy moment. Moment, w którym zmieniło się coś w moim życiu. I byłem z tej zmiany zadowolony. A ani mi ani Elli nie przeszkadzało, że właściwie znaliśmy się trzy dni.
– To co z tym seksem?
– Nie da rady – pokręciła głową. – Nie w tym tygodniu.
Zrozumiałem – nie pierwszy raz jakaś dziewczyna o tym wspominała. Kiwnąłem głową, przyjmując to do wiadomości.
– Ale możemy się pomiziać.
– Pomiziać? – Uniosłem do góry prawą brew.
– No pomacać – wywróciła oczami. – Twoje łóżko wydaje się być bardzo wygodne.


•Ella•
Zdecydowanie go lubiłam i zdecydowanie między nami iskrzyło – zaś to zdecydowanie mi odpowiadało. Obserwowałam go w ciemnościach pokoju i niebieskawej poświacie księżyca, wpadającej przez niezasłonięte okno, która była jedynym źródłem światła na ten moment. Dzięki swojej ciemnej karnacji idealnie kontrastował z moją białą pościelą. Blond włosy miał roztrzepane. Wyglądał na tak spokojnego, beztroskiego. I taki poniekąd był.
Czternaście dni – tyle go znałam. I w ciągu tych kilkunastu dni stał się dla mnie najważniejszą osobą w życiu, zaraz po tacie, który zaakceptował go niemalże od razu, gdy ich sobie przedstawiłam. Kendall oczarował mojego tatę tak samo jak i mnie – właściwie nic nie robiąc.
Oparłam policzek na jego nagiej klatce piersiowej, tuż nad sercem i bardziej wtuliłam w jego lewy bok. Zegarek cyfrowy wściekle pokazywał na zielono godzinę – było kilkanaście minut po pierwszej nad ranem. Nie potrafiłam zasnąć, chociaż to nie była pierwsza moja noc spędzona pod jedną kołdrą z Kendallem. Mogłoby się wydawać, że po zaledwie tygodniu związku, nie możemy być na tak zaawansowanym poziomie, ale dla obojga z nas był to pierwszy poważny związek po dość szalonym trybie życia. Byliśmy praktycznie nierozłączni – przychodził po mnie rano i czekał z kubkiem kawy; szliśmy razem do szkoły i tam mieliśmy wszystkie zajęcia razem, o co zadbałam, korygując mój plan lekcji, a jako że byłam nowa, było to banalnie łatwe; a popołudnia i wieczory spędzaliśmy albo u mnie albo u niego. Dziewczyny z jego fanclubu mnie irytowały, ale po kilku ostrych zdaniach, które padły z ust Kendalla, odpuściły – miałam nadzieję, że na dobre.
Był naprawdę słodki, gdy spał, ale musiałam, naprawdę musiałam – włożyłam dłoń pod kołdrę i położyłam płasko na jego nagim brzuchu. Jak przystało na mężczyznę, sypiał w samych bokserkach – to też było moim celem. Nie był to pierwszy raz, gdy robiłam coś takiego, a jednak dopadł mnie lekki stres. Wzięłam kilka głębokich oddechów i zjechałam dłonią w dół, wsuwając ją delikatnie pod gumkę jego bielizny. Nie bałam się, że ktoś by nas przyłapał – spaliśmy u mnie, a tata wyjechał w delegację, co zdarzało mu się bardzo często.
Delikatnie objęłam jego sporych rozmiarów przyrodzenie i ścisnęłam. Jęknął, wciąż jednak śpiąc. To się miało za chwilę zmienić. Zaczęłam go delikatnie masować, ale wystarczająco mocno, aby otworzył i przetarł zaspane oczy. Z każdą kolejną chwilą masowałam jego członka coraz bardziej, a on z chwili na chwilę był coraz bardziej twardy, a co za tym idzie – przytomny. Na moich ustach gościł szeroki uśmiech. Naprawdę miałam ochotę – tak bardzo, że obudziłam go przez swoje egoistyczne pobudki. Przez chęć przyjemności. Wiedziałam jednak, że nie będzie zły.
– Ella? – Zaspany, nie do końca wiedział, co się dzieje i chociaż powoli dochodził do siebie, wciąż był zdezorientowany.
– Kendall?
– Co ty ro... o kurwa! – Zaraz po przekleństwie, z jego ust wyszedł głośny, długi jęk przyjemności. – Cholera, kochanie, która jest godzina?
– Po pierwszej – odparłam nonszalancko, zupełnie jakbym mówiła, że jest jedenasta.
– Oh, więc będziemy się pieprzyć jak króliki do białego rana? – Uniósł do góry prawą brew, jednocześnie podnosząc się lekko do góry i opierając na łokciach. – A możesz ustami?
Wywróciłam oczami, podnosząc się do pozycji siedzącej i uwalniając swoją dłoń z jego bielizny.
– Musisz myśleć horyzontalnie. Nie możesz ciągle o jednym – prychnęłam, co Kendall skomentował śmiechem.
– No dobra. Więc jaki masz plan?
– Nie mam planu – wzruszyłam ramionami. – Ale proponuję, abyś zaczął od rozebrania mnie.
– Przecież i tak jesteś prawie naga. Za każdym razem tak śpisz, wystawiając mnie na próbę – zaczął narzekać. – Założę się, że stanie na tym, że po prostu gdy będziemy calutcy nadzy, powiesz mi „dobranoc” i odwrócisz się na drugi bok, zostawiając mnie i Jacka w stanie agonalnym.
– Jacka?
– No Jack, mój przyjaciel. Tylko mój. No, ewentualnie mogę się nim podzielić, ale tylko z tobą – posłał mi łobuzerski uśmiech i dłonią przeczesał swoje blond włosy.
– Nie gadaj, tylko mnie rozbierz – rozkazałam.
– A nie chcesz zrobić striptizu? Ja z chęcią popatrzę – śmiał się.
Pokręciłam głową, a on podniósł się gwałtownie i jednocześnie pociągnął mnie sobie na kolana. Włożył swoje ciepłe dłonie pod moją koszulkę i ułożył płasko na brzuchu, który przez chwilę masował, aby następnie przesuwać je po kilka centymetrów do góry. Miałam zwyczaj spania w szerokich T-shirtach i zwykłych majtkach – odkąd poznałam Kendalla, T-shirty się nie zmieniły, ale majtki zastąpiłam tymi ładnymi, koronkowymi, z większymi wcięciami. Jego dłonie dotarły do moich piersi, a palce wskazujące i kciuki zacisnęły się na moich i tak już stwardniałych sutkach. Cudem powstrzymałam jęk rozkoszy – niech się chłopak bardziej postara. Złączył nasze usta – smakował miętową pastą do zębów, podobnie jak i ja. W powietrzu unosił się zapach jego żelu pod prysznic od Nike, zmieszanego z moim jagodowym – mieszanka idealna.
– Zdej... mij ją – wydusiłam pomiędzy pocałunkami.
Nie musiałam długo czekać na jego reakcję – niemalże zerwał ze mnie czerwony materiał, a jego zielone tęczówki – lśniące w świetle księżyca – od razu spoczęły na moim nagim biuście. Przełknął ślinę, a ja palcem dotknęłam jego wyraźne jabłko Adama, aby następnie pochylić się lekko i musnąć je wargami. Zadrżał. Podobała mi się władza, jaką nad nim miałam – doskonale wiedziałam, że stracił dla mnie głowę. On zaś nie wiedział, że ja dla niego też.
Położył mnie delikatnie na pościeli, a jego usta dopadły moje sutki– całował je, ssał i przygryzał, doprowadzając mnie do szału, na sam skraj, do miejsca, którego wcześniej nie znałam. Sama nie wiedziałam, kiedy nastąpił ten moment, w którym oboje byliśmy już cali nadzy – ale niewątpliwie nastąpił. Oparł się rękoma po obu stronach mojej głowy i zawisł nade mną.
– Jesteś gotowa? – zapytał szeptem.
Gotowa na wszystko, zawsze i wszędzie.*
Nie cackał się ze mną – i dobrze. Nigdy nie lubiłam spokojnego, długiego seksu. Wszedł we mnie cały już za pierwszym razem. Szybko i gwałtownie. Wypchnęłam biodra do góry, gdy wysunął się lekko, aby mógł wbić się we mnie mocno, aż do nasady. Zamruczał z aprobatą wprost do mojego ucha. Objęłam go rękoma, a przy którymś pchnięciu wbiłam paznokcie w jego plecy – nawet nie pisnął.
A gdy już było po wszystkim, opadł na materac obok mnie, wtulając twarz w poduszkę. Przytuliłam policzek do jego spoconych pleców i przymknęłam powieki. W powietrzu unosił się zapach seksu.

•••
*Gotowa na wszystko, zawsze i wszędzie – jest to poniekąd moje życiowe, zabawne motto, bo mówię tak od kilku ładnych lat, właściwie od momentu, gdy tylko pierwszy raz to powiedziałam.
Okay, kolejne zamówienie wykonane – miało być +18 i było, chociaż wiem, że dość skromnie – mam nadzieję, że osoba zamawiająca imagin jest zadowolona :) Myślę, że to tyle w temacie. Do zobaczenia wkrótce

10KOMENTARZY=NOWY IMAGIN!

sobota, 11 lipca 2015

~21 Bottle

Siedziałam w kawiarni, gdzie czekałam na swoją najlepszą przyjaciółkę. Nie chcę mówić, że jest spóźnialska, bo nią nie jest, ale czasami naprawdę przesadza. Jestem tutaj już piętnaście minut, a jej nadal nie ma. Nagle mój telefon zadzwonił. Wyjęłam go z kieszeni. Widząc zdjęcie Neli, odebrałam, przekręcając oczami.
- No co tam? - spytałam lekko, na co brunetka wzięła głęboki wdech. O nie. To oznaczało tylko jedno. Coś jej wypadło.
- Nie możemy się dzisiaj spotkać, przepraszam. Muszę jechać z Sebastianem do lekarza - powiedziała smutno. Owszem, było mi przykro, ale Sebastian jest młodszym bratem Neli, więc ma obowiązki.
- Nic się nie stało. Wpadnij do mnie wieczorem jakby coś. Pooglądamy razem jakieś filmy - oznajmiłam z uśmiechem na twarzy. Zdecydowanie maratony filmowe z nią należą do jednych z moich ulubionych zajęć.
- Będę o dwudziestej. Muszę kończyć, pa! - pożegnała się i szybko rozłączyła. Pokiwałam głową i westchnęłam. No i co mam teraz robić przez resztę popołudnia? Dzisiaj jest sobota. Szkoła dopiero w poniedziałek. Większość lekcji mam zrobionych. Nie pozostaje mi nic innego, jak tylko dokończyć kawę, którą zamówiłam i wrócić do domu.


Podnosiłam się już z miejsca, kiedy moje oczy zobaczyły przystojnego chłopaka, siedzącego samotnie w kącie, który przyglądał mi się. Nie powiem, czułam się niezręcznie, ale było w nim coś, przez co nie mogłam oderwać od niego wzroku. Jednak potrząsnęłam głową i wyszłam z kawiarni, ostatni raz odwracając się w stronę blondyna. Nadal się na mnie patrzył.


Postanowiłam pójść na spacer do parku. Zawsze tam przychodziłam, kiedy nie miałam nic do roboty, a dzisiaj był właśnie taki dzień. Okrążyłam staw, po czym zajęłam miejsce na jednej z ławek. W pewnym momencie moje oczy dostrzegły chłopaka z kawiarni. Był zainteresowany swoim telefonem. Dopiero po chwili uniósł głowę, a jego oczy zatrzymały się na mnie. Odwróciłam wzrok, jak poparzona i zajęłam się szukaniem czegoś w torebce. Sama do końca nie wiem czego. Po prostu chciałam odwrócić od siebie uwagę chłopaka. Kątem oka widziałam, jak delikatnie się uśmiecha. Moje policzki oblał rumieniec. Wyjęłam telefon i napisałam do przyjaciółki.
Do Nela ♥:
Jak zagadać do nieznajomego chłopaka, który przygląda ci się cały czas?
Nie musiałam długo czekać na odpowiedź. Brunetka jest uzależniona od telefonu. Zawsze nosi go przy sobie.
Od Nela ♥:
Jak się na ciebie patrzy, to podejdź i powiedz zwykłe cześć.
Do Nela ♥:
A jakiś inny plan? Wyjdę na nachalną.
Od Nela ♥:
Idź sobie, wpatrzona w ekran telefonu i wpadnij na niego przez "przypadek". Później rozmowa się sama potoczy.
Postanowiłam, że tak zrobię. Zauważając, że chłopak podnosi się z miejsca i idzie w moją stronę, wstałam i zaczęłam kierować się w jego stronę. Włączyłam pisanie notatki i udawałam, że piszę sms'a. Szłam wpatrzona w komórkę, spoglądając czy na pewno wpadnę na niego. Będąc coraz bliżej, zrezygnowałam. Cała odwaga ze mnie wyparowała. Zapewne w jego oczach wyszłabym na niezdarę, a tego nie chciałam. Zrobiłam krok w bok, aby wyminąć blondyna i udało mi się to. Przeszłam obok niego, czując na sobie jego spojrzenie. Jednak tym razem nie zwróciłam uwagi, tylko szlam przed siebie.
Dotarłam do domu. Już w holu czułam zapach ciasta w piekarniku. Szybko zdjęłam buty i skierowałam się w stronę kuchni. Mama zazwyczaj piecze ciasta na okazje, więc albo będziemy mieli gości, albo szykuje się jakaś impreza, o której nie wiem.
- Jak dobrze, że już jesteś! Będziesz mi potrzebna! - oznajmiła moja mama, gdy przekroczyłam próg kuchni. A jednak mam jakieś plany na dzisiejsze popołudnie.
- W czym pomóc? - spytałam, uśmiechając się. Bardzo lubiłam pomagać mamie, a zwłaszcza w kuchni. Między nami zawsze były dobre relacje. Bardzo się z tego cieszyłam, ponieważ większość dziewczyn w moim wieku kłócą się dniami ze swoimi rodzicielkami. Może to było w modzie? Jeżeli tak, to ups, nie nadążam za trendami.
- Pójdziesz do sklepu po mleko, bo zabrakło mi do kremu - uśmiechnęła się, a ja ochoczo pokiwałam głową. Uwielbiam zakupy, nawet te w spożywczaku. Ogólnie to lubię jedzenie i miło jest na nie popatrzeć w markecie.
- Dobra, tylko daj mi pieniądze - rzuciłam, wychodząc z kuchni i kierując się z powrotem do holu.
- Tyle powinno ci starczyć - podała mi kilka monet, a ja wyszłam w podskokach.


Czy to jest jakieś przeznaczenie czy zwykły przypadek? Jak na złość ponownie spotkałam chłopaka z kawiarni. Stał przy stoisku z alkoholem razem z ekspedientką. Wpatrywałam się w niego, jak w obrazek. Chyba to wyczuł, bo odwrócił się w moją stronę, a na jego ustach zagościł śliczny uśmiech. Gwałtownie odwróciłam wzrok, a policzki mnie zapiekły. Szybkim krokiem skierowałam się na lodówki. Chwyciłam pierwsze lepsze mleko i chciałam się znaleźć, jak najszybciej przy kasie, więc wybrałam drogę przez alejkę ze słodyczami. Niestety, nie byłabym sobą, gdybym czegoś nie wymodziła. Potknęłam się o własne stopy, upadając do przodu. Chcąc zamortyzować upadek, wyciągnęłam dłonie przed siebie, przez co mleko wypadło mi z ręki i roztrzaskało się na płytkach. Westchnęłam głośno, słysząc za sobą śmiech. Mimowolnie odwróciłam się w stronę, z której dochodził dźwięk. Ujrzałam blondyna, który, aż zginał się w pół. Przewróciłam oczami i wstałam, otrzepując kolana.
- I co się ryjesz? - syknęłam, na co chłopak zaczął się śmiać jeszcze głośniej. Ułożyłam dłonie na biodrach i spojrzałam na niego spod przymrużonych powiek - możesz przestać, proszę? - poprosiłam go.
- Przepraszam, ale to było śmieszne - skomentował, gdy się już uspokoił.
- I co ja mam teraz zrobić? - mruknęłam, ale chłopak usłyszał to.
- Ty ucieknij i czekaj na mnie na rogu, a ja wrócę się po mleko dla ciebie i zapłacę za nie - zaproponował, jak gdyby nigdy nic, co mnie zdziwiło. Nie znamy się, a już chce płacić za moje zakupy? Niezły jest.
- Dziękuję - wyjąkałam i wybiegłam ze sklepu, zostawiając rozlane mleko prawie, że na środku marketu.


Na blondyna nie czekałam zbyt długo. Stałam na rogu ulic, tak jak mi powiedział. Gdy widziałam, jak się zbliża, wypuściłam głośno powietrze z ust. Podał mi mój zakup, a ja oddałam mu pieniądze. Zaczęłam iść w stronę domu, odchodząc od blondyna. Ten jednak po chwili znalazł się tuż obok i szedł obok mnie.
- Jestem Kendall, przepraszam, że się wcześniej nie przedstawiłem - powiedział, drapiąc się po karku i robiąc krzywą minę.
- Rachel - posłałam mu przyjazny uśmiech - co z tym rozlanym mlekiem? - spytałam. Byłam ciekawa czy już ktoś zauważył.
- Masz szczęście, że wybiegłaś od razu. Mnie zatrzymała sprzątaczka i zaczęła wypytywać kto, jak, co. Powiedziałem, że nie wiem, ale widziałem jak mała dziewczynka biegała między regałami - zachichotał uroczo, ukazując swoje dołeczki w policzkach.
- Widziałam cię już. Najpierw w kawiarni, a później w parku - powiedziałam z uśmiechem na twarzy.
- Ja ciebie też. Zainteresowałaś mnie - na te słowa gwałtownie odwróciłam się w jego stronę. Moje oczy skierowały się w jego zielone tęczówki. Były takie hipnotyzujące. Przełknęłam głośno ślinę ze zdenerwowania, co chyba nie uszło uwadze Kendallowi, bo uśmiechnął się łobuzersko.
- Mhm - chrząknęłam, odwracając wzrok od oczu chłopaka i kierując się przed siebie - ja ciebie? - spytałam nieśmiało. Nie chciało mi się wierzyć, że ja Rachel Belt, zainteresowałam moją osobą chłopaka.
- Tak - przytaknął powoli - masz tak niską samoocenę? Nie powinnaś, jesteś ładną dziewczyną, a mówi ci to chłopak, któremu podobają się tylko dziewczyny, które mają to coś.
- Nie wiem co powiedzieć - powiedziałam skrępowana śmiałością i otwartością blondyna. Zauważyłam, że zbliżamy się do mojego domu. Byłam taka szczęśliwa, że nie będę musiała dalej prowadzić rozmowy na temat mnie.
- Powinnaś uwierzyć w siebie..
- Dobra! Zrozumiałam! - przerwałam mu jego przemowę o mnie. Kendall jedynie zaśmiał się pod nosem, na co przekręciłam oczami.
- Tutaj mieszkam - oznajmiłam, gdy stanęliśmy przed furtką.
- Będę tutaj wpadał często - mrugnął do mnie, a ja jak ta głupia stałam i patrzyłam się w jego śliczne tęczówki. Niestety mój kochany braciszek przerwał tą cudowną sytuację.
- Siostra! Chodź tutaj z tym mlekiem! Ja chcę już zjeść to ciasto! - krzyknął z balkonu Dustin. Mimo, iż był moim bratem, potrafił być bardzo denerwujący, ale i tak go kochałam. Zawsze mi pomagał w trudnych sytuacjach, był przy mnie gdy działo się coś złego. Przekręciłam oczami na słowa brata.
- Belt?! - krzyknął Kendall, co mnie zaskoczyło. Skąd zna mojego brata?
- Schmidt? - Dustin próbował wyostrzyć wzrok, co mogłam zauważyć poprzez ruszanie się cały czas jego brwi.
- Siema stary! Nie wiedziałem, że masz taką piękną siostrę! - zarumieniłam się na słowa blondyna. Jeszcze nigdy, w całym swoim życiu nie byłam tak zawstydzona.
- Musiała chyba po kimś odziedziczyć, nie? - spytał Dustin, za co chciałam go uderzyć, jednak nie pozwała mi na to odległość między nami. On i jego skromność.
- No, pewnie po mamie! - odparł Schmidt, na co zachichotałam. Ten człowiek był cudowny! Potrafił rozśmieszyć i zawstydzić mnie w tym samym czasie. Jak on to robił?
- Śmieszne, Kend. Bardzo śmieszne - rzucił mój brat, przekręcając oczami, ale widziałam u niego na twarzy rozbawienie - Kendall! Wejdź! Zagramy w coś!
- Zawsze, Belt! - odkrzyknął zielonooki.
- Rachel, chodź już z tym mlekiem do jasnej cholery! - Dustin, jak widać, był bardzo spragniony czegoś słodkiego. Owszem, lubiłam mu robić na złość, ale ciasta są także moim ulubionym przysmakiem, więc nie czekając ani chwili dłużej, pociągnęłam  Kendalla w stronę wejścia.
Do Nela ♥:
Chyba się zauroczyłam.
Od Nela ♥:
Moja mała Rachel poznała swoją pierwszą miłość?
Do Nela ♥:
Nie wyciągajmy pochopnych wniosków!
I na tym zakończyła się nasza rozmowa. Do jej przyjazdu zostały jeszcze dwie godziny. Jak ja wytrzymam z dwoma chłopakami pod jednym dachem? Mama za chwilę jedzie do pracy, a tata wraca dopiero jutro z delegacji. Nie żeby mi się nie podobało, że Schmidt jest u nas w domu, ale czuję się przy nim niekomfortowo. Boję się, że coś zrobię źle i weźmie mnie za niedojdę. Jednak był świadkiem mojego upokorzenia w sklepie i mi pomógł, a co więcej zaczął ze mną normalną rozmowę, jakby sytuacja ze sklepu nie miała miejsca.


Po godzinie chłopcy zmęczeni graniem, postanowili zając się mną. Dustin zaczął opowiadać różne sytuacje z mojego dzieciństwa, co nie bardzo mi się spodobało. Jednak nie mówił tego tak po prostu. Kendall zażyczył nam otwarcie, że chce mnie bliżej poznać, więc Dustin dobry przyjaciel na początku mówił o zwykłych rzeczach, jak mój ulubiony zespół czy jedzenie. Okazało się, że w sprawie muzyki wszyscy troje jesteśmy zgodni. W sprawie jedzenia, cóż, każdy miał inne zdanie. Niestety mój bart rozpoczął opowiadanie moich historii z życia. Jestem pewna, że siedzę z burakiem na twarzy. Czułam zawstydzenie. Większość historii była zabawna, więc co chwilę po pomieszczeniu rozlegał się śmiech ich obojgu.
Do Nela ♥:
Za ile będziesz?
Od Nela ♥:
Za niedługo, a co?
Do Nela ♥:
Ratuj mnie z opresji!
Od Nela ♥:
Będę za niedługo, obiecuję xx.
Odetchnęłam z ulgą, mając świadomość, że moja przyjaciółka zjawi się za chwilę i będę mogła uwolnić się od tych dwóch, siedzących przede mną. Już nawet ich nie słuchałam. Myślałam tylko o tym, żeby stąd wybiec, jak najdalej od nich. Z rozmyślań wyrwał mnie głos blondyna.
- Rachel!
- Co!? - krzyknęłam, chociaż nie miałam takiego zamiaru. Po prostu samo tak wyszło.
- Pójdziesz ze mną do kuchni mi pomóc? Bo Dustin poszedł zadzwonić.
- Tak, jasne - kiwnęłam głową, wstając i kierując się do kuchni, nie oglądając się za chłopakiem. Po chwili usłyszałam tupanie, więc byłam pewna, że Kendall idzie za mną - To w czym mam ci pomóc? - zapytałam, kiedy weszliśmy do pomieszczenia. Nagle poczułam ciepłe dłonie chłopaka w talii.
- Gdzie masz szklanki? - zamruczał mi do ucha, a ja nabrałam powietrza do płuc. Zrobiło mi się gorąco i przez moment zapomniałam jak się oddycha.
- W górnej szafce - odparłam wolno.
- Dzięki - szepnął, całując płatek mojego ucha. Odsunął się ode mnie zabierając dłonie i podchodząc do wskazanej szafki. Byłam zszokowana.
- To już wszystko? - spytałam, próbując nie dać po sobie poznać, że jego dotyk tak na mnie podziałał. Czy to normalne?
- Weź jakiś sok i chodź do salonu - powiedział do mnie zwykłym tonem, jakby jego zachowanie wobec mnie nie miało znaczenia. Jakby nigdy to wydarzenie nie miało miejsca. Kiwnęłam głową i wyciągnęłam sok pomarańczowy z szafki stojącej pod kuchenką,


Wróciłam z blondynem do salonu gdzie siedziała już Nela, rozmawiająca z Dustinem.
- Nelka! - wykrzyknęłam. Odstawiłam sok na stolik i rzuciłam się na przyjaciółkę.
- Rachel, udusisz mnie - wydusiła, ale ja jednak nie odsunęłam się.
- Mam prawo. Nie widziałyśmy się dwa dni!
- A ja z Kendallem nie widziałem się tydzień - powiedział mój brat - i nie próbuję go udusić.
- Pora to zmienić! - usłyszałam głos blondyna, a potem jęki Dustina. Odsunęła się od brunetki i spojrzałam na brata. To co zobaczyłam, przeszło moje oczekiwania. Schmidt, leżący na Dustinie. Zaczęłam się niepohamowanie śmiać. Ten widok był wręcz komiczny. Po chwili przyjaciółka dołączyła do mnie.
- Schmidt, złaź ze mnie! - wydarł się mój brat. W końcu blondyn uległ i zszedł z przyjaciela - dzięki - mruknął zdenerwowanym głosem, lecz jego wyraz twarzy zdradzał rozbawienie.
- My zaraz wrócimy! - oznajmiła Nela, po czym pociągnęła mnie za sobą do mojego pokoju na górze.
- O co ci chodzi? - spytałam podejrzliwie, unosząc jedną brew i kładąc dłonie na biodrach.
- Opowiedz mi o tym twoim zauroczeniu. Już nie mogę wytrzymać w niewiedzy! - mówiła uradowana. Gdyby mogła, skakałby z radości. Usiadłam na łóżku, a przyjaciółka po chwili zrobiła to samo.
- No więc... Nazywa się Kendall. Jest mega przystojny, blond włosy, zielone oczy - rozmarzyłam się na krótką chwilę.
- To jest ten co...
- Tak, to ten na dole, który siedzi z moim bratem - odpowiedziałam, zanim zdążyła skończyć pytanie.
- A ten chłopak, do którego chciałaś zagadać to jaki był?
- To też on - odparłam obojętnie.
- Co? Jak? - przyjaciółka nie mogła uwierzyć. Zachichotałam. Nasza sytuacja była dziwna, ale inna. Niepowtarzalna.
- Nie wiem - wzruszyłam ramionami - to wszystko przez to mleko.
- Jakie znowu mleko? - uniosła brwi zdziwieniu.
- Opowiem ci później, a teraz chodź, bo się zaczną czegoś domyślać - przekręciłam oczami i wstałam, ruszając w stronę drzwi - idziesz? - zapytałam, gdy moja przyjaciółka nie ruszała się z miejsca. Po jej mimice twarzy mogłam odczytać, że nad czymś myśli. Szczerze? Bałam się co aktualnie siedzi w jej głowie. Ona była nieprzewidywalna.
- Mam pomysł! - wstała i wybiegła z pokoju, a ja szybko ruszyłam za nią.
- Co? Jaki?
- Przekonasz się! - odkrzyknęła mi z dołu, a ja po kilku sekundach stałam obok niej - o już jesteś, to świetnie! Chłopcy, mam propozycję! Zagrajmy w butelkę!
- Nelka - wycedziłam przez zęby, ostrzegawczym tonem.
- Będzie zabawnie, siedź cicho.
- Jestem za! - krzyknął Dustin, kierujący się do kuchni. Po chwili wrócił z butelką w ręku.
- Ja tym bardziej - wychrypiał Kendall, puszczając mi perskie oko.


Siedzieliśmy w kółku, grając w butelkę na prawdę czy wyzwanie. Do tej pory wypadało tylko na mnie i Dustina oraz raz na Nelkę, która chciała wyzwanie. Dustin wymyślił, aby wykrzyczała przez okno "kocham disco polo". Bez problemu to zrobiła. Ja zawsze wybierałam prawdę. Może i czasami byłam osobą szaloną, ale w tym przypadku wolałam nie ryzykować. Bałam się jakie wyzwanie może dać mi Nelka. Ona jest zdolna do wszystkiego. Przyjaciółka zakręciła butelką, która wskazała na blondyna. Moje serce zaczęło bić tysiąc razy szybciej. Skarciłam wzrokiem przyjaciółkę, ale ona jedynie się słodko uśmiechnęła, wzruszając ramionami.
- Prawda czy wyzwanie, Kendall? - spytała delikatnym głosem, unosząc jedną brew do góry.
- Wyzwanie - oznajmił stanowczo, patrząc jej w oczy. Ta tylko zachichotała i spojrzała na mnie, przesyłając buziaka w powietrzu.
- Pocałuj Rachel - powiedziała pewna siebie, a jej słowa zadźwięczały w moich uszach. Za chwilę Kendall Schmidt ma mnie pocałować. Czy to nie będzie dziwne, jeśli teraz stąd wybiegnę i do jutra nie wrócę? W pewnym momencie poczułam jak ktoś mnie ciągnie do góry, abym wstała. Zrobiłam to i napotkałam zielone tęczówki chłopaka. Nagle dotknął moich ust swoimi. Jeżeli powiedziałabym, że to mi się nie podobało, skłamałabym. Zarzuciłam ręce na szyję chłopaka, a on sam przyciągnął mnie bliżej za biodra. Oddawałam pocałunki jeden za drugim. Nie wiem ile trwał pocałunek, ale zdecydowanie za krótko. Chciałam jeszcze.
- To mi się podobało - mruknął mi na ucho - później to powtórzymy - po wypowiedzeniu tych słów, wrócił na swoje miejsce, a ja usiadłam. Spojrzałam na przyjaciółkę która całowała się z moim bratem. Chwila! Co? Nelka, moja przyjaciółka od zawsze, właśnie całuje mojego brata? Ten dzień zalicza się do najdziwniejszych, jakie kiedykolwiek przeżyłam. Kendall chrząknął, chcąc zwrócić na siebie uwagę. Oboje szybko się oderwali. Spojrzałam na brata, marszcząc brwi.
- No co? Wy możecie, a my nie? - zaśmiałam się na jego słowa, a Nelka zarumieniła się, kryjąc twarz za włosami. Gra w butelkę była najlepszym pomysłem na jaki moja przyjaciółka kiedykolwiek wpadła. Byłam jej za to wdzięczna.


_____________________
Uszanowanko wszystkim!  Chcę pozdrowić maj bfff, która wpadła na pomysł z rozlanym mlekiem! Dzięki! <3 A teraz tak bardziej oficjalnie. Mam nadzieję, że imagin wam się podobał. Długo się nad nim męczyłam, więc liczę na szczere komentarze! See ya soon! ♥

10KOMENTARZY=NOWY IMAGIN


© Kordelia| WioskaSzablonów | X | X | X |.